Pracownicy Deloitte odwiedzili 25 warszawskich placówek bankowych, podając się za klientów zainteresowanych produktami inwestycyjnymi - jednostkami funduszy, lokatami strukturyzowanymi i kombinacją funduszy ze zwykłymi depozytami. Mówili, że mają do zainwestowania 30 tys. zł i chcą je dobrze ulokować na rok. Sprawdzali, czy pracownicy banków rzetelnie poinformują ich o wadach i zaletach poszczególnych produktów, a przede wszystkim o tym, jakie ryzyko z nimi się wiąże.
Jakie były wnioski? Tylko w dwóch przypadkach doradcy, proponując produkty inwestycyjne, przeanalizowali profil klienta (jego wiek, źródła dochodów, gotowość do ponoszenia ryzyka). - 84 proc. badanych doradców zamiast powołać się w rozmowie na konkretne dane, przytaczało potoczne opinie na temat sprzedawanych produktów. Co więcej, 64 proc. łagodnie sugerowało naszym "tajemniczym klientom", żeby nie czytali prospektów i oświadczeń o związanym z inwestycją ryzyku, chcąc w ten sposób przyspieszyć zawarcie transakcji - mówi Paweł Dziekoński, starszy menedżer w dziale zarządzania ryzykiem Deloitte. Uczestniczący w badaniu pracownicy firmy stwierdzili też, że ponad połowa doradców nie powiedziała ani słowa o ryzyku, które wiąże się z inwestycją, albo wręcz nakłaniała ich, żeby wybrali ryzykowne produkty, mimo że ci deklarowali, że chcą inwestycji bezpiecznej.
Badanie zostało przeprowadzone w związku z wejściem w życie ustawy wprowadzającej na polski rynek postanowienia unijnej dyrektywy w sprawie rynku instrumentów finansowych MIFiD. Zgodnie z nią doradca, który sprzedaje produkty inwestycyjne, ma obowiązek dokładnie zbadać profil klienta uwzględniający m.in. jego wiek, gotowość do ponoszenia ryzyka i źródła dochodów. Na koniec klient musi podpisać oświadczenie, że jest świadomy ryzyka, które podejmuje, decydując się na konkretną inwestycję. Dyrektywa ma pomóc nam uniknąć sytuacji, gdy inwestorzy tracą swoje oszczędności, bo nie zrozumieli zagrożeń związanych z inwestycją. Czy to wystarczy? - Pomoże, ale przede wszystkim potrzeba edukacji ekonomicznej - przekonuje Mariusz Karpiński, były prezes GE Money Banku. Problem w tym, że banki nie palą się do tego, żeby uczyć swoich klientów.
Zapytani, jak dbają o edukację finansową, bankowcy w pośpiechu szukali projektów, którymi mogliby się pochwalić. - Wśród 6 mln naszych klientów propagujemy zasady bezpiecznego korzystania z
bankomatów i kart bankowych - mówi Marek Kłuciński, rzecznik PKO BP. - Poza tym promujemy ekologię: przeprowadziliśmy kampanię, dzięki której 90 tys. osób zrezygnowało z papierowych wyciągów - dodaje.
Bank Pocztowy podkreśla, że wydrukował ulotki o tym, jak korzystać z kart płatniczych. Z kolei
Lukas Bank od lipca uczy, jak korzystać z kart kredytowych wydawanych wraz z siecią Tesco.
Tylko dwie instytucje prowadzą projekty długofalowe. Pierwszym jest Citi Handlowy, który za pośrednictwem Fundacji Kronenberga organizuje zajęcia na temat finansów w gimnazjach i liceach. Z kolei GE Money Bank koncentruje się na kształceniu kobiet jako tych, które najczęściej zarządzają domowym
budżetem. Większość banków nie chciała odpowiedzieć, jakich projektów edukacyjnych możemy się spodziewać w 2010 r. Z nieoficjalnych rozmów wiemy jednak, że nie będzie ich wiele, bo nie ma na nie pieniędzy. - Przy cięciach zatrudnienia i obniżkach pensji trudno myśleć o nowych wydatkach - tłumaczy jeden z rzeczników banków.