Niedawno Michaił Żwaniecki, sławny rosyjski satyryk i pisarz, człowiek głęboko rozumny, występując w domu kultury AwtoWAZ-u, mówił robotnikom: - Wasze miasto jest dziś na ustach całego kraju. Wszyscy myślimy o was. Jak was podtrzymać, jak nakarmić. Jak was utrzymywać, ale bez waszych automobili. I chyba jesteśmy już bardzo blisko epokowego odkrycia. Trzeba zrobić tak, by u was wszystko było w porządku, żeby taśma produkcyjna w waszej fabryce działała 24 godziny na dobę, ale żeby samochodów nie produkowała...
Publiczność na chwilę zamarła, a potem zerwała się z foteli i długo na stojąco oklaskiwała Żwanieckiego.
Szczęśliwy sierpień Tym, którzy przyszli na spotkanie ze Żwanieckim, marzy się, by znowu był sierpień. Wtedy po raz trzeci w tym roku taśma produkcyjna w fabryce stanęła. Od razu na cały miesiąc. Załoga miała wolne, ale ludziom zagwarantowano prawie pełną zapłatę. W Togliatti to średnio ok. 10 tys. rubli (mniej więcej 950 zł). Niewiele, ale ludzie przywykli za to żyć.
- Leżysz sobie na tapczanie, pijesz piwo, a pieniądze ci kapią na konto - wspominają dziś tamte szczęśliwe sierpniowe tygodnie robotnicy z AwtoWAZ-u.
Wtedy wielu ludzi wyjechało - ktoś na zarobek w inne regiony, ktoś odpoczywał nad morzem. Miejscowe biura podróży sprzedały wszystkie wycieczki do Turcji.
Ale większość załogi dodatkowy opłacany urlop wykorzystała rozsądnie. Ludzie pracowali na ogrodach, bo przecież lato nie trwa wiecznie, a zima zapowiada się wyjątkowo ciężka.
Dyrekcja fabryki zapowiedziała przecież, że taśma od września do grudnia będzie pracować nie na dwie jak wcześniej, a na jedną zmianę - 40 godz. w tygodniu. A ludzie mogą liczyć tylko na połowę dotychczasowej wypłaty.
Teraz połowa załogi pracuje od poniedziałku do środy, druga połowa - tylko w czwartki i piątki. W następnym tygodniu ci, którzy przychodzili do roboty na trzy dni, pracują dwa, a czwartkowo-piątkowi stają przy taśmie na trzy dni.
Średnia wypłata za wrzesień, jak ocenia Piotr Zołotariow, szef niezależnego związku zawodowego "Jedinstwo", wyniosła ok. 6,5 tys. rubli. Po opłaceniu czynszu i usług komunalnych na życie zostają kopiejki.
Części były, ale się zmyły Kilka dni temu milicja w Togliatti nakryła gang złożony z robotników AwtoWAZ-u, którzy dorabiali sobie do okrojonych pensji, kradnąc z fabryki części zamienne.
Zakład jest starannie strzeżony. Wychodzący przez bramy są poddawani rewizjom, wokół płotu stale krążą patrole ochroniarzy.
Złodzieje być może przypomnieli sobie jednak film Andrzeja Wajdy "Kanał" i spławiali to, co udało im się zwędzić z fabryki, pod ziemią na gumowych pontonach. Znaleźli wejście do biegnącego pod halami fabrycznymi kanału ściekowego. Ładowali ukradzione dobra na pontony i pchali je, przebrawszy się w gumowe kombinezony wędkarskie, pod ziemią około kilometra za płot fabryki.
Podziemni flisacy wpadli, kiedy spławiali z AwtoWAZ-u części warte, jak ocenia milicja, 1,2 mln rubli (ok. 110 tys. zł).
O dwóch takich, co ukradli 2 tysiące ład Pomysł z podziemnymi pontonami jest niezły, ale samochodowy gigant widział nie takie rzeczy i złodziei ze znacznie większą fantazją.
Bo kto nie okradał AwtoWAZ-u. Mistrzem w tej dyscyplinie na zawsze pewnie zostanie Borys Bierezowski, który właśnie w Togliatti zaczynał szybko się wspinać na pierwsze miejsce wśród nowych rosyjskich bogaczy. W latach 90. niepozorny profesor matematyki ogłosił światu, że szybko da Rosjanom tani i dobry "samochód ludowy". Założył firmę AWA, której władze w imię szczytnego celu gromadzenia kapitału na budowę "narodnowo auto", czyli "rosyjskiego volkswagena", pozwoliły handlować autami z Togliatti. Rzecz nie była prosta, bo na ładach łapę wtedy trzymały liczne w mieście nad Wołgą okrutne gangi z nieprzebierającą w środkach mafią czeczeńską. Bierezowski zyskał sobie jednak sojusznika w osobie "Hasana", jednego z przywódców kryminalnego świata Rosji, który umiał przekonująco wytłumaczyć Czeczenom, że wypadli z
gry.
Obiecywany przez skromnego do niedawna naukowca "volkswagen rosyjski" oczywiście nie powstał, za to z fabryki w Togliatti znikło ponad 2 tys. ład ukradzionych przez Bierezowskiego i jego wspólników. Skok stulecia uczynił jego autora pierwszym oligarchą Rosji, położył fundamenty pod jego wartą 3 mld dol. fortunę, która pozwoliła mu rozpocząć przy Borysie Jelcynie karierę szarej eminencji Kremla.
W prowadzeniu samochodowych interesów w Togliatti Bierezowskiemu pomagał inny przyszły prominent Aleksander Wołoszyn, później wieloletni szef najpierw jelcynowskiej, a potem putinowskiej administracji Kremla.