Biznes Ludzie Pieniądze

Bruksela każe sprzedać BZ WBK?

Nina Hałabuz
03.11.2009 , aktualizacja: 03.11.2009 21:07
A A A Drukuj
Allied Irish Banks zapłaci za to, że w kryzysie sięgnął do kieszeni podatników. Jeśli Komisja Europejska potraktuje Irlandczyków równie surowo jak w ubiegłym tygodniu ING, pod młotek trafią zagraniczne biznesy grupy. W tym bank w Polsce
Mateusz Morawiecki, prezes banku BZ WBK
Mateusz Morawiecki, prezes banku BZ WBK
SERWISY
BZ WBK jest perłą w koronie zagranicznych inwestycji Allied Irish Banks. Z kryzysem poradził sobie lepiej niż wielu jego konkurentów - w pierwszej połowie roku zarobił 377 mln zł, o jedną trzecią mniej niż rok wcześniej. Zdaniem Marcina Materny z DM Millennium BZ WBK to jeden z najlepszych banków na warszawskiej giełdzie pod względem jakości zarządzania i osiąganych zysków.

AIB nie chciał dotąd słyszeć o pozbyciu się polskiego banku - to jak sprzedanie kury znoszącej złote jajka. Jednak Irlandczycy mogą nie mieć wyjścia bo pod ścianą postawi ich Komisja Europejska.

Toczą się właśnie negocjacje w sprawie warunków, na których Bruksela zaakceptuje pomoc publiczną, jakiej irlandzki rząd udzielił wielkim instytucjom finansowym. AIB, podobnie jak Anglo-Irish Bank i Bank of Ireland, od roku ugina się pod ciężarem złych kredytów udzielonych w okresie boomu na rynku nieruchomości. Z powodu załamania cen mieszkań i domów zadłużenie wielu klientów znacznie przekroczyło wartość zabezpieczających kredyty nieruchomości. AIB nie pomógł nawet wart 3,5 mld euro zastrzyk pieniędzy z państwowej kasy - obciążony złymi kredytami bank nie jest w stanie stanąć na nogi o własnych siłach. Rząd Briana Cowena zdecydował więc, że niezbędne jest utworzenie banku złych długów, National Assets Management Agency, w skrócie NAMA, który przejąłby od instytucji finansowych najgorsze aktywa. Do połowy przyszłego roku agencja odkupi od nich złe długi warte 77 mld euro - więcej, niż wynosi łączna suma bilansowa PKO BP i Pekao SA, dwóch największych banków w Polsce.

NAMA będzie odkupywać aktywa od banków z 30-proc. dyskontem, co oznacza, że wyda na nie w sumie 54 mld euro. Te pieniądze wyciągnie z kieszeni irlandzkich podatników. Właśnie dlatego AIB trafił pod lupę Komisji Europejskiej - pilnuje ona, żeby firmy, które otrzymały publiczny grosz, nie naruszały zasad wolnej konkurencji.

W listopadzie Bruksela przedstawi warunki, na których jest gotowa zaakceptować przyznaną w kryzysie AIB pomoc publiczną. Właściwie będzie to ultimatum. Im bliżej do końca negocjacji, tym większy niepokój przebija z wypowiedzi prezesa banku:

- Nie wiemy, co czeka naszą organizację, ale konsekwencje będą bardzo poważne - mówił w piątek dziennikarzom agencji Reutersa.

Obawia się, że Bruksela potraktuje AIB równie surowo jak holenderską grupę ING, która dostała od swojego rządu 10 mld euro. W ubiegłym tygodniu prezes Jan Hommen oznajmił, że w ciągu czterech lat ING sprzeda swój biznes ubezpieczeniowy oraz ramię bankowe w USA, Kanadzie i Australii. Unikał odpowiedzi na pytanie, w jakim stopniu jest to efekt nacisków Komisji Europejskiej, ale analitycy nie mają wątpliwości, że presja Brukseli była decydująca. - Zrobili to, bo komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes im kazała. Nie chcieli tego - uważa Chris Hitchings, analityk Keefe Bruyette & Woods.

Bruksela nie patyczkuje się też z brytyjskimi bankami, które przed bankructwem uchroniła nacjonalizacja. Royal Bank of Scotland, Lloyd's i Northern Rock mają sprzedać część swojego biznesu i pozbyć się łącznie ponad 700 placówek. Allied Irish Banks może być więc zmuszony pozbyć się 22,5 proc. udziałów w amerykańskim M&T Bank, AIB i First Trust Bank w Wielkiej Brytanii, a także polskiego BZ WBK oraz mniejszych biznesów w Bułgarii i krajach bałtyckich.

Zresztą nie tylko Bruksela naciska na AIB. Zwykli Irlandczycy są coraz bardziej wściekli na finansistów, którzy napędzili bańkę kredytową i wepchnęli celtyckiego tygrysa w recesję. - Nasze banki są gorsze niż zombi - powinny umrzeć, a cały czas chodzą i straszą - mówił na dorocznej konferencji ekonomicznej Morgan Kelly, profesor University College Dublin. - Irlandczycy mają powody do złości i trudno się dziwić, że stracili zaufanie do całego systemu - stwierdził Brian Lenihan, minister finansów, podczas przemówienia w irlandzkim parlamencie. Zarząd AIB dodatkowo podpadł opinii publicznej, decydując, że wszyscy pracownicy dostaną 3-proc. podwyżki w czasie, gdy bezrobocie w kraju zbliża się do 10 proc. "Independent" wypomina bankowi, że nie pierwszy raz wyciąga rękę po państwową pomoc: w 1985 r. rząd musiał ratować bank po tym, jak połakomił się na firmę ubezpieczeniową ICI.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    17 głosów