Obniżka składek do OFE uderzy w warszawską giełdę
Marcin Bojanowski
2009-11-06, ostatnia aktualizacja 2009-11-06 22:04
Pod znakiem zapytania stają też przyszłoroczne plany prywatyzacyjne rządu - ostrzegają fundusze emerytalne
ZOBACZ TAKŻE
- OFE kontratakują: rząd próbuje oszukać społeczeństwo (05-11-09, 20:01)
- Jan Krzysztof Bielecki: Ustawa o OFE do poprawy (19-11-09, 07:00)
- Nie... rząd znów dłubie przy OFE. To ma być "rewolucja" (11-01-10, 07:42)
- Największe OFE wycofują się z wojny o klientów (23-11-09, 21:12)
- OFE ukrywają prawdziwą wysokość prowizji dla akwizytorów (18-11-09, 21:17)
- Boni: Zmiany w systemie emerytalnym nie wejdą w życie (16-11-09, 09:40)
- Mamy awanturę o podział składki na emeryturę (09-11-09, 20:16)
- Łapaj złodzieja (09-11-09, 17:00)
- J.P. Morgan chwali pomysły ministrów dotyczące OFE (09-11-09, 13:19)
- Cofanie reformy emerytalnej. To nie jest kraj dla starych ludzi (08-11-09, 22:13)
- Więcej pieniędzy ze składek emerytalnych powędruje do ZUS, zamiast OFE (27-10-09, 00:00)
- KNF: OFE zarobiły 7,9 proc. w trzy lata (06-10-09, 13:19)
- Nieoficjalne trzyletnie zestawienie osiągnięć OFE (01-10-09, 20:48)
- Zacięta walka o pozycję lidera na rynku OFE (30-09-09, 14:05)
Minister finansów Jacek Rostowski i minister pracy Jolanta Fedak zaproponowali, aby obniżyć składkę emerytalną przekazywaną do OFE. Zamiast 7,3 proc. naszych pensji do funduszy trafiałoby jedynie 3 proc. Pomysł spotkał się z olbrzymią krytyką. W piątek premier Donald Tusk dawał już do zrozumienia, że nie wejdzie szybko w życie.
Obecnie fundusze są jednymi z największych graczy na warszawskiej giełdzie. Zgodnie z prawem mogą lokować w akcjach do 40 proc. środków klientów. Na koniec października br. zainwestowały na parkiecie ponad 47 mld zł z 172,5 mld zł posiadanych aktywów. Co by się stało, gdyby rząd ograniczył strumień pieniędzy do funduszy?
Minister Rostowski zapewniał, że nic, bo OFE będą mogły inwestować na warszawskiej giełdzie tyle samo, co do tej pory.
Czy ma rację? Zdania ekspertów są podzielone. - Nie będą mogły kupować tylu akcji, co dotychczas - ostrzega Michał Szymański, były prezes OFE Aviva. Inaczej twierdzi Jacek Socha, wiceprezes PricewaterhouseCoopers, były minister skarbu: - Fundusze i tak były dotąd inwestorem bardzo zachowawczym. Będą jedynie musiały istotnie zmienić sposób zarządzania swoim portfelem.
Same fundusze ostrzegają jednak, że ograniczenie składki bardzo źle odbije się na giełdzie. - Po wprowadzeniu zmian nasze inwestycje spadną ponaddwukrotnie, bo będziemy mieli mniej środków - mówi Grzegorz Chłopek, wiceprezes OFE ING. Ostrzega też, że Ministerstwu Skarbu trudniej będzie realizować plany prywatyzacyjne - od których w dużej mierze zależy wysokość przyszłorocznego deficytu budżetowego.
Tylko w 2009 r. OFE zainwestowały na warszawskim parkiecie 4,5 mld zł. Jeśli doliczyć do tego kupione przez OFE akcje debiutującej wczoraj PGE oraz nową emisję akcji PKO BP - tegoroczne zaangażowanie OFE w prywatyzację wzrasta do 9 mld zł. Gdy składka spadnie - ostrzegają fundusze - nie będą już mogły tak dużo inwestować w prywatyzowane spółki.
Szymański przypomina, że OFE pełnią na giełdzie rolę bezpiecznika. Gdy w szczycie giełdowej hossy 2007 r. ceny akcji szybowały w górę, OFE - nie chcąc przekroczyć ustawowych limitów - musiały sprzedawać papiery. W ten sposób studziły nastroje wśród inwestorów, a gdy przyszedł kryzys finansowy, fundusze nie musiały panicznie wyprzedawać akcji, bo miały zagwarantowany stały dopływ pieniędzy ze składek swoich klientów. Dzięki temu mogły jeszcze dokupywać taniejące akcje. - Gdyby nie OFE, spadki na giełdzie byłyby dużo większe - ocenia były prezes OFE Aviva.
Obecnie fundusze są jednymi z największych graczy na warszawskiej giełdzie. Zgodnie z prawem mogą lokować w akcjach do 40 proc. środków klientów. Na koniec października br. zainwestowały na parkiecie ponad 47 mld zł z 172,5 mld zł posiadanych aktywów. Co by się stało, gdyby rząd ograniczył strumień pieniędzy do funduszy?
Minister Rostowski zapewniał, że nic, bo OFE będą mogły inwestować na warszawskiej giełdzie tyle samo, co do tej pory.
Czy ma rację? Zdania ekspertów są podzielone. - Nie będą mogły kupować tylu akcji, co dotychczas - ostrzega Michał Szymański, były prezes OFE Aviva. Inaczej twierdzi Jacek Socha, wiceprezes PricewaterhouseCoopers, były minister skarbu: - Fundusze i tak były dotąd inwestorem bardzo zachowawczym. Będą jedynie musiały istotnie zmienić sposób zarządzania swoim portfelem.
Same fundusze ostrzegają jednak, że ograniczenie składki bardzo źle odbije się na giełdzie. - Po wprowadzeniu zmian nasze inwestycje spadną ponaddwukrotnie, bo będziemy mieli mniej środków - mówi Grzegorz Chłopek, wiceprezes OFE ING. Ostrzega też, że Ministerstwu Skarbu trudniej będzie realizować plany prywatyzacyjne - od których w dużej mierze zależy wysokość przyszłorocznego deficytu budżetowego.
Tylko w 2009 r. OFE zainwestowały na warszawskim parkiecie 4,5 mld zł. Jeśli doliczyć do tego kupione przez OFE akcje debiutującej wczoraj PGE oraz nową emisję akcji PKO BP - tegoroczne zaangażowanie OFE w prywatyzację wzrasta do 9 mld zł. Gdy składka spadnie - ostrzegają fundusze - nie będą już mogły tak dużo inwestować w prywatyzowane spółki.
Szymański przypomina, że OFE pełnią na giełdzie rolę bezpiecznika. Gdy w szczycie giełdowej hossy 2007 r. ceny akcji szybowały w górę, OFE - nie chcąc przekroczyć ustawowych limitów - musiały sprzedawać papiery. W ten sposób studziły nastroje wśród inwestorów, a gdy przyszedł kryzys finansowy, fundusze nie musiały panicznie wyprzedawać akcji, bo miały zagwarantowany stały dopływ pieniędzy ze składek swoich klientów. Dzięki temu mogły jeszcze dokupywać taniejące akcje. - Gdyby nie OFE, spadki na giełdzie byłyby dużo większe - ocenia były prezes OFE Aviva.
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
3.6
9 głosów
Przeczytaj 72 komentarze na Forum
Pobierz aplikację Wyborcza.biz na:











