Rozmowy o połączeniu linii trwały od wielu miesięcy. Przewoźnicy wstępnie dogadali się w czwartek wieczorem. Wspólnie utworzą nową firmę, w której BA będzie miało 55 proc. udziałów, a Iberia 45 proc.
- Połączenie stworzy silną europejską linię mogącą konkurować w XXI wieku - powiedział prezes British Airways Willy Walsh, który ma też być szefem nowej linii.
Ten sam, który kilka miesięcy temu poprosił 40 tys. swoich pracowników, by zgodzili się na przepracowanie do czterech tygodni w roku za darmo po to, by linia uniknęła większych kłopotów finansowych.
Rynek lotniczy jest w głębokim kryzysie. Linie lotnicze cierpią nie tylko z powodu mniejszej liczby pasażerów, ale także z powodu niższych cen biletów lotniczych.
British Airways podały niedawno, że strata linii w okresie marzec-wrzesień sięgnęła około 230 mln euro. Iberia w piątek podała, że w III kw. miała stratę na poziomie 16,4 mln euro, a w ciągu dziewięciu miesięcy tego roku już 181,9 mln euro.
Połączenie BA i Iberii ma dać oszczędności rzędu 400 mln euro rocznie m.in. dzięki możliwościom negocjowania lepszych cen w przypadku zakupów paliwa czy samolotów.
Zdaniem analityków siatki połączeń obu przewoźników są komplementarne. - Brytyjski przewoźnik specjalizuje się w lotach do Ameryki Północnej, Azji, Afryki, Iberia ma bardzo silną pozycję w Ameryce Łacińskiej - zwraca uwagę Stephen Furlong, analityk Davy, firmy zajmującej się doradztwem finansowym.
Ale brytyjskie media już alarmują, że połączenie linii oznacza kolejne cięcia etatów. Łącznie w BA i Iberii pracuje ponad 60 tys. osób. Brytyjska linia już zapowiedziała zwolnienie niemal 5 tys. pracowników do końca przyszłego roku.
A
dziennik "The Times" ostrzega, że kolejnych cięć można się spodziewać w przypadku dublujących się posad w Londynie i Madrycie, np. w działach sprzedaży.
To nie pierwsza taka transakcja na rynku lotniczym w ostatnim czasie. Air France działa wspólnie z holenderskim KLM, Lufthansa przejęła m.in. Swiss, Brussels Airlines, BMI oraz ostatnio Austrian Airlines.