- Widzimy, że z powodu obecnych warunków gospodarczych w
USA, wiele osób potrzebuje pozbyć się niektórych luksusowych przedmiotów. I szuka możliwości, by sprzedać je dyskretnie, unikając wstydu związanego z obniżeniem stopy życiowej - mówi agencji Reuters Quintin Thompson, współzałożyciel BillionaireXchange.
Serwis ruszył w poniedziałek. Jak podaje spółka, podczas 10 miesięcy testów, pośredniczyła w sprzedaży lub wymianie jachtów, samochodów i m.in. biżuterii o wartości ponad 180 mln dol.
Thompson liczy na to, że jego spółka wciśnie się między rynek masowych aukcji w internecie, zdominowany przez eBay'a, a domu aukcyjne, takie jak Sotheby's czy Christie's.
BillionaireXchange chce zarabiać na 5-proc. prowizji od wartości transakcji na aukcjach. Sprawdza też swoich klientów pod kątem majętności - by zostać członkiem BillionaireXchange, trzeba przedstawić dowód na posiadanie majątku wartego minimum 2 mln dol.
Jak twierdzi Thompson, wśród klientów jego firmy są profesjonalni sportowcy i aktorzy z pierwszych stron gazet. W sumie na liście użytkowników BillionaireXchange jest ponad 26 tys. multimilionerów, jak i "prawie tuzin" miliarderów