Większość krajów Unii Europejskiej wciąż boryka się z recesją, tymczasem
Polska gospodarka ma się zaskakująco dobrze. Nie dość, że odnotowujemy dodatnie tempo wzrostu, to jeszcze coraz więcej sygnałów świadczy o tym, że szybciej wychodzimy ze spowolnienia. - Przez ostatnie dwa-trzy miesiące praktycznie wszystkie wskaźniki okazują się lepsze od oczekiwań - cieszy się Ryszard Petru, główny ekonomista
BRE Banku.
Ożywienie zaczyna się w firmach. Po kiepskim pierwszym półroczu menedżerowie spoglądają w przyszłość z coraz większym optymizmem. Zbierają zamówienia, cieszą się z produkcji, która w końcu przestaje spadać. Coraz więcej sprzedają za granicę.
We wrześniu - według najnowszych danych NBP -
eksport praktycznie zrównoważył
import i osiągnął wartość 9,4 mld euro.
- To najwięcej od października ubiegłego roku, czyli od początku kryzysu - zauważa Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.
- Relatywnie słabszy
złoty sprawia, że nasze towary są konkurencyjne cenowo. Ale kurs nie jest najważniejszy. Liczy się nie to, po ile sprzedajemy, ale co. Dostarczamy części i półproduktów do fabryk europejskich. Jeśli one mają więcej zamówień, to my także - tłumaczy Ryszard Petru.
W czwartek europejskie biuro statystyczne Eurostat podało, że produkcja przemysłowa w strefie euro wzrosła w porównaniu z sierpniem o 0,3 proc., a roczny spadek jest coraz płytszy.
Polski import z miesiąca na miesiąc też się poprawia, jest więc nadzieja, że firmy szykują się do inwestycji. Gdy zaczął się kryzys, wiele z nich wstrzymało budowę fabryk lub zrezygnowało z nich i z inwestowania w moce produkcyjne.
W porównaniu z ubiegłym rokiem mamy wciąż spadek zarówno eksportu (o 17,1 proc.), jak i importu (o 26,4 proc.). Ekonomistów cieszy jednak to, że spadek eksportu wyhamowuje szybciej niż importu. Dzięki temu zmniejsza się deficyt w handlu zagranicznym i w efekcie tzw. eksport netto ma dodatni wkład we wzrost gospodarczy.
Przeciętny Kowalski pewnie nie czuje, że gospodarka wyraźnie odbiła od dna. W końcu bezrobocie rośnie, zatrudnienie w firmach spada, podwyżkę ciężko wywalczyć. Ekonomiści przekonują jednak, że i tu jest lepiej. Bo jeszcze kilka miesięcy temu prognozy były katastroficzne.
Ostatnio GUS podał, że przeciętna płaca w całej gospodarce wzrosła o 4,9 proc. w porównaniu z III kwartałem 2008 roku. Analitycy zdziwili się, bo oznaczało to, że wzrost przyspieszył z 4,4 proc. - Tymczasem dane na temat płac w sektorze przedsiębiorstw wskazywały na dalsze hamowanie wynagrodzeń - podkreślają ekonomiści Banku Zachodniego WBK.
Gdy GUS mówi o sektorze przedsiębiorstw, to nie uwzględnia w nim m.in. firm najmniejszych, budżetówki czy całej branży finansowej.
- Sytuacja makroekonomiczna jest bardzo dobra - ocenił w czwartek wiceminister finansów Ludwik Kotecki.
Zdaniem Piotra Bielskiego z BZ WBK w III kwartale nasz PKB urósł o 1,7 proc. - Podnieśliśmy prognozę z 1,3 proc., gdy spłynęły lepsze od oczekiwań dane - tłumaczy. Na IV kwartał spodziewa się 1,9 proc. Minister Kotecki daje więcej: wzrost może przekroczyć 2 proc. A Ryszard Petru mówi nawet o 3-proc. wzroście PKB w ostatnim kwartale.