Z raportu wynika, że w przyszłym roku na spadek inflacji wpływać będzie obniżające się tempo wzrostu cen żywności i nośników energii, do czego przyczyni się wzrost kursu złotego. Hamować będzie ją także "brak wyraźnego trendu wzrostowego cen surowców energetycznych i rolnych na rynkach światowych".
Wedle zapisanej w raporcie prognozy NBP w 2010 r. ceny mają wzrosnąć o 1,5 proc., w 2011 r. o 2,1 proc. Bank centralny zaznacza jednak, że jego projekcja nie uwzględnia najnowszych danych otrzymanych pod koniec września i w październiku. Te z kolei mogą wskazywać na ryzyko, że
inflacja będzie jednak wyższa od prognozowanej.
Zdaniem Ryszarda Petru, głównego ekonomisty
BRE Banku prognoza dotycząca inflacji jest niedoszacowana.
- NBP zakłada spadek inflacji przy wyższym wzroście gospodarczym. Analitycy twierdzą, że w dół pójdą ceny żywności i energii. Moim zdaniem spadki kosztów energii są raczej wątpliwe dlatego sama prognoza inflacyjna wydaje się być niedoszacona - uważa Petru.
- Z raportu dowiedzieliśmy się, że połowa członków RPP już w lipcu domagała się zmiany nastawienia na neutralne, co było jednak powstrzymywane głosem prezesa aż do września i października - powiedział Wyborczej. Biz Grzegorz Ogonek, analityk banku ING. Jego zdaniem o ile ukazana ścieżka inflacyjna schodzi w 2010 roku bardzo nisko, to inflacja bazowa prawie w ogóle w tym czasie nie spada.
- Widzimy w tym podkreślenie, że polska gospodarka poddana została w tym roku stosunkowo łagodnej próbie gospodarczej wytrzymałości - dodaje
Zdaniem banku tempo wzrostu gospodarczego do III kwartału 2010 r. utrzyma się na poziomie poniżej 2 proc. "W kolejnych kwartałach dynamika
PKB będzie powoli rosnąć, by w długim horyzoncie projekcji osiągnąć poziom 3,6 proc." - czytamy w raporcie.
- NBP słusznie zakłada powolne odbicie gospodarki, a 1,8 proc. wzrostu PKB to bardzo prawdopodobna do osiągnięcia wartość - mówi Ryszard Petru.
NBP uważa, że od początku przyszłego roku
eksport przestanie być czynnikiem wspierającym tempo wzrostu PKB, jak to miało miejsce w 2009 r. Bank prognozuje, że PKB w 2010 r. wzrośnie o 1,8 proc., a w 2011 r. - 3,2 proc.
- Pokazany w projekcji wzrost gospodarczy1,8 proc. w przyszłym roku to niżej niż my zakładamy. Różnica wynika m.in. ze skali spowolnienia konsumpcji prywatnej - komentuje Grzegorz Ogonek.
Z opracowania wynika ponadto, że w 2011 r. w efekcie poprawy sytuacji gospodarczej zahamowany zostanie wzrost stopy bezrobocia i nie powinien on przekroczyć 12 proc. W 2011 r. wzrosnąć ma popyt na pracę, przyspieszy tempo wzrostu płac. Według NBP w latach 2010-11
bezrobocie wyniesie odpowiednio 10,2 proc. i 11,3 proc.
NBP przewiduje, że w kolejnych latach następować będzie systematyczna odbudowa popytu. Na jego wzrost znaczny wpływ będzie miała odbudowa zapasów, których poziom przedsiębiorstwa mocno obniżyły pod koniec zeszłego roku i w I połowie 2009 r. Popyt będzie też zasilany pieniędzmi z unijnych funduszy strukturalnych, które finansować będą inwestycje publiczne. W 2011 r. wzrost popytu krajowego w coraz większym stopniu ma być związany z poprawą popytu konsumpcyjnego i rosnącą aktywnością inwestycyjną sektora prywatnego.
Tymczasem wedle prognoz rządowych w 2011 r. PKB wzrośnie o 2,8 proc., w 2012 r. - 3 proc., a w 2013 r. - 3,4 proc. Średnioroczna inflacja ma wynieść w 2011 r. 1,8 proc., w 2012 r. - 2,3 proc., a w 2013 r. - 2,5 proc. Natomiast stopa bezrobocia osiągnie w 2011 r. 12,5 proc., w 2012 r. - 11,4 proc., a w 2013 r. - 9,9 proc.