Agata Nowakowska, Dominika Wielowieyska: Gdzie będzie pan pobierał emeryturę?
Jacek Rostowski: Część emerytury będę pobierał w Polsce, bo od trzech lat jestem rezydentem.
Jest pan w OFE?
- Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że tak.
Niekoniecznie, mógł pan zostać tylko w ZUS.
- Szczerze mówiąc, nie pamiętam, jak prawdopodobnie większość ludzi.
Gdy pierwszy raz pańska składka spływa do systemu emerytalnego, trzeba dokonać wyboru, czy zostaje pan w ZUS, czy dzieli pan składkę. Dopiero osoby urodzone po 1968 r. są obowiązkowo w OFE.
- Ja urodziłem się zdrowo przed 1968 r. (śmiech). Ale powiem Paniom tak: najwięcej zainwestowałem w to, co nazywam czwartym filarem, czyli w edukację dzieci i w dobre stosunki z nimi. Jest to najlepszy "fundusz emerytalny", bo wymyślony przez Pana Boga.
Czyli stawia pan raczej na emeryturę angielską. A gdyby tak premier Gordon Brown zaczął nagle gmerać przy pańskiej emeryturze? Przecież finanse Wielkiej Brytanii także są w opłakanym stanie.
- Gdyby zmieniał na lepsze, nie miałbym nic przeciwko.
Pytanie czy na lepsze.
- OFE dostają dziś składkę w wysokości 7,3 proc. wynagrodzenia pracownika. Do 40 proc. tej składki inwestują w akcje, a 60 proc. w dług publiczny. Po prostu kupują od państwa obligacje. I każą za coś, co naprawdę nie wymaga wielkiego wysiłku, płacić przyszłym emerytom 7 proc. prowizji na wejściu i od 0,38 do 0,54 proc. co roku za tzw. zarządzanie. Co prawda od przyszłego roku, dzięki inicjatywie rządu ta prowizja na wejściu zmniejszy się do 3,5 proc., ale i tak uważam, że jest to za dużo.
OFE twierdzą, że już tu mija się pan z prawdą, bo nie ma przymusu inwestowania 60 proc. składki do OFE w zakup obligacji.
- Zgodnie z prawem OFE mogą maksymalnie inwestować w akcje oraz inne papiery 40 proc. składki. Czyli metodą wykluczenia, co najmniej 60 proc. muszą inwestować w dług publiczny. Jeśli ktoś czepia się słów, to niech popatrzy sobie na efekt.
Nie ma przymusu kupowania obligacji skarbu państwa, tylko w ogóle obligacji. OFE mogą sobie kupić obligacje miejskie, firmowe o odpowiednim ratingu.
- Tak, ale takiego alternatywnego długu o wymaganej jakości w Polsce prawie nie ma. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że dziś OFE aż 70 proc. składki zainwestowały w dług publiczny.
Pan chce by do OFE trafiało tylko 3 proc. składki, resztą ma "zająć się" ZUS. To rozbój, zabieracie nam nasze pieniądze - woła wielu przyszłych emerytów.
- Nikomu nic nie zabieramy. Proponujemy z minister pracy Jolantą Fedak, by OFE dostawały 3-proc. składkę. To tyle ile dzisiaj mogą inwestować w akcje. Pozostała część (4,3 proc.), która jest w praktyce obowiązkowo inwestowana w obligacje, byłaby odkładana w ZUS na indywidualnych kontach. Będzie tam jako księgowy ekwiwalent obligacji. Państwo zobowiąże się do waloryzowania tego zapisu przeciętną rentownością obligacji. Zysk dla przyszłego emeryta z tej części składki będzie taki sam jak dotąd: OFE dawały mu zysk w postaci oprocentowania obligacji i od ZUS dostanie tyle samo. Dodatkowo emeryt zaoszczędzi na niebagatelnych przecież prowizjach i opłatach za zarządzanie.
Zgłosił pan te propozycję z minister Fedak. A co na to minister Michał Boni, który współtworzył reformę emerytalną?
- Zachowuje się bardzo lojalnie, choć może ma wątpliwości. Doceniam to.