Od Polski koncern General Motors zaczął konsultacje z rządami państw UE i swoimi pracownikami na temat przyszłości zakładów
Opla. Wczoraj na rozmowy z wicepremierem, ministrem gospodarki Waldemarem Pawlakiem o przyszłości gliwickich zakładów tej firmy przyleciał do Warszawy szef GM Europe Nick Reilly, brytyjskiego pochodzenia menedżer od lat związany z amerykańskim koncernem. Reilly objął to stanowisko po Carlu-Peterze Forsterze, który zrezygnował, kiedy GM dwa tygodnie temu postanowił, że nie sprzeda Opla konsorcjum austriacko-kanadyjskiej firmy Magna i rosyjskiego banku Sbierbank.
- Plan restrukturyzacji Opla przedstawimy w najbliższych tygodniach, na pewno do końca roku. Ale szczegółów nie mogę dziś przedstawić, bo jeszcze mogą się zmienić w zależności od wyników rozmów z rządami państw, w których są zakłady Opla, i naszymi pracownikami - powiedział "Gazecie" Reilly. Nie krył przy tym, że sanacja Opla pociągnie za sobą zwolnienia i likwidację zbędnego majątku. - Nasze koszty są zbyt wysokie, a potencjał produkcyjny za duży - stwierdził Reilly.
Sanacja Opla to szansa na rozwój fabryki w Gliwicach, które mają być jednym z głównych europejskich ośrodków produkcji nowej wersji modelu Astra. - Tak już się dzieje. Na początku listopada zaczęliśmy produkować nową Astrę w Gliwicach. Spodziewamy się dużego popytu na ten
samochód i zakład w Gliwicach będzie z pewnością ważnym ośrodkiem dostaw nowej Astry do naszej sieci sprzedaży. Fabryka w Gliwicach zasługuje, by ją uczciwie traktować. Dowiodła swojej wartości pod względem wydajności, konkurencyjności i jakości. Jest dla nas ważna w długofalowej perspektywie - stwierdził Reilly. Dodał, że także fabryka silników Diesla do opli w Tychach działa w ramach Opla, ale konkretnych planów nie ujawnił.
Ogłaszając rezygnację ze sprzedaży Opla, GM zapowiedział, że na sanację swoich europejskich zakładów będzie potrzebować 3,3 mld euro wsparcia od państw UE. To o jedną trzecią mniej niż rząd Niemiec obiecywał dać na Opla, jeśli kontrolę nad tą firmą przejmie konsorcjum Magna/Sbierbank. Jednak wczoraj Armin Schild, wpływowy przedstawiciel niemieckiej centrali związkowej IG Metall, twierdził w tygodniku "Wirtschaftswoche", że GM będzie potrzebował na Opla 6 mld euro pomocy. - Wcześniej agencja
Moody's oceniała, że będziemy potrzebować więcej. Ale my już powiedzieliśmy, ile plus minus będziemy potrzebować - ucina Reilly.
Wsparcie dla zakładów w Gliwicach było jednym z tematów wczorajszych rozmów szefa GM Europe w Ministerstwie Gospodarki. - Polski rząd postawił sprawę jasno, że jakiekolwiek poparcie w uzyskaniu przez fabrykę w Gliwicach bezpośredniego finansowania albo gwarancji kredytowych dla banków komercyjnych musi być całkowicie zgodne z przepisami UE i z polskim prawem. Nie wprowadzą żadnych specjalnych, nowych przepisów. Rozumiemy to i w pełni akceptujemy - powiedział "Gazecie" Reilly.
Dyrektor Mirosław Lewiński odpowiedzialny w Ministerstwie Gospodarki za polskie zakłady Opla powiedział "Gazecie", że na spotkaniu z Reillym resort gospodarki przedstawił tę samą ofertę pomocy dla Gliwic, którą wcześniej deklarowano w piśmie do rządu Niemiec w razie przejęcia Opla przez Magna/Sbierbank.
Tymczasem GM coraz szybciej staje na nogi po zakończonym w lipcu 40-dniowym bankructwie. Wczoraj GM ogłosił, że od zakończenia bankructwa do końca września miał 1,15 mld dol. straty netto, ale jego finanse już tak się poprawiły, że do końca listopada spłaci ostatnią ratę 400 mln euro pożyczki rządu Niemiec dla Opla. A w grudniu GM zacznie spłacać 8,1 mld dol. pożyczonych od rządów
USA i Kanady. Te pożyczki koncern chce spłacić w dwa lata, a być może nawet w lipcu przyszłego roku - pięć lat przed terminem. Szef GM Fritz Henderson nie wykluczył wczoraj, że w drugiej połowie 2010 r. koncern może przeprowadzić ofertę publiczną i wrócić na Wall Street.