Tym samym potwierdził się wcześniejszy szacunek Ministerstwa Finansów, który
analitycy bankowi uznali za nieco zbyt optymistyczny. Sami spodziewali się, że
inflacja spadnie z wrześniowego poziomu 3,4 proc., ale do 3,2-3,3 proc.
Tak jak zakładali ekonomiści za wyhamowaniem inflacji stoi wolniejszy niż w ubiegłych latach wzrost cen żywności (w ciągu miesiąca jedynie o 0,3 proc.) i spadek cen paliw (o 1,7 proc.).
- W poprzednich latach żywność w październiku drożała o około 1 proc. Ale w tym roku mieliśmy niezłe zbiory owoców i warzyw, teraz obserwujemy spore spadki cen mięsa, także cukru, żywność importowana przestała drożeć, bo
złoty jest nieco mocniejszy - wylicza Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.
Sławomir Dudek, wiceszef departamentu analiz MF, na początku miesiąca przewidywał, że już do końca roku inflacja będzie oscylować wokół 3 proc. Prognozy rynkowe są znów nieco wyższe.
Jednak w przyszłym roku czeka nas prawdziwy zjazd inflacji w dół. Według wiceprezesa NBP Witolda Kozińskiego w połowie roku wyniesie ona około 2,5 proc., czyli tyle ile wynosi cel inflacyjny RPP. Niektórzy analitycy przewidują, że spadnie ona nawet do 1 proc.