Biznes Ludzie Pieniądze

Zmiany emerytalne to kreatywna księgowość - mówi prof. Marek Góra

Rozmawiał Marcin Bojanowski
04.11.2009 , aktualizacja: 04.11.2009 20:40
A A A Drukuj
Koszty ZUS są niewiele mniejsze niż OFE. Emerytalny pomysł rządu przynosi oszczędności tylko na papierze - tłumaczy Marek Góra, współtwórca reformy emerytalnej
Prof. Marek Góra
Fot. Wojciech Olkuonik / AG
Prof. Marek Góra




Marcin Bojanowski: Minister finansów chce, żeby od przyszłego roku mniej pieniędzy trafiało do OFE. To dobre rozwiązanie?

Prof. Marek Góra: Nie, ale częściowo rozumiem ministra Rostowskiego, bo znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Jednak decydując się na reformę emerytalną, zobowiązaliśmy się wobec Polaków, że wpłacane dzisiaj składki oddamy im po latach z odpowiednią nawiązką. Przygotowaliśmy taki system, który gwarantował, że danego słowa dotrzymamy. Żeby to było możliwe, nie możemy tego mechanizmu psuć. A to właśnie teraz robimy.

Bardzo się boję zmniejszenia składki do OFE, bo to pierwszy krok do zdemontowania nowego systemu emerytalnego. Dzisiaj zmniejszymy ją do 3 proc., jutro przyjdzie inna ekipa i obniży ją do procentu, a za jakiś czas w ogóle pozwolimy występować ludziom z OFE, albo wręcz ich z nich wypychać. To byłaby katastrofa!

Rząd przekonuje, że emeryci na tym zyskają, bo zapłacą mniej prowizji OFE.

- To walczmy wszyscy o obniżenie tych prowizji. Ale obecne propozycje nie dotyczą prowizji od składek, tylko samych składek, zarządzania ogromnymi kwotami. Politycy wolą to robić sami. A do tego ZUS też nie działa za darmo. Koszty są tam zbliżone do tych, które ponosimy w OFE, tyle że są one ukryte w dotacji, którą finansujemy z podatków. Fundusze od przyszłego roku, m.in. dzięki akcji "Gazety", nie będą mogły brać od swoich klientów więcej niż 3,5 proc. prowizji od każdej składki. Ale to nie jest dla nich czysty zarobek. Z tego dodatkowo muszą oddać 0,8 proc. na ZUS i ok. 0,3 proc. innym instytucjom - m.in. nadzorowi finansowemu czy rzecznikowi ubezpieczonych.

Czyli OFE realnie zarobią ok. 2,4 proc. na składkach plus jeszcze niewielka roczna opłata za zarządzanie. Dla porównania koszty w ZUS sięgają 2,4 proc., a w KRUS nawet 2,8 proc. Gdzie tu oszczędności?

Ma zyskać państwo, bo nie będzie musiało się bardziej zadłużać.

- Zmniejszenie składki do OFE to kreatywna księgowość. Pieniądze przepływające przez konta OFE są księgowane inaczej niż te, które przepływają przez analogiczne konta zarządzane przez ZUS. Jeśli teraz przesuniemy je z OFE do ZUS, to wydaje się, że mamy więcej w kasie. A to nie prawda. I na tym właśnie polega kreatywna księgowość, bo realnie nie ma znaczenia, czy pieniądze przepłyną jednym, czy drugim kanałem. Oszczędność pozostaje jedynie na papierze.

Kto powiedział, że OFE muszą dostawać 7,3 proc. składki emerytalnej, a ZUS 12,2 proc.?

- Żeby obie części systemu się równoważyły, podział powinien być mniej więcej pół na pół. Jednak przygotowując reformę emerytalną, przyjęliśmy, że do OFE będzie trafiać nieco ponad jedna trzecia składki, a do ZUS niespełna dwie trzecie. Uznaliśmy, że w najbliższych latach polska gospodarka będzie się rozwijała szybciej niż inne, co będzie powodowało, że rynki finansowe, które wykorzystują OFE, będą dawały wyższe stopy zwrotu niż realna gospodarka, którą wykorzystuje ZUS, więc końcowy wynik z obu części systemu emerytalnego będzie zbliżony do pół na pół. Jednocześnie zakładaliśmy, że z czasem do OFE będzie trafiało więcej pieniędzy, a nie mniej, jak to się teraz proponuje.

W Szwecji, gdzie system emerytalny jest zbliżony do naszego, do funduszy trafia niewielka część składki emerytalnej i nikt z tego powodu nie podnosi larum.

- W dużym uproszczeniu: Szwedzi przekazują 2,5 proc. do funduszy, a 16 proc. do tamtejszego odpowiednika naszego ZUS. Nie oznacza to, że nie chcieliby więcej. Szwecja, reformując system emerytalny, początkowo zakładała podobny podział składki do naszego. Nie udało się tego zrobić wówczas z powodów politycznych. Mniej ich to boli, bo to bogaty kraj. Polska jest w całkowicie innej sytuacji.

Co w takim razie powinien zrobić rząd?

- Zgadzam się z min. Rostowskim, że "mielenie" obligacji skarbowych przez OFE jest trochę nieracjonalne. Od dawna postuluję zmniejszenie, do całkowitego ich wyeliminowania w przyszłości z portfeli funduszy. Dobrym narzędziem osiągnięcia tego celu jest wyemitowanie specjalnych obligacji dedykowanych OFE. Byłyby one oprocentowane odpowiednio do tempa wzrostu gospodarczego, czyli nie podnosiłoby to kosztów obsługi długu. Można byłoby obniżyć koszty opłat, bo nie byłoby tu uzasadnienia dla opłaty za zarządzanie.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów