W środę wieczorem węgierskie Narodowe Biuro Śledcze - odpowiednik amerykańskiego FBI - zatrzymało Istvana Goczi, dyrektora generalnego węgierskiej firmy gazowej Emfesz. Jest podejrzany o defraudację na wielką skalę.
Emfesz to potęga na gazowym rynku nad Balatonem. Importuje na
Węgry 2,5 mld m sześc. gazu - jedną czwartą całego gazu zużywanego przez Węgrów. Emfesz założył ukraiński przedsiębiorca Dmytro Firtasz, który przez wiele lat współpracował z Gazpromem. Pięć lat temu Firtasz i rosyjski koncern zarejestrowali w Szwajcarii spółkę RosUkrEnergo, która zarabiała krocie, importując tani gaz z Azji na Ukrainę, Węgry oraz do Polski i innych państw Europy Środkowej.
Z lukratywnego interesu Firtasz wypadł po gazowym konflikcie Rosji z Ukrainą w styczniu br. Uzgadniając nowe umowy gazowe, premier Rosji Władimir Putin i Ukrainy Julia Tymoszenko postanowili wyeliminować RosUkrEnergo z eksportu gazu do UE. Zaraz potem Emfesz zaczął mieć problemy z importem gazu. Węgierska firma importowała go za pośrednictwem ukraińskich gazociągów, ale Gazprom twierdził, że były to nielegalne dostawy.
Wiosną gruchnęła sensacyjna informacja. Węgierską firmę Firtasza o obrotach rzędu 1-1,5 mld dol. rocznie za symbolicznego 1 dol. kupiła nieznana nikomu spółka RosGas, którą zarejestrowano w Szwajcarii kilka tygodni przed gazowym konfliktem Rosji z Ukrainą.
Kontrakt w tej sprawie za plecami Firtasza podpisał szef Emfeszu Istvan Goczi, korzystając z pełnomocnictw, jakie dostał przy zakładaniu firmy. Goczi tłumaczył, że w ten sposób chronił firmę przed bankructwem. Firtasz próbuje podważyć transakcję w węgierskich sądach, gdzie reprezentuje go b. minister sprawiedliwości Węgier Peter Barandy.
Ale do kogo należy szwajcarska spółka, która tak tanio przejęła jedną czwartą gazowego rynku Węgier? Po zawarciu transakcji Emfesz oficjalnie ogłosił, że RosGas "należy do sfery interesów Gazpromu". Rosyjski koncern zaprzeczał.
Dwa miesiące temu
dziennik "Wiedomosti" ujawnił, że właścicielem RosGasu jest Siergiej Prokopiew, b. funkcjonariusz KGB, a obecnie przedsiębiorca. W Rosji jego partnerami są bracia Oleg i Igor Putin, którzy noszą to samo nazwisko co premier Rosji, ale nie są spokrewnieni - zapewniał rzecznik szefa rosyjskiego rządu.
Nie wiadomo, dlaczego dopiero kilka miesięcy po tych głośnych transakcjach węgierska
policja zatrzymała Gocziego. - Wymknął się spod kontroli i zaczął własną grę - cytowały wczoraj "Wiedomosti" anonimowego znajomego przedsiębiorcy. Ten dziennik sugeruje też, że węgierską policję do działań mogła zdopingować Komisja Europejska, która 4 listopada przeprowadziła rewizję w biurach Emfeszu.
Węgrzy chcą się dowiedzieć, kto naprawdę stoi za RosGasem - uważa z kolei znany
analityk rynku gazowego Michaił Korczemkin cytowany przez dziennik "Kommiersant". Powołując się na źródła w Gazpromie, gazeta ta przedstawia też inną hipotezę:
Budapeszt chce ustalić, od kogo w przyszłym roku Emfesz będzie dostawać rosyjski gaz. Od kilku miesięcy węgierska firma kupuje bowiem rosyjski gaz za pośrednictwem niemieckiego koncernu E.ON.
Węgrzy mogą się też obawiać, że brak rozstrzygnięć losu Emfeszu doprowadzi do niedoborów gazu dla klientów tej firmy w razie kolejnego konfliktu Moskwy z Kijowem. Władze Rosji ostatnio niemal co dzień tym grożą. europol