Anna Bańkowska, posłanka Lewicy, była prezes ZUS Propozycje rządu to sprytne łatanie dziury budżetowej. Po to by szybko znaleźć oszczędności, rozmontowuje się system emerytalny. To praktycznie jego koniec. Zaskakujące jest to, że tak ważny problem próbuje się wprowadzać kuchennymi drzwiami bez jakichkolwiek konsultacji społecznych, tak jakby była to zwykła ustawa okołobudżetowa.
Stefan Kawalec, były wiceminister finansów Rozumiem, że rząd działa w warunkach przymusu, jednak pomysły dotyczące
OFE są jeszcze bardziej szkodliwe niż zmiana konstytucyjnych limitów
deficytu budżetowego. Jeśli zmiany rządu wejdą w życie, ów limit i tak zostanie przekroczony, tyle że poprzez zmianę definicji, po kryjomu. Ten pomysł zaszkodzi też całemu rynkowi kapitałowemu, na którym OFE jako olbrzymi inwestorzy odgrywają bardzo ważą rolę.
Rząd nie podejmuje przy tym żadnych działań, które ograniczałyby przyszłe zobowiązania państwa, a jedynie proponuje dokonanie triku księgowego. Z punktu widzenia ekonomicznego zapisy na kontach w ZUS, jeżeli mają być respektowane, to jest to taki sam dług jak w przypadku emisji obligacji.
Krzysztof Rybiński, Ernst & Young, były wiceprezes NBP Proponowane rozwiązanie można porównać do sytuacji, w której minister finansów dzwoni do szefa Zakładu Ubezpieczeń i mówi: panie prezesie ZUS, pan kupi moich obligacji za kilka miliardów złotych, żeby załatać dziurę budżetową. Takim działaniem psuje się państwo. Rząd chce uzyskać wrażenie, że finanse publiczne wyglądają lepiej niż w rzeczywistości. Tymczasem powinien przyspieszyć
prywatyzację, zreformować KRUS. I przede wszystkim - nie obędzie się bez wydłużenia wieku emerytalnego.
Paweł Wypych, minister w Kancelarii Prezydenta odpowiedzialny za sprawy społeczne Nie przekreślałbym pomysłu ministra Rostowskiego. Tyle że nie jest to żadna konkretna propozycja, lecz balon próbny.
Możemy rozmawiać z rządem na ten temat, jeśli minister Rostowski przedstawi konkretny projekt zmiany ustawy. Z dokładnymi wyliczeniami: o ile konkretnie zmniejszono by składki do OFE? Czy emeryci na tym zarobią, czy stracą? Jak to będzie wyglądać w krótszej, a jak w długiej perspektywie? Jakie są konsekwencje tej decyzji dla
budżetu państwa? Czy propozycja ministra Rostowskiego to początek dyskusji o dokończeniu reformy emerytalnej, czy tylko szybki skok na kasę? Biorąc pod uwagę to, że o ograniczaniu składek do OFE mówi minister finansów, przypuszczam, że chodzi raczej o to drugie.
Witold Orłowski, ekonomista PwC Z czysto finansowego punktu widzenia pomysł Rostowskiego jest dobry - w końcu rząd musi trzymać progi ostrożnościowe w ryzach. Rząd wciela się w rolę banku, który bierze od nas pieniądze i wydaje je na bieżące potrzeby. Nasze pieniądze, które trafią do ZUS, będą jedynie księgowane. Rząd w ten sposób składa obietnicę, że kiedyś nam te pieniądze wypłaci. Pytanie: skąd? Cudów nie ma, skądś te pieniądze w przyszłości trzeba będzie wziąć, a jeśli nie ma źródeł dochodów, zaciągnie się kolejny dług.