Biznes Ludzie Pieniądze

Klienci mBanku mają kłopoty w korzystaniu z pomocy w spłacie kredytu

Maciej Samcik
13.11.2009 , aktualizacja: 14.11.2009 18:38
A A A Drukuj
Nie wszyscy bezrobotni, spłacający kredyty hipoteczne, mogą skorzystać z rządowej pomocy w spłacie rat. Niektóre banki nie chcą wydawać zaświadczeń w takiej formie, jaką życzą sobie urzędy pracy. Wszystko przez dziurawe prawo.


Dopłaty rządowe dla bezrobotnych kredytobiorców to jeden ze sztandarowych elementów rządowego planu antykryzysowego. O dopłatę - do 1,2 tys. zł miesięcznie przez rok - mogą ubiegać się ci, którzy stracili pracę po 1 lipca 2008 r. Kredytobiorca, który musi tylko zarejestrować się w powiatowym urzędzie pracy, uzyskać status bezrobotnego i prawo do zasiłku. Jeśli przyniesie z banku zaświadczenie o wysokości swojej raty kredytu, państwo przez rok może spłacać pieniądze za niego.

Pomoc nie jest bezzwrotna, potem pieniądze pożyczone przez rząd trzeba będzie oddać w ciągu ośmiu lat. I pewnie dlatego osób korzystających z rządowego wsparcia jest niewiele. - W naszym banku o zaświadczenie potrzebne do rządowych dopłat nie zgłosił się ani jeden klient - mówi Piotr Gajdziński, rzecznik banku BZ WBK.

Ale nie we wszystkich bankach jest tak spokojnie. Np. w mBanku jest co najmniej kilkunastu zainteresowanych kredytobiorców. Niestety, z uzyskaniem dopłaty rządowej mają problem. mBank nie chce bowiem wypisać zaświadczenia potrzebnego w urzędzie pracy w takim formacie, jak życzą sobie tego urzędnicy.

O co chodzi? - Urząd domaga się bardziej szczegółowego rozbicia kwoty kredytu i wysokości spłacanych rat. Chce, żeby osobno wyszczególnić kwoty na zakup mieszkania i te, które przypadają na remont i dopisane do kredytu koszty prowizji - skarży się pani Ania, klientka mBanku z Warszawy. Bank odmówił, twierdząc, że tego się nie da aż tak wyszczegółowić. A zaświadczenia bez szczegółowych danych urząd pracy nie chce przyjąć, bo rząd może pokryć tylko tę część rat, która idzie na spłatę zakupu mieszkania, a nie np. jego remontu.

W mBanku potwierdzają, że w przypadku kredytów przeznaczonych nie tylko na zakup mieszkania, ale też na inne cele, w treści zaświadczeń nie rozbijają wysokości rat na poszczególne składniki. - Ustawa nie daje podstaw do tego, żeby kredyt udzielany na cel mieszany rozbijać na części i obliczać raty tylko do części kredytu przeznaczonej na cele mieszkaniowe - mówi Krzysztof Olszewski. - Bez stosownych rozporządzeń nie możemy jako bank stosować dowolnych zasad w klasyfikowaniu kredytów - dodaje.

O pomoc dla bezrobotnych spytaliśmy bank Nordea, obecnie trzeciego największego pożyczkodawcę na rynku. Okazało się, że jego klienci nie mają kłopotów w Urzędzie Pracy. - Do tej pory 12 klientów wystąpiło do nas o tzw. oświadczenie instytucji kredytującej do urzędu pracy. W przypadku gdy kredyt jest przeznaczany na różne cele, podajemy w oświadczeniu, jaka część była przeznaczona na zakup lokalu, a raty wyliczamy tylko od tej części, z proporcji - powiedział nam Arkadiusz Bosek z Nordei.

- Pracownica urzędu pracy, z którą rozmawiałam, twierdzi, że tylko klienci mBanku mają kłopoty z korzystaniem z rządowych pieniędzy. Ale ze słów Krzysztofa Olszewskiego z mBanku wynika, że nie zamierza on zmienić swojego podejścia do klientów i będzie sztywno trzymał się swojej interpretacji prawa.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy