Biznes Ludzie Pieniądze

Coraz więcej wyłudzeń w bankach i firmach ubezpieczeniowych

Rozmawiał Vadim Makarenko,
16.11.2009 , aktualizacja: 15.11.2009 21:05
A A A Drukuj
Oszukiwanie banków czy firm ubezpieczeniowych stało się bezpiecznym zajęciem. Przestępcy wiedzą o tym, że najprawdopodobniej nie spotka ich żadna kara, i są coraz bardziej aktywni - mówi Chris Swecker, specjalista od tropienia przestępstw bankowych
Leonardo DiCaprio jako Frank Abagnale
wfilmie
Leonardo DiCaprio jako Frank Abagnale wfilmie "Złap mnie, jeśli potrafisz"
"Dzień dobry! Mówi bank. Przed chwilą z użyciem pana/pani karty dokonano znaczącej transakcji. Czy może pan/pani powiedzieć gdzie się teraz znajduje?" Prawie każdemu z nas zdarzyło się odebrać mniej więcej taki telefon. Zwykle sprawa wyjaśnia się w ciągu kilku sekund. Odpowiadamy, że jesteśmy w sklepie meblowym i właśnie opłaciliśmy komplet mebli kuchennych albo jesteśmy za granicą, gdzie płacimy za hotel. Może jednak zdarzyć się, że siedzimy przed telewizorem i nie mamy pojęcia o tym, że ktoś płaci naszą kartą. Wtedy do akcji wkraczają śledczy, których amerykańskie banki zatrudniają coraz więcej.

Chris Swecker doradza firmom w sprawach bezpieczeństwa i prowadzi własną firmę Swecker Enterprises. Przedtem przepracował w amerykańskich organach ścigania 30 lat. Był wiceszefem działu kryminalnego FBI, prokuratorem okręgowym w Północnej Karolinie, a ostatnio szefem działu śledczego Bank of America. - Obrabianie banków stało się bezpiecznym zajęciem - przekonywał dziennikarzy podczas konferencji w siedzibie firmy SAS Institute, produkującej oprogramowanie do analiz statystycznych. Właśnie tego typu programy są - parafrazując słynny hit Marilyn Monroe - najlepszym przyjacielem śledczego. Przerabiają miliony danych i nieustannie analizują zachowania klientów. Dzięki nim bank wie o nas dużo więcej, niż powiedzieliśmy mu w chwili zakładania konta. To one uznają transakcję za "znaczącą" i "zawiadamiają" bank o dziwnych ruchach na naszym koncie. Dlaczego więc okradanie amerykańskich banków jest bezpiecznym zajęciem?

Vadim Makarenko: Śledczych tropiących oszustwa bankowe wyobrażamy sobie jako twardzieli z bronią, którzy biorą udział w pościgach i wyważają drzwi. Wygląda jednak na to, że ten stereotyp jest przestarzały. Dziś grzebiecie w cyferkach

Chris Swecker: Nie do końca. To zależy od tego, na którym odcinku tego frontu jesteśmy. Jeśli jesteś w pierwszym szeregu, wykrywasz oszustów za pomocą specjalnego oprogramowania śledzącego i analizującego przepływy pieniędzy. Nagle wyskakuje alarm. "Vadim Makarenko używa karty kredytowej w Las Vegas". Sam ten fakt nie jest może podejrzany, ale trzeba się temu przyjrzeć. Jeśli alarm nie jest fałszywy, zaczyna się śledztwo i ludzie, którzy je prowadzą są już dużo bliżsi stereotypowi, który pan opisał. Banki, firmy ubezpieczeniowe oraz koncerny farmaceutyczne zatrudniają i takich śledczych.

Skąd ich biorą?

Najczęściej z organów ścigania. I zazwyczaj są to ci najlepsi, najsprytniejsi. W biznesie nie wystarczy wyważyć drzwi z krzykiem i rzucić przestępcę na podłogę, trzeba mieć wiedzę. Uważam, że najlepsi funkcjonariusze zajmują się przestępstwami białych kołnierzyków.

A potem tropią białe kołnierzyki w miejscu pracy?

