Biznes Ludzie Pieniądze

Inflacja szaleje: teraz hamuje, za pół roku ostro wzrośnie

Patrycja Maciejewicz
13.11.2009 , aktualizacja: 13.11.2009 20:23
A A A Drukuj
Na wykresie wygląda to, jakby naszym cenom ktoś zafundował przejażdżkę kolejką górską. W ciągu roku inflacja może spaść o dwie trzecie, a potem odbić do poziomu wyższego niż dziś




W październiku ceny wzrosły w ujęciu rocznym o 3,1 proc. - podał w piątek GUS. To najmniej od stycznia. Tym samym potwierdziła się wcześniejsza prognoza Ministerstwa Finansów, którą analitycy bankowi uznali za zbyt optymistyczną. Sami spodziewali się, że inflacja spadnie z wrześniowego poziomu 3,4 proc., ale do 3,2-3,3 proc.

- Inflacja w tej chwili nie stanowi dużego problemu w naszym kraju i jest pod kontrolą - ocenia prezes NBP Sławomir Skrzypek.

Tak jak zakładali ekonomiści, za wyhamowaniem inflacji stoi wolniejszy niż w ubiegłych latach wzrost cen żywności (w ciągu miesiąca jedynie o 0,3 proc.) i spadek cen paliw (o 1,7 proc.).

- W poprzednich latach żywność w październiku drożała o około 1 proc. Ale w tym roku mieliśmy niezłe zbiory owoców i warzyw, teraz obserwujemy spore spadki cen mięsa, także cukru, żywność importowana przestała drożeć, bo złoty jest nieco mocniejszy - wylicza Łukasz Tarnawa, główny ekonomista PKO BP.

Jak szacują ekonomiści, tzw. inflacja bazowa (obliczana z wyłączeniem cen żywności i paliw), która pokazuje wpływ popytu na ceny, pozostaje stabilna na poziomie 2,9 proc. - To znaczy, że spowolnienie gospodarcze okazało się zbyt słabe, by konsumenci mogli wymusić znaczne obniżki cen - twierdzi Ernest Pytlarczyk, ekonomista BRE Banku. - wzrost cen o 2-3 proc. nie jest dla nas dokuczliwy - potwierdza Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Banku.

Sławomir Dudek, wiceszef departamentu analiz MF, uważa, że do końca roku inflacja będzie oscylować wokół 3 proc. Jednak w styczniu wrócimy do fali spadków inflacji. Wszystko dlatego, że na początku tego roku mieliśmy podwyżki cen prądu, a złoty słabł i dodatkowo napędzał inflację. Porównanie z tą wyższą bazą w pierwszych miesiącach 2010 roku będzie skutkować obniżeniem inflacji. Zdaniem Sławomira Dudka do marca uda się nam osiągnąć 2,5 proc., czyli cel inflacyjny Rady Polityki Pieniężnej.

- Inflacja będzie ostro spadać do połowy roku, kiedy to osiągnie poziom 1,7-1,8 proc. - przewiduje Krześniak. Jeszcze głębszego dołka - nawet poniżej 1 proc. - spodziewają się ekonomiści z Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. Opracowywany przez nich wskaźnik przyszłej inflacji spada już siódmy miesiąc z rzędu.

W drugim półroczu czeka nas jednak zwrot akcji - ceny znów zaczną przyspieszać, bo także gospodarka powoli będzie nabierać rozpędu, a sytuacja na rynku pracy w końcu zacznie się poprawiać. Tempo wzrostu inflacji będzie zależeć od tego, jak szybko będzie wychodzić z kryzysu gospodarka światowa i jaką to będzie skutkować presją inflacyjną - ocenia BIEC. Główny ekonomista Deutsche Banku dorzuca jeszcze kurs złotego - im będzie mocniejszy, tym inflacja ma szanse być niższa.

W zależności od założeń przyjętych przez ekonomistów inflacja na koniec przyszłego roku może wzrosnąć umiarkowanie (do 2,3-2,4 proc.) lub nawet znów wyjść poza zakres dopuszczalnego odchylenia od celu inflacyjnego (powyżej 3,5 proc.).

Co ten inflacyjny rollercoaster oznacza dla wysokości stóp procentowych i kosztów kredytu? Ekonomiści są pewni, że spadek inflacji nie przyniesie już obniżek stóp procentowych. Dziś są one na rekordowo niskim poziomie, stopa referencyjna wynosi 3,5 proc. Jednak wraz ze wzrostem inflacji RPP może podnieść stopy. Część ekonomistów spodziewa się nawet dwóch podwyżek w drugiej połowie 2010 roku. Inni są zdania, że może to nastąpić dopiero w 2011 roku.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów