- Kryzys dobiega końca: świadczy o tym rosnąca sprzedaż mieszkań - powiedział Szanajca. Ale przyznał, że jest to dla firm najbardziej niebezpieczny okres. Dlaczego? Bo gdy na ich kontach zaczynają pojawiać się pieniądze, banki wyciągają po nie ręce. Szanajca liczy jednak, że tym razem tak się nie stanie. - W firmach mówią, że im ulżyło - zapewnia.
Także spółka Dom Development, którą kieruje, najgorsze ma już za sobą. Wskutek załamania sprzedaży mieszkań przychody po trzech kwartałach są aż o jedną trzecią gorsze niż przed rokiem, a zysk netto skurczył się o ponad 67 proc. Ale dla dewelopera o wiele ważniejsze jest to, że utrzymuje płynność. Wiceprezes spółki ds. finansowych Janusz Zalewski zapewniał, że dzięki cięciu kosztów (firma m.in. zwolniła jedną trzecią pracowników, zamroziła inwestycje, zrezygnowała z zakupu gruntów) przychody ze sprzedaży mieszkań są większe od wydatków. Dodatkowo Dom Development ma w kasie 169 mln zł i korzystną strukturę wymagalności długu. Liczy więc na to, że zwiększy udział w rynku, gdy część przedsiębiorców zrezygnuje z działalności deweloperskiej (jeśli banki nie dadzą im kredytów na nowe inwestycje, a ludzie nie będą chcieli kupować tzw. dziury w ziemi).
Po 15 miesiącach postu, w październiku spółka rozpoczęła w
Warszawie dwie ogromne inwestycje - w sumie 585 mieszkań, a przygotowanych ma kolejnych siedem (1233 lokale). Zalewski twierdzi, że koszty budowy, które stanowią 55-65 proc. ceny mieszkań, spadły w czasie kryzysu o ok. 15 proc. Oznacza to, że spółka może uzyskać wyższą marżę albo utrzymać obecną, gdyby była zmuszona obniżyć ceny.
Więcej
na blogu Marka Wielgo.