Wejście na parkiet największego w Polsce producenta prądu można porównać tylko z takimi wydarzeniami jak debiut PKO BP czy PKN Orlen. To był największy w tym roku debiut giełdowy nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Na warszawskim rynku pojawiła się spółka warta 45 mld zł. Za jednym zamachem wartość wszystkich firm notowanych w
Warszawie wzrosła o ponad 10 proc.
Zainteresowanie PGE było ogromne. W czasie oferty publicznej inwestorzy kupili jej akcji za blisko 6 mld zł. A chcieli znacznie więcej: sami tylko drobni inwestorzy złożyli
zamówienia o wartości 26 mld zł. Konieczna była potężna redukcja - na każde 100 zamówionych akcji dostali jedynie 3,5.
I dlatego w piątek inwestorzy, których apetyt nie został zaspokojony w ofercie publicznej, rzucili się na energetyczne akcje. Pierwsze transakcje Prawami do Akcji Polskiej Grupy Energetycznej zawarto po 25,95 zł. To o 12,8 proc. więcej niż cena emisyjna. Na tym etapie na giełdzie handluje się Prawami do Akcji, które zostaną zastąpione akcjami po zarejestrowaniu przez sąd nowej emisji.
Po półgodzinie handlu obrót nimi sięgnął 1 mld zł. W trakcie całej sesji doszedł do astronomicznej kwoty 2,6 mld zł. Dla porównania obroty akcjami wszystkich pozostałych firm obliczono na niecałe... 1,5 mld zł.
Przedstawiciele zarządu PGE i Ministerstwa Skarbu zacierali ręce. - Chyba wszyscy są zadowoleni, także inwestorzy - komentował minister skarbu Aleksander Grad. - Pozyskaliśmy więcej pieniędzy, niż pierwotnie zakładaliśmy. W prospekcie emisyjnym przewidywaliśmy około 5 mld zł, a osiągnęliśmy prawie 6 mld zł. To duży sukces spółki - mówił z kolei Tomasz Zadroga, prezes PGE.
Zadowolenie ministra Grada było tym większe, że z pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży akcji aż 1,5 mld zł spółka wyda na wykupienie od skarbu państwa tzw. resztówek akcji spółek zależnych PGE. W ten sposób przysporzy rządowi dodatkowych dochodów.
Reszta pieniędzy pójdzie na inwestycje, głównie w moce wytwórcze, ale również na przejęcia. Koncern zamierza w latach 2009-12 przeznaczyć na inwestycje w sumie 38,9 mld zł.
Radość panująca na pakiecie nie była jednak udziałem wszystkich inwestorów. Zwłaszcza nie tych, którzy zapisali się na akcje, korzystając z ogromnych kredytów oferowanych przez banki. Koszty ich zaciągnięcia (prowizje i oprocentowanie) były na tyle duże, że zjadły większość zysku, jaki przyniosła PGE na debiucie. Koszty kredytów były różne w zależności od banku. Analitycy szacowali, że aby je pokryć, kurs musi być z grubsza o 12-15 proc. wyższy od ceny emisyjnej. Na zamknięciu notowań płacono 25,99 zł, czyli 13 proc. więcej. Szacuje się, że większość z 60 tys. indywidualnych inwestorów kupiła akcje na kredyt, najczęściej posiłkując się maksymalnym "lewarem", czyli biorąc pożyczkę dziesięciokrotnie przewyższającą wkład własny.
Tak potężna spółka jak PGE w najbliższych miesiącach musi znaleźć się w prestiżowym indeksie 20 największych i najbardziej płynnych spółek WIG20. Dużych spółek chętnych na parkiet w najbliższym czasie jest tak dużo, że w indeksie WIG20 zaczyna się robić się za ciasno. Dlatego władze giełdy przymierzają się w przyszłym roku do poszerzenia indeksu z 20 do 30 spółek - wtedy zmieni nazwę na WIG30.
Zgodnie z zapowiedziami resortu skarbu już w pierwszej połowie przyszłego roku na parkiecie powinny pojawić się kolejne wielkie firmy ze stajni skarbu państwa - PZU i energetyczny Tauron. Na giełdzie może pojawić się też "prywatny od zawsze" operator sieci komórkowej Plus - Polkomtel.
- Już PZU i Tauron wystarczą, by podjąć decyzję, że przechodzimy z WIG20 do WIG30. Prawie na pewno będzie to 2010 rok, może 1 stycznia 2011 roku - powiedział prezes Giełdy Ludwik Sobolewski.
Rząd nie wyklucza, że w przyszłym roku inwestorzy będą mogli kupić kolejny pakiet ok. 10 proc. akcji PGE bezpośrednio od państwa, w drugim etapie
prywatyzacji koncernu. Zbycie akcji przez skarb państwa odblokowałoby wydawanie akcji kilkudziesięciu tysiącom pracowników koncernu, którym przysługuje ok. 12 proc. akcji wartych 5,4 mld zł. Ministerstwo Skarbu zapowiada jednak, że faktycznej kontroli nad koncernem nie odda nigdy. M.in. dlatego, że ta spółka ma wybudować pierwszą w Polsce elektrownię atomową.
Po piątkowym debiucie nowi prywatni akcjonariusze PGE kontrolują tylko 15 proc. udziałów w firmie.