Miliardowe inwestycje czekają na rządową pomoc
Leszek Baj
2009-11-02, ostatnia aktualizacja 2009-11-02 21:22
24 inwestorów zagranicznych chce stworzyć w Polsce 10 tys. miejsc pracy i zainwestować blisko 2,5 mld zł. Ale rząd spóźnia się z decyzjami o grantach inwestycyjnych na tworzenie miejsc pracy. Powód? Nowe przepisy
ZOBACZ TAKŻE
- Polska liderem pod względem przyciągania inwestycji (17-11-09, 07:33)
- Nasze dzieci nie udźwigną tego długu (10-11-09, 14:00)
- Dobra wiadomość dla inwestorów. Rząd wreszcie ustalił granice Natury 2000 (29-10-09, 20:20)
- Inwestycji jest mniej, ale klimat do nich lepszy (27-10-09, 20:42)
- Polska jest drugim największym inwestorem na Litwie (27-10-09, 13:43)
- Bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Polsce sięgną 7 mld euro w 2009 r. (15-10-09, 10:09)
W kryzysowym roku firmy mają znacznie mniej pieniędzy na inwestycje i każdą złotówkę, euro czy dolara oglądają dwa razy. Według wstępnych danych Narodowego Banku Polskiego od stycznia do sierpnia bezpośrednie inwestycje zagraniczne sięgnęły 4,5 mld euro, choć przed rokiem było to 7,4 mld euro, a w rekordowym 2007 r. aż 11,2 mld euro. Nie znaczy to jednak, że brakuje chętnych do budowania w Polsce nowych zakładów czy centrów usługowych. Sama Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych pracuje nad blisko 120 projektami. Jeśli zostałyby zrealizowane, powstałoby 36 tys. miejsc pracy. Ale jest problem - rząd opóźnia się z decyzjami.
Jednym z kryteriów, którymi kieruje się inwestor, jest pomoc publiczna, np. na tworzenie nowych miejsc pracy. Zdaniem Marcina Kaszuby, dyrektora ds. bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Ernst & Young, takie granty rządowe są często jednym z kluczowych czynników decydujących o lokalizacji wielkich inwestycji. Rząd obiecał taką pomoc 24 inwestorom. Jedenastu ma ją dostać jeszcze w tym roku. W sumie wszystkie 24 firmy mogłyby stworzyć około 10 tys. miejsc pracy i zainwestować blisko 2,5 mld zł. Chodzi m.in. o takie koncerny jak IBM, Volkswagen, Goodrich czy HP.
- Ale cała procedura się opóźnia. Zaczynamy się martwić, bo mieliśmy mieć zgodę Rady Ministrów na przełomie lata i jesieni - mówi Jacek Levernes, szef wrocławskiego Global Business Center firmy Hewlett-Packard i jednocześnie szef Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych w Polsce. HP chce rozbudować centrum usługowe we Wrocławiu i zatrudnić nawet tysiąc dodatkowych pracowników. - Rządowi powinno na tym zależeć, w Polsce rośnie bezrobocie, a my mamy pracę dla młodych ludzi po studiach - dodaje Levernes.
- Rzeczywiście mamy opóźnienie. Ale rząd wywiąże się ze swoich zobowiązań, jesteśmy w ciągłym kontakcie z inwestorami - zapewnia "Gazetę" odpowiedzialny za inwestycje wiceminister gospodarki Rafał Baniak. - W najbliższym czasie programy wsparcia trafią pod obrady rządu - dodaje.
Na czym polega problem? - Procedury uzgodnień stały się bardziej skomplikowane - tłumaczy Rafał Baniak. Od początku tego roku każdy wieloletni program wsparcia inwestycji jest rozumiany zgodnie z ustawą o zasadach prowadzenia polityki rozwoju jako "program rozwojowy". To wymaga dodatkowej papierkowej roboty, uzgodnień m.in. z resortem rozwoju regionalnego. Zgodnie z ustawą programy wieloletnie wymagają opracowania m.in. specjalnych raportów ewaluacyjnych potwierdzających skuteczność i efekty wykonania danego programu. A według ministra Baniaka przez dłuższy czas nie było jasne, czy programy wieloletnie dla inwestorów będą w ogóle podlegały tej ustawie. Stąd opóźnienia.
Teraz rząd powinien działać szybko, bo inwestorzy mogą stracić cierpliwość. Każdy z 11 projektów powinien do końca roku być przyjęty przez Radę Ministrów, później muszą one uzyskać zgodę Komisji Europejskiej. - Opóźnienia źle wpływają na wizerunek Polski jako wiarygodnego partnera. Pamiętajmy, że kilka firm rozpoczęło inwestycje jeszcze w 2007 r. - mówi Marcin Kaszuba z Ernst & Young.
Marcin Kaszuba przypomina, jak kilka lat temu raz za razem przegrywaliśmy z naszymi sąsiadami boje o duże inwestycje. Toyota i Peugeot-Citroen zamiast w Polsce zdecydowały się produkować małe samochody w Czechach. Rok później Słowacja sprzed nosa zabrała nam wartą 700 mln euro fabrykę Peugeot-Citroen z 3,5 tys. miejscami pracy. W 2004 r. Słowacy okazali się lepsi w walce o szacowaną na 700 mln euro inwestycję koncernu Hyundai-KIA. - Złą passę przełamała inwestycja MAN pod Krakowem. W tym przypadku kluczowa okazała się konkurencyjna oferta pomocy publicznej oraz szybkość reakcji rządu - mówi Kaszuba.
Jednym z kryteriów, którymi kieruje się inwestor, jest pomoc publiczna, np. na tworzenie nowych miejsc pracy. Zdaniem Marcina Kaszuby, dyrektora ds. bezpośrednich inwestycji zagranicznych w Ernst & Young, takie granty rządowe są często jednym z kluczowych czynników decydujących o lokalizacji wielkich inwestycji. Rząd obiecał taką pomoc 24 inwestorom. Jedenastu ma ją dostać jeszcze w tym roku. W sumie wszystkie 24 firmy mogłyby stworzyć około 10 tys. miejsc pracy i zainwestować blisko 2,5 mld zł. Chodzi m.in. o takie koncerny jak IBM, Volkswagen, Goodrich czy HP.
- Ale cała procedura się opóźnia. Zaczynamy się martwić, bo mieliśmy mieć zgodę Rady Ministrów na przełomie lata i jesieni - mówi Jacek Levernes, szef wrocławskiego Global Business Center firmy Hewlett-Packard i jednocześnie szef Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych w Polsce. HP chce rozbudować centrum usługowe we Wrocławiu i zatrudnić nawet tysiąc dodatkowych pracowników. - Rządowi powinno na tym zależeć, w Polsce rośnie bezrobocie, a my mamy pracę dla młodych ludzi po studiach - dodaje Levernes.
- Rzeczywiście mamy opóźnienie. Ale rząd wywiąże się ze swoich zobowiązań, jesteśmy w ciągłym kontakcie z inwestorami - zapewnia "Gazetę" odpowiedzialny za inwestycje wiceminister gospodarki Rafał Baniak. - W najbliższym czasie programy wsparcia trafią pod obrady rządu - dodaje.
Na czym polega problem? - Procedury uzgodnień stały się bardziej skomplikowane - tłumaczy Rafał Baniak. Od początku tego roku każdy wieloletni program wsparcia inwestycji jest rozumiany zgodnie z ustawą o zasadach prowadzenia polityki rozwoju jako "program rozwojowy". To wymaga dodatkowej papierkowej roboty, uzgodnień m.in. z resortem rozwoju regionalnego. Zgodnie z ustawą programy wieloletnie wymagają opracowania m.in. specjalnych raportów ewaluacyjnych potwierdzających skuteczność i efekty wykonania danego programu. A według ministra Baniaka przez dłuższy czas nie było jasne, czy programy wieloletnie dla inwestorów będą w ogóle podlegały tej ustawie. Stąd opóźnienia.
Teraz rząd powinien działać szybko, bo inwestorzy mogą stracić cierpliwość. Każdy z 11 projektów powinien do końca roku być przyjęty przez Radę Ministrów, później muszą one uzyskać zgodę Komisji Europejskiej. - Opóźnienia źle wpływają na wizerunek Polski jako wiarygodnego partnera. Pamiętajmy, że kilka firm rozpoczęło inwestycje jeszcze w 2007 r. - mówi Marcin Kaszuba z Ernst & Young.
Marcin Kaszuba przypomina, jak kilka lat temu raz za razem przegrywaliśmy z naszymi sąsiadami boje o duże inwestycje. Toyota i Peugeot-Citroen zamiast w Polsce zdecydowały się produkować małe samochody w Czechach. Rok później Słowacja sprzed nosa zabrała nam wartą 700 mln euro fabrykę Peugeot-Citroen z 3,5 tys. miejscami pracy. W 2004 r. Słowacy okazali się lepsi w walce o szacowaną na 700 mln euro inwestycję koncernu Hyundai-KIA. - Złą passę przełamała inwestycja MAN pod Krakowem. W tym przypadku kluczowa okazała się konkurencyjna oferta pomocy publicznej oraz szybkość reakcji rządu - mówi Kaszuba.
Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?
Zamów newsletter!
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
4
15 głosów
Przeczytaj 29 komentarzy na Forum
Wyborcza.biz poleca
Biznes, Ludzie, Pieniądze

Azbest będzie przetwarzany i znów wykorzystywany
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

Pożyczka u Stefczyka: wygodne raty mogą nieco uwierać
KOBIETA SUKCESU










