Czwartą transzę kredytu z MFW
Ukraina miała dostać do końca roku. MFW od listopada 2008 r. wydzielił już 10,5 mld dol., kolejna rata to byłoby 3,8 mld dol. Ale już wiadomo, że Kijów tych pieniędzy szybko nie zobaczy. - Gdy idą wybory, decyzje rządu mogą się różnić od tych podejmowanych rok wcześniej, kiedy program był opracowywany. Czekamy na wyniki wyborów - mówił Strauss-Kahn w wywiadzie dla Reutersa. MFW oficjalnie zaprzeczył, jakoby wynikało z tego, że fundusz na pewno wróci do rozmów po zaplanowanych na 17 stycznia wyborach prezydenckich. Podkreśla, że ważniejsze są reformy i zgoda polityczna. Ale większość ukraińskich polityków i ekonomistów uważa, że przed wyborami nic się nie wydarzy.
Mimo że pożyczka MFW praktycznie uratowała ukraińską gospodarkę, zwłaszcza system bankowy, przed kompletnym zawaleniem się, ukraińscy politycy grali funduszowi na nosie.
MFW żądał reform - m.in. zmniejszenia deficytu budżetowego, reformy wydatków socjalnych, sanacji banków. Żaden z tych postulatów nie został spełniony. Ukraińscy politycy pogrążeni są w ciągłych kłótniach, a spór prezydenta Wiktora Juszczenki z premier Julią Tymoszenko paraliżuje reformy. Oczekiwany przez MFW konsensus udało się za to ukraińskim politykom znaleźć w zwiększaniu wydatków socjalnych. W październiku Rada Najwyższa uchwaliła ustawę podwyższającą minimalną pensję. MFW apelował do prezydenta o jej zawetowanie, ale bez skutku.
Pieniądze z poprzednich transz kredytu wykorzystano na doraźne ratowanie zagrożonych plajtą banków oraz na zasypanie dziury budżetowej. Dzięki nim państwowy sprzedawca gazu - Naftohaz - mógł zapłacić Gazpromowi za importowany w październiku gaz.
Teraz ukraińscy ekonomiści uważają, że rząd jeszcze wzmocni nacisk na
bank centralny, by dodrukował więcej pieniędzy.
- Rządowi zostaje kredytodawca ostatniej instancji: Narodowy Bank Ukrainy. I pewnie rząd wzmocni nacisk na bank, żeby sfinansował
deficyt budżetowy - piszą analitycy z Astrum Investments. NBU robi to, kupując od rządu obligacje. Analitycy przypuszczają, że rząd będzie także drenował państwowe firmy, ale kasa wielu z nich jest już pusta.
A bank centralny nie chce drukować pustego pieniądza. W październiku parlament uchwalił ustawę o finansowaniu inwestycji na
Euro 2012. Ponad 9 mld hrywien, czyli ok. 4 mld zł, ma pochodzić z zysku NBU. Bank wyśmiał parlamentarzystów i rząd. - Zysk NBU wyniesie w tym roku 600 mln hrywien - tłumaczył. Ale rząd natychmiast oskarżył związane z Juszczenką kierownictwo banku o sztuczne ukrywanie zysku.
- Jeśli rząd nie znajdzie sposobu na finansowanie budżetu, zaległości państwa w wypłacie pensji, emerytur, stypendiów będą rosnąć - wieszczy Mykoła Iwczenko z Forex Club.
Do wsparcia Ukrainy rząd próbuje więc przekonać UE. - Trwają rozmowy z Unią w sprawie pożyczki 610 mln euro - ogłosił wczoraj wicepremier Hryhorij Nemyria. Ale UE uzależnia pomoc od kontynuacji programu MFW.
Ukraińscy ekonomiści boją się, że premier Tymoszenko myśli tylko o wygraniu wyborów. A wiosną mogą się zacząć prawdziwe problemy budżetowe. - Tymoszenko zadłuża państwo po to, by wygrać wybory prezydenckie. Albo jej się to uda, albo nie - a wtedy z długiem będzie się zmagał inny prezydent i inny rząd. Dla ludzi Julii to sytuacja, w której nie mogą przegrać. A dla Ukrainy - prawdziwy problem - napisał w swoim
blogu Erik Najman z Ukrsocbanku, jeden z najbardziej znanych kijowskich ekonomistów.