Umieszczone w internecie ostrzeżenie stowarzyszenia Obywatele i Sprawiedliwość szokuje: - Dlaczego Polskie Sieci Energetyczne "Operator" - spółka skarbu państwa - inni operatorzy i zakłady energetyczne wykorzystują nieświadomość tysięcy Polaków? PSE Operator korzysta bezumownie i bezpłatnie z naszych
nieruchomości (domów i ziemi), nad którymi rozciągają się ich niebezpieczne linie wysokiego napięcia - czytamy w tekście. - Oprócz raka grozi nam także bezsenność, liczne schorzenia, osłabienie sił obronnych przebywających w pobliżu ludzi i zwierząt - straszy stowarzyszenie Obywatele i Sprawiedliwość.
Ma jednak radę: proponuje, aby skorzystać z jego gotowego wniosku o odszkodowanie. A na dole swojej strony internetowej prezentuje "deklarację założycielską", w której jako"koordynator merytoryczny" podpisany jest prof. Krzysztof Żmijewski, znany ekspert ds. energetyki oraz sekretarz działającej przy ministrze gospodarki Społecznej Rady Redukcji Emisji. - I to sprawia, że działanie stowarzyszenia może być bardzo skuteczne - boi się czytelnik, który poinformował o wszystkim "Gazetę".
Żmijewki jest oburzony. - Wystąpiłem ze stowarzyszenia już w 2006! Nigdy w życiu nie napisałbym takiego idiotyzmu, jestem profesorem Politechniki Warszawskiej. Ktoś, kto to napisał, jest zwykłym hochsztaplerem - mówi.
Sprawdziliśmy. Założycielem stowarzyszenia jest warszawski przedsiębiorca Wojciech Papis. Jego organizacja flirtowała z Declanem Ganleyem, irlandzkim milionerem, który próbował zablokować ratyfikację traktatu lizbońskiego.
Żmijewski zapewnia, że rozmawiał z prawnikami, czy może wystąpić z pozwem o zdjęcie swego nazwiska ze strony internetowej. - Jednak wyjaśnili, że skoro podpisałem się pod deklaracją założycielską, to nie można jej usunąć ze strony - tłumaczy.
Do samego stowarzyszenia nie udało nam się dodzwonić.
Tymczasem do PSE Operator spływają pozwy od ludzi, korzystających z sugestii stowarzyszenia Obywatele i Sprawiedliwość. - Zgłoszono już 680 roszczeń, 145 spraw jest już w sądach - mówi rzecznik spółki Dariusz Chomka. Łączna wartość roszczeń sięga 120 mln zł. Właściciele działek wygrywają sprawy, bo konstytucja przewiduje ochronę własności, a w Polsce, w przeciwieństwie do większości krajów UE, nie ma ustawowego obowiązku udostępniania działki pod sieci i rurociągi (tzw. służebności). - Gdyby wszyscy właściciele działek wystąpili z odszkodowaniami, PSE Operator poszedłby z torbami. Wartość roszczeń sięgnęłaby 17 mld zł, czyli więcej niż majątek spółki - mówi Chomka.
Czy rzeczywiście emitowane przez sieci energetyczne pole elektromagnetyczne stanowi zagrożenie dla ludzi? - Jednoznacznej odpowiedzi nie ma - mówi "Gazecie" Jolanta Karpowicz z Centralnego Instytutu Ochrony Pracy. Są naukowcy, którzy uważają, że istnieje związek pomiędzy długotrwałym przebywaniem w polu a zachorowalnością na raka, choć wielu specjalistów twierdzi, że takiej relacji nie ma. Ważne jest, że
Polska ma stosunkowo surowe przepisy dotyczące przebywania w polu elektromagnetycznym. A ich przestrzeganie skutecznie ogranicza zagrożenie.