Zdaniem Adama Ambrozika z Konfederacki Pracodawców Polskich na miano bubla już nawet nie ostatnich tygodni, ale całych miesięcy zasługuje rządowy pomysł zmiany zasad rozliczania PIT, czyli przerzucenie obowiązku ich wypełniania z pracowników na pracodawców.
- Analizując ostatnie propozycje zmian w podatkach, można pomyśleć, że zbliżają się
wybory parlamentarne. To właśnie przed wyborami najczęściej rząd dwoi się i troi, by "zrobić dobrze" przeciętnemu Kowalskiemu - mówi Ambrozik, przypominając, że i dziś możliwe jest rozliczanie podatków pracownika przez pracodawcę. Wystarczy, że pracownik złoży oficjalną prośbę w tej sprawie.
Zdaniem Ambrozika na przestrzeni ostatnich lat druki PIT uległy znacznemu uproszczeniu, a lata nauki wypełniania deklaracji sprawiły, że praktycznie nikt nie ma kłopotów z ich poprawnym wypełnieniem. - Dlatego korzyści z wprowadzenia tej zmiany są czysto symboliczne, a koszty znaczne - mówi Ambrozik, wyjaśniając, że w firmach powstanie dodatkowy obowiązek, który może wywołać konieczność zatrudnienia dodatkowych osób, stworzenia dodatkowych pomieszczeń biurowych i archiwalnych oraz odpowiedniego przygotowania systemów komputerowych przedsiębiorstwa.
Można się także spodziewać, że po wejściu w życie przepisów powstanie niemały chaos. Do połowy stycznia pracodawca będzie musiał niemal od każdego pracownika odebrać oświadczenia - albo o tym, że ten nie chce, aby go rozliczać, albo o przysługujących mu ulgach.
Jeszcze większe problemy pojawią się w przypadku pracowników, którzy w ciągu roku zmieniali kilka razy
pracę. - Może się zdarzyć, że jeśli pracownik nie poinformuje jednego z byłych pracodawców o tym, że nie chce być rozliczany, zainicjuje całą lawinę pomyłek - uważa Ambrozik i dodaje: - Ostatecznie może się okazać, że zamiast ulżyć pracownikom, nowy pomysł przysporzy im tylko kłopotów, bo wszelkie poprawki w PIT będą musieli nanosić sami.