Informacje o tym, że
Polska chce sprzedać część uprawnień, "Gazeta" podawała już w październiku. W środę na wspólnej konferencji w Sopocie premiera Donalda Tuska i szefa hiszpańskiego rządu José Louisa Rodrigueza Zapatero oficjalnie poinformowano o podpisaniu umowy.
- Dzisiaj podpisujemy także dla Polski niezwykle ważną, bo precedensową umowę o sprzedaży uprawnień do emisji. Pod tym tajemniczym kryptonimem kryje się świetny pomysł na współpracę polsko-hiszpańską - powiedział Donald Tusk. - To oznacza, że hiszpańskie pieniądze na polskiej ziemi będą pracowały na rzecz ochrony środowiska.
Hiszpania zyskała ciekawego partnera, jeśli chodzi o wspólną politykę proekologiczną i dotyczącą emisji, a w konsekwencji oznacza to - jak wyliczyliśmy z panem ministrem [środowiska] Maciejem Nowickim - mniej więcej pół miliarda złotych, które zostaną zainwestowane w polską gospodarkę na rzecz takiej mądrzejszej, przyjaźniejszej dla środowiska energetyki - powiedział Tusk.
ONZ-owski system uprawnień do emisji CO2 (tzw. AAUs) powstał na mocy protokołu z Kioto i funkcjonuje niezależnie i równolegle do Europejskiego Systemu Handlu Emisjami. O ile w tym ostatnim Polska dostała skąpą ilość uprawnień do emisji CO2 (i nie bardzo ma co sprzedawać), o tyle w systemie ONZ-owskim mamy olbrzymią nadwyżkę, wartą nawet miliard dolarów.