Biznes Ludzie Pieniądze

Rząd chce, aby fundusze emerytalne dostawały mniejszą składkę

Agata Nowakowska, Marcin Bojanowski
03.11.2009 , aktualizacja: 04.11.2009 11:30
A A A Drukuj
Rząd chce, by od 1 stycznia 2010 r. prywatne otwarte fundusze emerytalne dostawałyby nie 7,3 proc. naszej składki emerytalnej, ale jedynie ok. 3 proc. Skorzysta państwo, a co z przyszłymi emerytami?
Jacek Rostowski, minister finansów.
Fot. Sławomir Kamiński
Jacek Rostowski, minister finansów.
Od 10 lat większość pracujących Polaków odkłada na swoje przyszłe emerytury w ZUS-ie i OFE. Z naszych bieżących składek wypłacane są świadczenia dla obecnych emerytów. Pieniędzy nie wystarcza, więc co roku budżet dokłada do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (który zarządza ZUS-em) ogromne pieniądze. Tylko w tym roku będzie to 35 mld zł. Dodatkowo - zgodnie z założeniami reformy emerytalnej - musi też zrekompensować FUS-owi pieniądze, które ten przekazuje do OFE. To kolejne 22 mld zł.

- Najpierw państwo sprzedaje obligacje, by zdobyć środki na transfery do OFE, a potem OFE lokują większość tych pieniędzy w... rządowych obligacjach. To absurd, który chcemy zmienić - mówi "Gazecie" minister finansów Jacek Rostowski. I zapowiada zmniejszenie składki przekazywanej do OFE z obecnych 7,3 proc. do ok. 3 proc. Różnica zostałaby w ZUS-ie na specjalnym koncie.

Według ministra Rostowskiego dla przyszłych emerytów niewiele to zmienia. Przypomina, że OFE i tak ponad 60 proc. pobieranych składek, czyli ok. 13 mld zł rocznie, inwestują w rządowe obligacje, żeby przyszłe emerytury były bezpieczne. - Za zakup tych papierów przyszli emeryci płacą funduszom duże pieniądze: najpierw 3,5 proc. od każdej składki i potem jeszcze opłatę za zarządzanie. A przecież zakup obligacji to nie jest żadna filozofia - przekonuje Rostowski.

Czytaj raport: Rewolucja w systemie emerytalnym

Minister Rostowski zapewnia, że na obniżce składki do OFE nie stracą przyszli emeryci. Wręcz zyskają. Ta część składki, która nie pójdzie do OFE, będzie księgowana na osobnym koncie w ZUS-ie. Nadal, tak jak w funduszach, będą mogły być dziedziczone. Byłyby też waloryzowane, np. o przeciętne oprocentowanie obligacji z poprzedniego roku.

- Emeryt zaoszczędziłby też na opłatach i prowizjach, które są procentowe. Od niższej sumy byłyby kwotowo mniejsze - tłumaczy minister Rostowski. Jego zdaniem z tego tytułu w kieszeniach emerytów zostanie 500 mln zł.

Innego zdania są eksperci. - Obniżka składki do OFE da chwilową ulgę finansom publicznym, ale nie rozwiąże problemu, tylko odsunie go w czasie - mówi Wiktor Wojciechowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju. Jego zdaniem w pewnym momencie może się okazać, że państwu brakuje pieniędzy na wypłatę emerytur. - Co wtedy powie emerytom? - dodaje.

Minister Rostowski przekonuje, że rząd nie ma wyboru. Tłumaczy, że budżet na tym nie zyska, bo dotacja do FUS - w przyszłym roku już 38 mld zł - nadal byłaby wypłacana. Zyskają za to finanse publiczne. Po pierwsze zmniejszyłby się o te 13 mld zł deficyt całego sektora finansów publicznych (to nie tylko budżet, ale też deficyt samorządów i funduszy). Bo choć wojowaliśmy z Brukselą, by nie zaliczać nam transferów do OFE do deficytu sektora, to nic nie wskóraliśmy. Stąd w 2010 r. deficyt finansów publicznych wyniesie aż 7 proc. PKB.

