Biznes Ludzie Pieniądze

Jaki będzie kurs złotego? Analitycy mają rozbieżne opinie

Patrycja Maciejewicz
06.11.2009 , aktualizacja: 06.11.2009 21:08
A A A Drukuj
Resort finansów stawia na umocnienie złotego, NBP przeciwnie - osłabienie. Prognozy analityków są rozbieżne jak nigdy dotąd. Podobnie jak strach firm operujących walutami. I znów wołają o euro
Polska gospodarka uniknęła recesji. Firmy zaczynają z odwagą patrzeć w przyszłość, zbierają zamówienia, powoli zwiększają produkcję. Niektórzy nieśmiało zaczynają myśleć o inwestycjach. Kalkulują. Olbrzymi problem z kalkulowaniem mają wszyscy, którzy w swoich planach biznesowych czy budżetach domowych muszą brać pod uwagę kursy walutowe. Dziś - jak nigdy dotąd - ekonomiści spierają się nie tylko o skalę zmian kursu złotego, ale i o sam ich kierunek.

Złoty jest o ponad 20 proc. słabszy niż przed kryzysem. Eksporterzy się cieszą, nabrali wiatru w żagle. Jak mają przeliczać swoje przyszłe zyski ze sprzedaży za granicę? Ministerstwo Finansów przekonuje, że w tzw. średniej perspektywie złoty będzie się umacniał, więc zyski eksporterów będą spadać. - Nic podobnego - odpowiada Narodowy Bank Polski. - Już z początkiem 2010 roku złoty zacznie słabnąć.

Ten sam spór toczą instytucje finansowe, tyle tylko, że one operują konkretnymi poziomami kursów. Rozrzut prognoz na koniec przyszłego roku jest ogromny - od 3,45 do 4,25 zł za euro. - Wiedzieć tyle to nie wiedzieć nic. Dla firm to dramat - komentują eksperci. Jak duży? Zakładając, że w przyszłym roku wyeksportujemy z Polski towary za blisko 100 mld euro (w 2008 roku było to 116 mld), do kas firm może wpłynąć - albo nie - kilkadziesiąt miliardów złotych. Wszystko zależy od kursu walut.

Gdyby rację miała większość, to złoty w przyszłym roku zyskiwałby na sile. Zdaniem Radosława Bodysa, ekonomisty Merrill Lynch/Bank of America, perspektywy wzrostu PKB Polski są najbardziej obiecujące spośród rynków wschodzących (prognoza na 2009 rok to aż 3,5 proc.), a wartość złotego może powrócić do rekordowych poziomów sprzed kryzysu. - W 2010 roku tempo umacniania złotego przyspieszy - oczekuje Bodys.

- Nasza waluta wciąż jest niedowartościowana po gwałtownym osłabieniu z początku roku - podkreśla Aleksandra Świątkowska, ekonomistka PKO BP. - A rynki wierzą, że ambitny plan prywatyzacji rządowi się uda. Będziemy mieć wtedy takie sprzężenie: wymiana walut płynących do Polski na prywatyzację umacnia złotego, ogranicza to dług publiczny, a to dodatkowo powinno wzmocnić złotego - tłumaczy Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku. - Do tego rząd może sam umacniać kurs złotego, wymieniając swoje środki walutowe na rynku a nie w NBP. Albo tylko o tym wspomnieć - dodaje.

Michał Dybuła, główny ekonomista BNP Paribas, nie widzi powodów, by złoty miał się umacniać. Zakłada, że w połowie roku euro będzie najdroższe - po 4,40 zł.

Dybuła tak jak NBP ostrzega, że osłabienie złotego wynikać będzie z narastania kryzysu finansów publicznych. Nie chce jednak, by nazywać go pesymistą. - Z punktu widzenia całej gospodarki słaby złoty jest lepszy, bo wspiera eksport - tłumaczy.

Zdaniem ekonomisty BNP Paribas nie ma szans na umocnienie złotego, gdyż ogarniająca światowe rynki awersja do ryzyka będzie kierować inwestorów raczej do USA niż na rynki wschodzące, w tym do Polski. Tym bardziej że dług publiczny Polski rośnie na potęgę. - Kapitału portfelowego taką wizją nie skusimy. Inwestycji bezpośrednich (np.w fabryki) mogłoby być więcej, jeśli mielibyśmy, po pierwsze, szybszy wzrost gospodarki globalnej, a po drugie, zdrowy system bankowy, który byłby w stanie kredytować te inwestycje - wyjaśnia.

Jak w tym czarno-białym świecie mają odnaleźć się przedsiębiorcy, którzy eksportują, importują? - Dla firm nie ma niczego gorszego niż niepewność, której nie potrafią zidentyfikować i oszacować. To nawet nie jest ryzyko, tylko wielka niewiadoma - mówi Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, ekspertka Lewiatana. Z jej badań wynika, że w normalnych warunkach ryzyko kursowe jest na trzecim miejscu najbardziej uciążliwych barier w prowadzeniu firm.

- Zwiększa to prawdopodobieństwo, że firmy będą to ryzyko kursowe przenosić na inne parametry, na które mają wpływ. A więc na przykład przechodzić na elastyczne formy zatrudniania i wynagradzania, odchodzić od stałych umów, by móc płynnie dostosowywać się do zmian - dodaje Maciej Grelowski, przewodniczący rady głównej Business Centre Club.

- I to jest powód, dlaczego przedsiębiorcy tak jednoznacznie i gremialnie popierają przyjęcie euro w Polsce - mówi Grelowski. - Euro zmniejszyłoby ryzyko kursowe i ułatwiło działalność gospodarczą - potwierdza Marek Kłoczko. A póki to nieosiągalne, zaleca jak w inwestycjach kapitałowych dywersyfikować swój portfel zamówień - sprzedawać i na ryzykowne rynki wschodnie, i na bardziej bezpieczne Unii Europejskiej, i te całkiem nieodkryte jeszcze przez firmę, a także nie zapominać o rynku wewnętrznym, pod względem kursowym najbezpieczniejszym.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów