- No i widzi pan, jakie to skromne i ciasne... Ja myślę, że pas startowy można zrobić za autostradą, z estakadami itp. Tak robią na świecie - nowy małopolski wojewoda rozkłada przede mną w swoim gabinecie fragment nowego planu rozwoju krakowskiego lotniska. Dokument przygotowali eksperci na zlecenie spółki zarządzającej Balicami. - A tu nam proponują tanio i zgrzebnie. Żeby za dziesięć lat dorównać dzisiejszej Sewilli czy Edynburgowi, ale te miasta wtedy będą już dziesięć lat do przodu! Nasze plany muszą być bardziej śmiałe - przekonuje Stanisław Kracik z Niepołomic.
Urząd wojewody małopolskiego Kracik objął 29 października. Jak sam żartuje, jest "pozytywną ofiarą" afery hazardowej, po której swoje stanowisko stracił m.in. minister Grzegorz Schetyna. W resorcie spraw wewnętrznym jego zastępcą został były wojewoda z Krakowa Jerzy Miller. A Millera zastąpił właśnie znany dotąd Polakom z gospodarności burmistrz niewielkich Niepołomic. Po co będącemu prawie 20 lat prawdziwemu gospodarzowi bogatej gminy stanowisko rządowego urzędnika? - Wojewoda brzmi lepiej niż burmistrz, szczególnie dla krakowian. To stanowisko potrzebne jest i Kracikowi, i Platformie Obywatelskiej w przyszłorocznych wyborach prezydenckich w Krakowie. Stanisław Kracik ma być naszym kandydatem - słyszymy posła z zarządu krajowego PO.
Sam Kracik niechętnie mówi o politycznym "awansie" (do PO nie należy), przekonuje, że i jako wojewoda "może wiele". To już jednak bardziej kurtuazja, bo w Niepołomicach mógł prawie wszystko.
Coca-cola z wojskową radiolinią
Niewiele jest w Polsce miasteczek, w których mieszka ledwie 10 tys. ludzi, a znane są w całym kraju. W 1990 r., kiedy Kracik obejmował urząd, Niepołomice mogły się kojarzyć tylko z nieodległą puszczą i zamieszkującymi w niej żubrami. Dziś z mogą chwalić się dochodem 4168 zł na głowę mieszkańca (w 2008 r.), co stawia je wysoko ponad krajową średnią (2453 zł).
- Nie zaczynałem od fajerwerków. Na początku mieliśmy w urzędzie dwie zasady: "Pięć lat bez asfaltu" i "75 proc. na cegłę" - opowiada były burmistrz. Oba hasła sprowadzały się do inwestycji w oświatę. - W gminie było za mało szkół - dwie tysiąclatki i dziewięć "galicyjek" z wychodkiem na zewnątrz. Dzieciaki uczyły się na zmiany, a wieczorem - wiadomo - młodzież przyswaja 30 proc. wiadomości mniej. Uznałem, że nowe szkoły są dla mieszkańców ważniejsze niż asfaltowe drogi. Druga zasada bardzo nie podobała się nauczycielom, bo 75 proc. na cegłę to aż 25 proc. na wyposażenie szkoły. Nasze szkoły miały więc komputery chyba najwcześniej w Polsce. Nauczyciele się ich bali, ale to była dobra inwestycja - przypomina dziś Kracik.
Sam jest absolwentem Wydziału Elektrotechniki Górniczej i Hutniczej krakowskiej AGH. Pracował w Krakowskiej Fabryce Aparatów Pomiarowych jako kierownik działu i główny konstruktor. W 2001 r. skończył studia Master of Public Administration w Akademii Ekonomicznej w Krakowie i Kopenhaskiej Szkole Biznesu. Opozycja wobec prezydenta Krakowa wyciąga właśnie nazwisko Kracika, żeby pokazać, jak maleńka gmina obok miasta świetnie radzi sobie w biznesie. Niepołomice mają około 1500 zarejestrowanych podmiotów gospodarczych, ale sławę i prawdziwe pieniądze dają ci najwięksi; tak wylicza ich urząd: Coca-Cola, HMS, obecnie działający pod nazwą Staco, Oknoplast - największy w Polsce producent okien, producent karmy dla zwierząt Royal Canin, Nidec - zakład produkujący mikromechanizmy do samochodów, firma spedycyjna DHL, koncern MAN.
- W 1993 r. negocjowałem z Coca-Colą, która szukała miejsca pod swój zakład. Wśród wymagań mieli pięć linii telefonicznych. Sam miałem jeden aparat na korbkę z krakowskim numerem. No to kupiłem wojskową radiolinię na 15 numerów. To były pierwsze przenośne telefony. Pięć dostała Coca-Cola, resztę rozprzedałem innym firmom - mówi były burmistrz. W 1994 r. Kracik dogadał się z Alcatelem i miał już centralę na 5 tys. numerów.
- W Polsce było wtedy podejście, żeby inwestor miał udział w kosztach uzbrojenia terenu. Jak chce inwestować, niech przygotuje sobie plac - mówiono. Ja zadziałałem odwrotnie - przypomina.
