Czytaj też o połączeniu British Airways i hiszpańskiej Iberi
Kryzys w branży lotniczej rozpoczął się wcześniej niż w globalnej gospodarce i potrwa dłużej. Liniom lotniczym w 2008 r. najbardziej dawały się we znaki wysokie ceny paliwa, w 2009 r. - recesja, która znacznie ograniczyła chęć ludzi do latania. Przewoźnicy lotniczy są na skraju wyczerpania. - Nie widzimy na razie specjalnej poprawy na rynku. Przed nami kolejna ciężka zima - mówi Ian Davies, menedżer ds. zmian strategicznych w British Airways.
- Ostatnie tygodnie przyniosły upadek SkyEurope i Seagle Air na Słowacji oraz MyAir we Włoszech. Oczekujemy kolejnych ofiar tej zimy - straszy szef Ryanair Michael O'Leary.
Według Międzynarodowego Stowarzyszenia Przewoźników Lotniczych (IATA) w zeszłym roku straty linii lotniczych na świecie sięgnęły niemal 17 mld dol., w tym roku wyniosą 11 mld dol., a w przyszłym - kolejne 3,8 mld dol.!
W tych niewesołych okolicznościach linie właśnie zamykają III kw. - z reguły najbardziej udany w całym roku.
Niemiecka Lufthansa w III kw. miała zysk na poziomie 271 mln dol., czyli wyższy niż rok wcześniej. Ale jak przyznają przedstawiciele linii, profity z sezonu wakacyjnego mogą nie wystarczyć, by wyprowadzić spółkę na plus w całym roku.
British Airways w okresie marzec-wrzesień zanotowały stratę na poziomie 346 mln dol. - Ucierpiał głównie sektor lotów biznesowych - mówi Christian Fornaschon, dyrektor handlowy BA w Europie Południowo-
Szansę na lepsze rezultaty mają tylko te firmy, które w czasie kryzysu szybko wdrożyły programy restrukturyzacyjne i obniżyły koszty. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę szef BA Willie Walsh, który zapowiedział zwolnienie 3 tys. pracowników (około 8 proc. załogi). Związkowcy grożą strajkiem w okresie świąt Bożego Narodzenia.
W nieco lepszej sytuacji są tanie linie, które w czasie kryzysu podbierają pasażerów tradycyjnym, droższym przewoźnikom. Od marca do września Ryanair zarobiło na czysto 387 mln euro (580 mln dol.) i przewiozło o 15 proc. więcej pasażerów. Dla Norwegian III kw. był, o dziwo, jednym z najlepszych w historii. Linia zarobiła prawie 375 mln koron norweskich (67 mln dol.) i zwiększyła liczbę pasażerów o 19 proc.
- Takie linie jak Ryanair czy Norwegian mają pozytywne wyniki, bo mają rezerwę po stronie kosztowej. Tradycyjnym przewoźnikom trudniej szybko obniżać koszty - mówi Marek Sławatyniec, dyrektor generalny polskiego oddziału firmy Aviareps reprezentującej kilkanaście różnych linii lotniczych w Polsce.
Ale wszystkie linie lotnicze - nawet te, które ciągle są nad kreską - mają jeden wspólny problem: niskie ceny biletów. W ostatnim roku spadły one mocno z powodu taniejącego paliwa i coraz silniejszej walki o pasażera.
- Przez to, że ceny biletów są tak niskie, nawet większa liczba pasażerów nie gwarantuje większych wpływów - mówi Andrzej Kozłowski z biura prasowego LOT-u.
W przypadku BA spadek liczby pasażerów w okresie marzec-wrzesień sięgnął zaledwie 2,6 proc. A przychody w porównaniu z zeszłym rokiem zmniejszyły się o prawie 14 proc.!
Czy bilety mogą być jeszcze tańsze? Zdaniem prezesa Ryanair Michaela O'Leary'ego - tak. U irlandzkiego przewoźnika spadły one średnio o 17 proc. w ciągu ostatniego roku. - A spodziewamy się spadku o następne 20 proc. w kolejnym półroczu, co spowoduje, że Ryanair przyniesie w tym okresie stratę - zapowiada O'Leary.
Inni przewoźnicy mają jednak wątpliwości. - Bilety nie mogą być już dużo tańsze - uważa Ian Davies z BA.
Dlaczego? Jeszcze w grudniu 2008 r. wypełnienie samolotów (tzw. load factor) w Europie sięgało według IATA 73,4 proc., przewoźnicy wozili więc często zamiast pasażerów - powietrze. Ale widząc mniejsze zapotrzebowanie na latanie, zmniejszyli w czasie kryzysu liczbę oferowanych miejsc, tnąc niektóre połączenia i uziemiając samoloty. W samolotach znowu zrobiło się ciaśniej, mimo że nie przybyło pasażerów. W październiku tego roku wypełnienie w Europie sięgnęło już 79,5 proc. Zdaniem ekspertów, jeśli odbicie gospodarcze na świecie spowoduje, że ludzie znowu zaczną chętnie latać, to przy ograniczonej ofercie będzie to oznaczało droższe bilety.