Biznes Ludzie Pieniądze

Odc. 21: Minirata rośnie w oczach. Ile naprawdę kosztuje pożyczka w PKO BP?

Reklamę prześwietlił Maciej Samcik
02.11.2009 , aktualizacja: 02.11.2009 17:31
A A A Drukuj
Do Bożego Narodzenia zostało ledwie dwa miesiące. Dla bankowców zbliża się czas żniw, bo przed świętami zwykle zgłasza się najwięcej osób potrzebujących szybkiej gotówki. Na prezenty, na zakupy, na wyjazd świąteczny... Na udzielaniu takich pożyczek banki ostatnio zarabiają najwięcej, więc na Boże Narodzenie czekają z nie mniejszą radością niż dzieci na Świętego Mikołaja.
Książeczka mieszkaniowa PKO BP z funduszem - tylko połowa naszych oszczędności jest gwarantowana
Fot. Andrzej Bogacz / AG
Książeczka mieszkaniowa PKO BP z funduszem - tylko połowa naszych oszczędności jest gwarantowana


Bankowy "wyścig zbrojeń". Kto da mniej? Nic dziwnego, że w bankach trwa już "wyścig zbrojeń". Jak by tu wybić się z tłumu konkurencyjnych ofert, a jednocześnie dobrze zarobić? - dumają całe dnie spece od marketingu. Na razie w tej rywalizacji najbardziej widać oferty szybkich pożyczek Eurobanku i PKO BP. W obu bankach nominalne oprocentowanie wynosi poniżej 7 proc. rocznie. W Eurobanku jest to 6,9 proc., a w PKO BP - 6,99 proc. Pożyczkę gotówkową Eurobanku niedawno prześwietliłem, dziś więc przyjrzę się przez lupę szybkiemu kredytowi w PKO BP.

Czytaj też: PKO BP to bank, któremu Polacy ufają najbardziej

Kredyt bez formalności na 7 proc.? Gdzieś musi być haczyk... Aż nie chce się wierzyć, że kredyt gotówkowy bez żadnego zabezpieczenia, bez żyrantów, bez formalności, może kosztować tylko 7 proc. Przy takich stawkach, biorąc z banku 2 tys. zł, oddawałbym mu po roku tylko o jakieś 80 zł więcej (mało, bo oprocentowanie z miesiąca na miesiąc jest liczone od coraz mniejszej kwoty).

Odwiedziłem oddział PKO BP na moim osiedlu i wraz z panią przy okienku rozebrałem PKO-wską szybką pożyczkę na czynniki pierwsze. Od razu na początku rozmowy okazało się, że reklamowane oprocentowanie 6,99 proc. jest dostępne tylko dla najmniejszych kredytów, nieprzekraczających 3 tys. zł, i branych tylko na rok. Ale to jeszcze żaden problem, większość z nas na załatanie dziury w budżecie i tak potrzebuje najwyżej 1-2 tys. zł.

Czytaj też: Sposób na kryzys: wciskać drogie kredyty i się nie przejmować?

Komu zaszkodzi 0,35 proc.? Spytałem o dodatkowe opłaty. Pani się nieco speszyła (widać nie każdy klient jest aż tak dociekliwy, a szkoda). Ale podniosła rękawicę i szczerze jak na spowiedzi wszystko mi wyznała. Otóż niskie odsetki mogę zapłacić tylko wtedy, jeśli jednocześnie wykupię ubezpieczenie od nieprzewidzianych zdarzeń losowych. Składka pozornie jest niegroźna - wynosi 0,35 proc. wartości kredytu miesięcznie. Ale ziarnko do ziarnka i... w skali roku urośnie do 4,2 proc. A że składka ubezpieczeniowa jest pobierana z góry i odliczana od kwoty kredytu, bank naliczy mi ratę kredytu od większej kwoty niż ta, którą dostałem do ręki. Do tego dochodzi prowizja za udzielenie kredytu - sięgająca 5 proc.

Czytaj też: Czary-mary w PKO BP

Pożyczasz na 7 proc., zapłacisz ponad 20 proc. To oznacza, że PKO-wskie promocyjne oprocentowanie kredytu 6,99 proc. jest tylko chwytem reklamowym. Tak naprawdę zapłacę za pożyczone pieniądze ponad 20 proc. odsetek, kosztów i prowizji. Np. pożyczając 2 tys. zł na rok, dostanę do ręki tylko 1820 zł, a miesięczna rata wyniesie 190 zł. To oznacza, że będę musiał oddać w sumie 2280 zł - o 460 zł więcej, niż bank mi wypłaci!

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    30 głosów