Niepołomice przygotowały strefę inwestycyjną z kilkoma drogami dojazdowymi, z doprowadzonym prądem, gazem, własną oczyszczalnią ścieków komunalnych i przemysłowych. Dziś Niepołomicka Strefa Przemysłowa ma około 400 hektarów i jest wygodnie połączona z autostradą A4, którą można dojechać do granicy z Niemcami.
Rolniczy hostel
W roku 2006 Stanisław Kracik jako pierwszy przepłynął całą długość nowego krytego basenu w Niepołomicach. W garniturze - otwierał nową miejską inwestycję, bo razem z nowymi inwestorami w miasteczku żyło się coraz wygodniej. Gmina stawała się zresztą nową willową dzielnicą Krakowa. Krakusów przyciągało sąsiedztwo puszczy, stosunkowo niskie ceny działek i dobrzy pracodawcy.
Mocne poparcie w gminie Kracik zapewnił sobie również przez pomoc zakładom obecnym w regionie od wielu lat. - Kiedy przyszłam do firmy, zastałam m.in. pusty biurowiec. Z wykorzystywanych kiedyś ponad 20 pokoi potrzebowaliśmy trzy. Z resztą trzeba było coś zrobić - wspomina Lucyna Krom, prezes Spółdzielni Kółek Rolniczych, która dziś w biurowcu prowadzi... hostel. - Pamiętam, jak z burmistrzem chodziliśmy kilka lat temu po Niepołomicach i myśleliśmy, co zrobić z tym budynkiem. Burmistrz przyklasnął mojemu pomysłowi, potem rada zgodziła się z naszymi planami. Dziś w tygodniu zatrzymują się u nas przedsiębiorcy, a w weekendy - rodziny z miasta, bo blisko stąd do Puszczy Niepołomickiej - mówi Krom.
Obecny wojewoda małopolski podkreśla, że jako kandydat na burmistrza w kolejnych wyborach nie drukował nawet plakatów wyborczych. Ale drukował je, startując do Sejmu. Dwa razy był posłem - II kadencji z list Unii Demokratycznej, w III z Unii Wolności (ordynacja pozwalała wtedy łączyć mandat posła z funkcją burmistrza). Startował też do Senatu V kadencji z Bloku Senat 2001, bez powodzenia. Niepowodzeniem też zakończyły się jego plany kandydowania na prezydenta Krakowa w poprzednich wyborach. To zresztą historia-paradoks.
Znany w Polsce z gospodarności burmistrz został oskarżony o niegospodarność. Sprawa dotyczyła jego decyzji z początku lat 90. Po doniesieniu działaczy KPN prokuratura oskarżyła go, że w latach 1992-95 zgodził się, by samorząd przejął 49 proc. udziałów w firmie Robinson zajmującej się przetwórstwem owoców. Burmistrz miał też poręczyć w imieniu gminy weksle in blanco będące zabezpieczeniem gwarancji kredytowych dla spółki. Po bankructwie zakładu komornik ściągnął należność z gminnej kasy.
Prokuratura zarzucała też Kracikowi, że nieterminowo płacił składki pracowników na ZUS, przez co miał wyrządzić 850 tys. zł szkody. Burmistrz tłumaczył, że zaległości powstały, bo wcześniej musiał wybudować w gminie wodociąg. Został skazany na rok z zawieszeniem na dwa lata i grzywnę. A że był kandydatem PO na prezydenta Krakowa, musiał się z wyborów wycofać. Ostatecznie - już po wyborach - sąd apelacyjny zmienił wyrok. Uniewinnił Kracika od zarzutów związanych z poręczeniem weksli. Zmniejszył też o połowę wyrok pozbawienia wolności za niepłacenie składek na ubezpieczenie i zniósł grzywnę, uznając czyn burmistrza za nieumyślny.
Jego współpracownicy przyznają, że zlekceważył proces sądowy. - Machnąłem na niego ręką i trochę mnie to później kosztowało - podsumowuje Kracik. W lokalnej PO nie ma zresztą szerokiego zaplecza. Wyraźnie popiera go tylko dwójka krakowskich aktywnych radnych (Małgorzata Jantos i Bogusław Kośmider) i poseł Jarosław Gowin, ale władze krajowe partii widzą w nim skutecznego rywala obecnego prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego w przyszłorocznych wyborach.
Rozmach indywidualisty
Wiosną 2008 r. przez Polskę przetaczała się dyskusja wokół ustawy tworzącej w Polsce tzw. obszary metropolitarne. I tu Stanisław Kracik poszedł pod prąd. - To będzie otwarcie puszki Pandory - mówił wtedy "Gazecie", przestrzegając przed tworzeniem "supermiast". - Przecież w tak dużym gronie złożonym z wielu gmin wypracowanie racjonalnego stanowiska, które satysfakcjonowałoby wszystkich, jest z definicji nierealne. Decyzja o powołaniu tak dużego organizmu to jak szlifowanie lufy armaty, nie mając pocisku, który można by do niej włożyć - mówił.
Ustawy nie ma. Kracik jest wojewodą.
- Po co wielkie lotnisko w Krakowie? - pytam.
Stanisław Kracik z uśmiechem: - Trzeba mieć wyobraźnię, to najważniejsze. Chińczycy są coraz bogatsi. Zobaczy pan, za kilka lat będzie ich u nas lądować i 10 mln rocznie. Jak będzie gdzie.