RPP zaopiniowała wczoraj projektu budżetu na 2010 r. NBP prognozuje nieco wyższy
wzrost gospodarczy niż rząd (1,8 wobec 1,2 proc.) i wyższą inflację (1,5 wobec 1,0 proc.). Radę niepokoi skok deficytu budżetowego z 27,2 mld zł w tym roku do 52,5 mld zł w roku przyszłym. Deficyt całego sektora (budżet, samorządy, fundusze) podskoczy z 6,3 do ponad 7 proc.
PKB. Tymczasem
Bruksela żąda od nas, byśmy zeszli z deficytem sektora poniżej 3 proc. PKB już w 2012 r.
"Nawet jeśli w 2010 r.
dług publiczny nie przekroczy 55 proc. PKB, istnieje poważne zagrożenie, że nastąpi to w kolejnym roku" - uważają członkowie Rady. Rząd ma na to prostą receptę: chce pozyskać z prywatyzacji 25 mld zł. Jednak pozyskanie aż takiej sumy jest według Rady obarczone "dużym ryzykiem".
RPP ocenia, że "pożądane jest przedstawienie wiarygodnego średniookresowego planu działań dostosowawczych, które pozwolą na trwałe obniżenie deficytu sektora finansów publicznych". Ów plan pozwoliłby zejść z deficytem do 3 proc. PKB i pomógłby utrzymać wiarygodność Polski na rynkach finansowych.
Przypomnijmy, że minister finansów Jacek Rostowski pracuje nad takim planem. Roboczo nazwano go "Planem konsolidacji i rozwoju finansów publicznych". Co może on zawierać?
• mniej pieniędzy do OFE. Minister Rostowski ujawnił właśnie plan, który pozwoliłby państwu zaoszczędzić 13 mld zł w przyszłym roku i latach kolejnych (emeryci mają na tym według MF nie stracić);
• kotwica wydatkowa, czyli ustawowo zapisany limit, o jaki w kolejnym roku mogłyby rosnąć wydatki. To mogłoby przyhamować ich wzrost, gdyby gospodarka ruszyła pełną parą (deficyt niejako sam zacząłby się zmniejszać);
• wpłata zysku NBP za ten rok do budżetu 2010. Czy zysk będzie, czy też nie (bo
bank centralny chce przeznaczyć pokaźne środki na rezerwę kursową) - okaże się dopiero na początku 2010 r. Jednak jeden z doradców ekonomicznych prezydenta Adam Glapiński publicznie ocenił, że wpłata do budżetu może sięgnąć 5-6 mld zł. O tyle niższy byłby deficyt, bo rząd wpłaty z NBP w ogóle nie uwzględnił w projekcie na 2010 r.;
• mniej pieniędzy na obronność. Premier Tusk kilka miesięcy temu na spotkaniu z prezydentem Lechem Kaczyńskim stwierdził, że w czasie kryzysu mogłoby na ten cel iść mniej niż zagwarantowane ustawą 1,95 proc. PKB. Jednak potrzebna byłaby na to zgoda prezydenta (a tej nie ma) lub pomoc SLD przy odrzuceniu prezydenckiego weta. Na razie rząd nie ujawnia, czy planuje zmieniać ustawę o obronności.
Plan ministra Rostowskiego ma być gotowy pod koniec listopada, jednak rząd przyjmie go dopiero w połowie 2010 r. Nakazuje mu to ustawa o finansach publicznych, która wchodzi w życie od stycznia. Rząd mógłby przyjąć plan wcześniej, ale nie musi.