Tak, idą na emeryturę i zarabiają w firmach, część z nich przenosi się do biznesu na długo przed emeryturą. W przypadku banków zdarza się, że taki śledczy zaczyna jako osoba w okienku, która pracuje bezpośrednio z klientami. Następnie przenoszą go do centrum obróbki danych, potem do działu, który tworzy nowe produkty. Taka osoba poznaje ich konstrukcję i dowiaduje się, gdzie są słabe punkty w zabezpieczeniach. Dopiero potem zaczyna pracę w dziale śledczym.

Takim jak ten w Bank of America, którym pan kierował. Czy wszystkie te 215 osób, które pracowały pod pana kierunkiem, miały za sobą pracę w policji czy FBI?

Myślę, że połowa. W finansach nie można polegać tylko na byłych mundurowych. Oni są doskonali w technikach operacyjnych, jak np. obserwacja, podsłuchy, monitoring itp. Są ciekawi tego, co się dzieje. Ale jak już wspomniałem, to dopiero część frontu. Musi być jeszcze ktoś, kto zna bank od środka, zna jego systemy komputerowe, technologie, procesy i procedury. Tego w służbach nie uczą, dlatego wśród śledczych równie niezbędni są zwyczajni, doświadczeni pracownicy danej firmy. Dopiero połączenie tych dwóch grup tworzy dobry, skuteczny zespół.

Zespół, który przede wszystkim grzebie w cyferkach?

Przestępstwa bankowe mogą być wykrywane na wiele sposobów. Może o nich zawiadomić osoba z okienka, ochroniarz, można coś zobaczyć na nagraniu z kamery przemysłowej albo odebrać telefon od lojalnego pracownika, który złoży doniesienie. Jednak najbogatszym źródłem są dane liczbowe - dotyczące transakcji, dotyczące identyfikacji klienta itp. One pozwalają wykryć ponad 60 na każde 100 przestępstw.

We współczesnej skomputeryzowanej bankowości dane ilościowe są nieocenionym źródłem informacji. To one pozwalają budować skojarzenia - jednej osoby z drugą czy jednej transakcji z drugą. Liczby prowadzą nas do odpowiedzi na fundamentalne pytania: Kto? Co? Gdzie? Dlaczego? Czasem analizowana osoba sama w sobie jest zwyczajna, ale wszystkie jej powiązania są podejrzane. Czasem dane wykazują, że jakaś osoba zachowuje się w podejrzany sposób.

Jakie dane sugerują przestępstwo? Załóżmy, że użyłem swojej karty w Las Vegas. I co z tego?

Interesujący jest już sam fakt, że zrobił to pan w Las Vegas. Pański bank dysponuje pańskim profilem geograficznym, który pokazuje, gdzie i kiedy zazwyczaj robi pan zakupy. Biorąc pod uwagę, że jest pan z Europy, Las Vegas zapewne nie pojawia się na tej mapie, a jeśli już, to bardzo rzadko. Skoro pojawiło się teraz, trzeba zwiększyć czujność. Druga rzecz, to miejsce w którym pan użył tej karty. Kolejne dzwonki alarmowe powinny zadzwonić, jeśli jest to np. sklep z damską bielizną.

Dlaczego? A jeśli to prezent dla żony?

Jest bardzo prawdopodobne, że damska bielizna rzadko pojawia się na liście pańskich zakupów. A bielizna w Las Vegas, to już zbyt wiele. Trzecia sprawa, to wartość zakupu: pański bank doskonale wie, że 99 proc. transakcji na pana karcie mieści się w przedziale od 10 do 250 dolarów. Jeśli zakup w Las Vegas wykracza poza te widełki, bank powinien założyć, że z pańską kartą może się dziać coś złego.

Bo przyjechałem do Las Vegas i kupiłem dla żony prezent za 260 dolarów?

A zaraz potem wybierał pan gotówkę z trzech bankomatów w ciągu 15 minut. Nie będę już mówił o rzeczach tak prostych, jak trzy transakcje w trzech różnych, odległych od siebie miejscach.

Wszystkie te punkty, które wymieniłem tworzą określony wzór pańskich zachowań. Im bardziej pan z niego wypada, tym bardziej bank powinien mieć się na baczności. A wzory zachowań, profile demograficzne i geograficzne mają to do siebie, że zmieniają się bardzo rzadko, najwyżej raz do roku. A już na pewno nie z dnia na dzień.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    37 głosów