Prezydent Gliwic i jego zastępcy zaczęli wczoraj posiedzenie zarządu miasta od szybkiej "prasówki" i nasłuchiwania
radia i telewizji. Zmiana planów GM bardzo ich uspokoiła, bo ściągnięcie do miasta przed dziesięciu laty fabryki
Opla to jeden z największych sukcesów samorządu. Fabryka daje nie tylko
pracę prawie 3 tys. osób, ale i prestiż miastu. - Jesteśmy szczęśliwi, bo General Motors od początku powtarzał, że zakład w Gliwicach jest jednym z najlepszych w koncernie - mówi Marek Jarzębowski, rzecznik gliwickiego magistratu.
Poprawiły się też nastroje wśród pracowników gliwickiego Opla. Nikt tu specjalnie nie kochał General Motors, ale kanadyjsko-rosyjskie konsorcjum Magna miało jeszcze gorsze notowania. A to za sprawą planowanych oszczędności: blokady podwyżek, a nawet cięcia pensji i braku gwarancji utrzymania produkcji. Wiceszef zakładowej "Solidarności" Mirosław Rzeźniczek ostrzegał, że nowy właściciel doprowadzi w kilka lat do zamknięcia fabryki w Gliwicach. - Jest teraz nadzieja, że tak nowoczesna fabryka jak nasza, będzie nadal się rozwijać - mówi. Ale nie popada w nadmierny optymizm: - General Motors też będzie musiał przeprowadzić szybko restrukturyzację, ale GM jest przewidywalny.
Kryzys sprawił, że fabryka w Gliwicach zamiast na trzy, zaczęła pracować na dwie zmiany. W tym roku miała już kilka przerw technologicznych. Ludzie byli na urlopach, a
maszyny remontowano. Pracę w fabryce i u kooperantów straciło około tysiąca osób.
Przyszłość fabryki w dużej mierze zależy teraz od nowej Astry IV, której seryjna produkcja zaczęła się w Gliwicach oficjalnie we wtorek. Gliwice będą jedną z czterech fabryk w Europie, gdzie będzie powstawał ten
samochód. W ramach przygotowań rozbudowano tłocznię, zainstalowano nową linię pras oraz spawalnię, gdzie zamontowano 90 nowych robotów. Nieoficjalnie wiadomo, że fabryka chce szybko osiągnąć "pełną prędkość" produkcyjną, czyli 37 aut na godzinę.