Gdyby państwo nie musiało emitować obligacji na 22 mld zł, tylko na 9 mld zł, o 13 mld zł zmniejszyłby się deficyt sektora. Tym jednym ruchem zmniejszylibyśmy swój dług publiczny o 1 pkt proc., czyli do 6 proc. - A przecież, żeby marzyć o przyjęciu euro, musimy zejść do 3 proc. PKB! - mówi minister Rostowski. Bruksela żąda od nas, byśmy dokonali tego do 2012 r.

Zmniejszą się też potrzeby pożyczkowe państwa i dług, który już w przyszłym roku niebezpiecznie zbliży się do granicy 55 proc. PKB. Po jej przekroczeniu rząd musiałby podjąć przykre dla obywateli środki zaradcze. Nie byłoby podwyżki pensji dla budżetówki, a waloryzacja emerytur byłaby niższa.

Jednak ta ulga dla finansów jest tylko odsunięciem problemu na jakiś czas. Przecież FUS będzie musiał wypłacać w pewnym momencie te emerytury z części składki, której pozbawiono OFE. Wtedy państwo będzie musiało zapewne zwiększyć dotację do FUS i bardziej się zadłużyć.

- To, co robi rząd, to kreatywna księgowość - mówi prof. Marek Góra, jeden ze współtwórców reformy emerytalnej, dzisiaj członek rady nadzorczej ING. Jego zdaniem obniżenie składki do OFE podważy zaufanie do całego systemu emerytalnego. - Dzisiaj zmniejszymy ją do 3 proc., jutro do procentu, a za jakiś czas w ogóle pozwolimy ludziom występować z OFE. To byłaby katastrofa! - dodaje.

Według prof. Góry problem można rozwiązać inaczej. - Fundusze mogłyby kupować specjalne obligacje dedykowane na OFE. Ich cena byłaby niższa od rynkowej i wtedy nie zwiększalibyśmy długu publicznego - tłumaczy. Jego zdaniem takie rozwiązanie mogłaby też zaakceptować Komisja Europejska.

Przeciwko rządowym planom protestują też fundusze emerytalne. - Duże OFE jeszcze sobie jakoś poradzą, ale mniejsze mogą zniknąć z rynku - ostrzega Ewa Lewicka, szefowa Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych. Przypomina, że rząd zmniejszył (po zorganizowanej przez "Gazetę" akcji "Bój o wyższą emeryturę") już w tym roku maksymalną wysokość opłat, jakie OFE mogą pobierać od swoich klientów. - Jeśli teraz jeszcze zmniejszy się strumień pieniędzy, najmniejsi mogą tego nie wytrzymać - dodaje.

Jak zmiany odbiją się na warszawskiej giełdzie? Przecież OFE mogą tam dzisiaj inwestować aż do 40 proc. swoich aktywów. Według Rostowskiego zmniejszenie składki nie zagrozi rynkowi akcji. OFE mogły na niej lokować ok. 3 proc. składki, i nadal będą dysponowały takimi samymi środkami, bo znikną dotychczasowe limity.

- Zastanawiamy się nad tym, by od 2013 r. OFE mogły więcej inwestować za granicą - przyznaje Rostowski. Obecny 5-proc. limit zakwestionowała Komisja Europejska. Sprawę rozstrzygnie Europejski Trybunał Sprawiedliwości. Żeby uniknąć kary, rząd może się zdecydować na zwiększenie limitu. Dość prawdopodobne jest, że jedną trzecią środków OFE będą mogły inwestować za granicą. - Zmniejszenie składki ochroni strumień pieniędzy, który idzie na spółki krajowe, bo będzie to jedna trzecia od mniejszych środków - tłumaczy minister Rostowski.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów