"Chcemy sprzedać spółkę zadłużoną na ponad pół miliona. Mamy wierzycieli na karku, którzy zaraz pójdą do sądu. Do tego dochodzą długi w ZUS i skarbówce. Kupicie nas?".
Zgłoszenie tej treści wysłaliśmy trzy dni temu do kilku firm, których ogłoszenia pojawiają się hurtowo w internecie: "Kupię-przejmę zadłużoną spółkę z o.o., nawet z dużymi długami w każdym rejonie kraju". Albo: "Nie musisz narażać siebie i swoich bliskich na odpowiedzialność. Jeśli spółka jest nieefektywna i jej działalność przynosi straty, nie brnij w kolejne zobowiązania i kredyty".
Nasza firma nazywa się Kormoran. Jest całkowicie fikcyjna. Pod e-mailem podpisaliśmy się jako właściciele. Używamy fikcyjnych nazwisk i imion, tylko telefony są prawdziwe.
Po chwili dzwoni pan Marcin, tak się przynajmniej przedstawia. Opowiadamy o swojej trudnej sytuacji - długi, zaraz będzie
komornik.
- Nie ma problemu - uspokaja pan Marcin. - Zdejmiemy to państwu z głowy. Nie będzie żadnych problemów z wierzycielami. Kupimy spółkę. Notarialnie, zarejestrujemy zmiany w
KRS (
Krajowy Rejestr Sądowy).
- I nie będziemy musieli nic płacić nikomu? Żadnych długów - upewniamy się.
- Oczywiście, że nie. Wszystko bierzemy na siebie.
- Co z tego macie?
- Przy takiej kwocie zadłużenia, zapłacicie nam 15-20 tys. zł - mówi pan Marcin. - Na jutro możemy się umawiać do notariusza.
A może lepiej dokonać międzynarodowej fuzji? Chcemy, aby nas przejęła spółka z siedzibą przy Bushey Road w Londynie (konkretnie 20 km pod Londynem). Zobaczyliśmy ich stronę w sieci: "Przejmiemy, kupimy zadłużone spółki z o.o. i SA, z terenu całej Europy, z zadłużeniem wobec ZUS".
Znów piszemy o długach na pół miliona, komornikach, zadłużeniu w ZUS itp. Pomożecie? Odpowiedź czeka w naszej skrzynce następnego dnia rano. "Witam, oczywiście że jesteśmy w stanie pomóc, zapraszam do współpracy. Nasza prowizja od takiego zadłużenia to 35 tys. zł".
- Wstydu nie mają, robiąc takie ogłoszenia - mówi nam jeden z
windykatorów, który od stycznia obserwuje lawinowy wysyp podobnych "przejęć". - Zgłaszają się do nich ludzie, którym przez kryzys biznes nie wyszedł. I teraz chcą się pozbyć wierzycieli.
W ostatnich 12 miesiącach zaległości firm i konsumentów poszły w górę o 20 mld zł! Do września br. sądy ogłosiły 497 postanowień o upadłości firm, o 56,8 proc. więcej niż przed rokiem. Te, które działają, często nie płacą na czas. Według Inspekcji Pracy w trzech pierwszych kwartałach było prawie dwa razy więcej pracowników, którzy nie dostali wypłat, niż w ubiegłym roku.
Zdesperowani i zadłużeni przedsiębiorcy szukają jakiegokolwiek wyjścia. I trafiają na ogłoszenie w sieci: kupię firmę z długami.
- Ludzie dają się w durnia zrobić. Takie przejęcie nikogo od długu nie uwolni, ci nabywcy to zwyczajni oszuści - twierdzi windykator.
Upewniamy się u radcy prawnego Jacka Świecy z kancelarii Kalwas i Wspólnicy. Czy sprzedający spółkę faktycznie ucieknie przed wierzycielami?
- To tylko pozory. Jeżeli spółka traci płynność finansową, wtedy jej właściciel powinien złożyć wniosek o upadłość. Jeśli ktoś sprzedaje taką spółkę, narusza prawo upadłościowe - wyjaśnia Świeca. A za to grozić może do roku więzienia.
To nie koniec.
- Sprzedaży spółki towarzyszy zazwyczaj oszukańczy transfer majątku. Stary właściciel wcześniej (przed pozbyciem się spółki przyp. red.) sprzedaje to, co sprzedać się da, albo przenosi własność co cenniejszych rzeczy na rodzinę i znajomych. To jest złamanie art. 300 kodeksu karnego. Grozi za to kara pozbawienia wolności nawet do ośmiu ośmiu lat - twierdzi Świeca.
A co grozi nabywcy? - Zgodnie z prawem jest odpowiedzialny razem ze sprzedającym za długi do wartości spółki - twierdzi Świeca.