Młoda para rozkoszująca się pierwszymi wspólnymi chwilami w nowym domu. Dłoń dotyka dłoni, a głębokie, pełne namiętności spojrzenia spotykają się ze sobą... Taki oto sielski obrazek jest głównym motywem najnowszej reklamówki skandynawskiego banku Nordea. Spot możemy oglądać w telewizji od dwóch tygodni. W głowach widzów, poza upojną wizją, mają też zostać przesłania powtarzane przez lektora: przyjaźń, zaufanie, spełnienie marzeń. Z tymi wartościami chce kojarzyć się klientom Nordea Bank. No, może jeszcze ze skandynawską prostotą i bezpośredniością, której uosobieniem jest sympatyczny Fin Toni Hyyrylainen, od lat główna twarz reklamowa Nordei. Oczywiście i tym razem występujący w nieśmiertelnym kremowym sweterku w niebieskie romby.
Czytaj też:
Marże kredytów hipotecznych wreszcie ruszą w dół? Postanowiłem sprawdzić, co też bank zmajstrował w swojej ofercie kredytów hipotecznych. Z pewnością jest to jeden z nielicznych banków, w którym można wybierać w walutach kredytów. Bank pożyczy na zakup mieszkania w złotych, frankach i w euro. Z tabelek zamieszczonych na stronach internetowych banku wynika, że oprocentowanie nordeowskiego kredytu w złotych zaczyna się już od 6,5 proc. (marża od 2,3 proc.)! Jak na dzisiejsze warunki to naprawdę nieźle.
Zadzwoniłem do infolinii Nordei, aby przekonać się, czy tak niska marża nie jest przypadkiem obwarowana dodatkowymi warunkami. I, niestety, nie jest to oferta dla każdego. Nordea nie pożyczy ani grosza osobie, która nie ma co najmniej 10 proc. wkładu własnego.
Czytaj też:
Sposób na kryzys: dawać drogie kredyty i niczym się nie przejmować To nie wszystko. Jeśli ma się tylko 10 proc. wkładu własnego, marża wyniesie znacznie więcej niż wspomniane 2,3 proc. Przy kredycie ok. 300 tys. zł trzeba zapłacić prawie dwa razy więcej - 3,8-4,1 proc.! Marżę, owszem, można zmniejszyć o 1 pkt proc., ale nie za darmo. Bank zgodzi się na opust pod warunkiem, że klient, zaciągając kredyt, jednocześnie założy w banku konto osobiste i wykupi ubezpieczenie mieszkania we wskazanej firmie.
Za konto oczywiście trzeba płacić. Na szczęście niewiele. Można wybrać rachunek Nordea z abonamentem 2 zł miesięcznie albo konto Spektrum, które kosztuje 1,5 zł, o ile będzie na nie wpływać co najmniej 1500 zł miesięcznie. Prowizja za przyznanie kredytu? To 2-3 proc. jego wartości.
Czytaj też:
Kredyty hipoteczne na stały procent wrócą na rynek! Z kredytami w walutach obcych też nie jest łatwo. Przede wszystkim wyższy jest limit wkładu własnego. Bank odeśle z kwitkiem każdego, kto nie ma przynajmniej jednej piątej własnych pieniędzy. Minimalna marża wynosi od 2,1-2,6 proc., ale jeśli ktoś ma niski wkład własny i nie będzie chciał przenieść do banku konta oraz ubezpieczenia mieszkania - zapłaci aż 3,7-4,9 proc. marży.
Okazuje się więc, że sielskie wizje banku Nordea można spełnić, tylko mając dość grubo wypchany portfel.