Biznes Ludzie Pieniądze

Mieszkańcy gminy Gubin nie chcą kopalni odkrywkowej

Maja Sałwacka, Zielona Góra
09.11.2009 , aktualizacja: 09.11.2009 20:15
A A A Drukuj
Choć kopalnia gwarantuje 5 tys. miejsc pracy i sporo płaci za wykup gruntów, mieszkańcy wiosek pod Gubinem (woj. lubuskie) nie zgodzili się na budowę kompleksu energetycznego. Mimo to kopalnia będzie. Ale dwa lata później
Referendum w sprawie kopalni odkrywkowej węgla brunatnego.
Fot. Agnieszka Wocal / Agencja Gazeta
Referendum w sprawie kopalni odkrywkowej węgla brunatnego.
Kopalnia Węgla Brunatnego "Konin" chce wybudować odkrywkę i wspólnie z Eneą postawić elektrownię o mocy 2400 MW. Inwestycję rzędu 20 mld zł ma poprowadzić nowa spółka PWE Gubin. Odkrywka jest planowana na terenie dwóch gmin - Brody i Gubin. Górnicy oceniają, że na tym terenie leży ok. 1,6 mln ton węgla brunatnego. Pracę znalazłoby tu 5 tys. osób, i to przez ponad 50 lat. Budowa kompleksu górniczo-energetycznego w gminie Gubin miałaby się zacząć na początku 2015 r.

W okresie eksploatacji odkrywki i rekultywacji gruntów pogórniczych do kasy każdej gminy mogłoby wpaść od 60-80 mln zł rocznie. Ale wielkie pieniądze nie skusiły mieszkańców. W czerwcowym referendum w Brodach większość zagłosowała przeciw inwestycji. Mieszkańcy obawiali się, że kopalnia zniszczy środowisko.

Ich śladem poszli mieszkańcy wiejskiej gminy Gubin. Ale oni - w odróżnieniu od Brodów - obawiali się nie tyle katastrofy ekologicznej, ile braku jasnych gwarancji finansowych. - Nie wiemy, czy na pewno dostaniemy zatrudnienie, czy wykupią od nas grunty i nieruchomości po dobrych cenach. A może elektrownia stanie po niemieckiej stronie i węgiel zostanie wywieziony do Niemiec? Nie muszę dodawać, że pracę znaleźliby tu przede wszystkim Niemcy - opowiada Zbigniew Barski z Inicjatywy Obywatelskiej "Stop Kopalni", której działacze dotarli do niemal każdego mieszkańca gminy i przekonywali, aby głosował przeciw.

Uprawnionych do głosowania w niedzielnym referendum było 6 tys. osób (tylko 2 proc. z nich ma wyższe wykształcenie). Przy 47-proc. frekwencji 1855 mieszkańców gminy zagłosowało na "nie". Spośród 48 wiosek zaledwie pięć poparło inwestycję. To wsie, które odkrywka omija.

Jarosław Czyż, dyrektor techniczny konińskiej kopalni, liczył się z tym, że spółka przegra w referendum. - Wokół kopalni narosło wiele mitów. Wszystkie zarzuty inicjatywy obywatelskiej są nieprawdziwe. Ale mimo spotkań i osobistych konsultacji z mieszkańcami nie udało nam się ich rozwiać - opowiada Czyż i czeka teraz na ruch radnych, którzy już raz dali kopalni zielone światło. W grudniu jednogłośnie podpisali uchwałę o przystąpieniu do zmiany studium kierunków i uwarunkowań zagospodarowania przestrzennego gminy. Dzięki temu spółka mogła przygotować projekt urbanistyczny kompleksu. Kopalnia liczy, że na przełomie sierpnia i września 2010 r. radni ostatecznie zagłosują nad zmianą studium.

Co oznacza więc dla kopalni przegrane referendum? - Radni mogą ocenić, że referendum jest wiążące, i wstrzymać dokonywanie dalszych zmian w studium. Wtedy trzeba będzie poczekać na dokument, który przygotuje marszałek. Będzie on dotyczył planu zagospodarowania przestrzennego całego województwa z wpisaną budową kompleksu. Wojewoda może nakazać gminie zmianę studium lub zrobić to samemu, obciążając gminę kosztami. Procedury opóźnią rozruch kopalni o jakieś dwa lata - tłumaczy Jakub Piekarczyk z urzędu gminy Gubin. Nie potrafi powiedzieć, jak będą głosować radni. - To będzie okres przedwyborczy i wszystko może się zdarzyć - tłumaczy.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy