Biznes Ludzie Pieniądze

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum Wiadomości gospodarcze

Jedne banki idą na łowy, inne liżą rany

Nina Hałabuz
2009-11-16, ostatnia aktualizacja 2009-11-16 22:34

Firmy nie oddają bankom już co dziesiątej pożyczonej złotówki. Klienci, którzy brali szybkie kredyty - co czwartej. Nie wszystkie banki cierpią po równo. Te, które ostrożnie udzielały kredytów, dziś ruszają do ofensywy. Reszta liże rany i zwalnia

Pekao SA
Fot. Agencja Gazeta
Pekao SA
SERWISY
Co łączy BZ WBK, ING Bank Śląski i Pekao? Po pierwsze, zarobiły więcej, niż prognozowali analitycy domów maklerskich - BZ WBK w III kwartale miał 264 mln zł zysku, ING - 210 mln zł, a Pekao - ponad 620 mln zł. Po drugie - jak twierdzą analitycy - te banki od lat ostrożnie pożyczały, z rezerwą podchodziły do walutowych kredytów hipotecznych. Dlatego kryzys łagodniej się z nimi obchodzi.

Teraz szykują się do walki o rynek. - Firmom wyczerpały się zapasy i wkrótce będą musiały zacząć je odbudowywać. A to zwiększy popyt na kredyt - mówi Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK. Jego bank podpisał umowę z Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju o linii kredytowej dla małych i średnich firm. - W styczniu powinniśmy podpisać kolejną, tym razem z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym. Dzięki temu będziemy mogli zaproponować przedsiębiorcom tańsze kredyty - dodaje.



PKO BP, z którym kryzys też obszedł się łagodnie (zarobił blisko 640 mln zł, specjaliści z domów maklerskich oczekiwali 566 mln zł), podbija rynek kredytów. - Od nas pochodzi co druga pożyczana firmom złotówka - podkreśla prezes Zbigniew Jagiełło.

Kryzys obnażył słabości banków, które w poprzednich latach prowadziły zbyt agresywną politykę kredytową. Millennium, do zeszłego roku lider w pożyczkach walutowych, zakończył wrzesień z 66 mln zł straty. Zanim będzie mógł myśleć o nowej akcji kredytowej, musi zdobyć świeży kapitał. Już zapowiedział, że na początku 2010 r. wyemituje nowe akcje, dzięki którym zamierza zebrać od akcjonariuszy 1 mld zł. Od początku roku Millennium gwałtownie szukał oszczędności, głównie tnąc zatrudnienie - pracę straciło ponad 800 osób. Bank nie przeprowadził zwolnień grupowych, większość pracowników sama zrezygnowała z pracy po zarzutach, że w nieetyczny sposób sprzedawali bankowe usługi.

Słabiej, niż oczekiwali analitycy, poradził sobie też Kredyt Bank. Podobnie jak Millennium tnie zatrudnienie - z banku odeszło już 800 osób, a do końca roku liczba zwolnionych ma sięgnąć 1000.

W sumie Millennium i Kredyt Bank odpowiadają za jedną trzecią zwolnień w całym sektorze finansowym, w którym pracę straciło w sumie 4,7 tys. osób.

Klienci z ulicy nie płacą

Wszystkie banki zmagają się z lawiną złych kredytów, których wartość od początku roku skoczyła z 26,6 do 42,6 mld zł. Żeby się przed nimi zabezpieczyć, do września zawiązały 15,5 mld zł rezerw. Przedsiębiorcy mają problem z oddaniem już co dziesiątej pożyczonej złotówki. Piętą achillesową okazały się jednak drogie kredyty konsumpcyjne udzielane klientom, często bez wymagania zaświadczenia o dochodach. Założenie było takie: pożyczamy pieniądze tak drogo, że nawet jeśli nie odzyskamy co dziesiątego kredytu, to i tak wyjdziemy na swoje. Problem w tym, że szybkie pożyczki okazały się trudniejsze do odzyskania, niż się to bankierom wydawało. W nieoficjalnych rozmowach przyznają, że wśród tzw. klientów z ulicy, czyli takich, którzy przyszli tylko po pożyczkę, odsetek złych kredytów sięga 25 proc.!

Maciej Bardan, prezes Kredyt Banku, który w III kw. z powodu ryzykownych pożyczek musiał zawiązać rezerwy na 156 mln zł, przyznaje, że udzielając szybkich kredytów, banki opierały się na błędnych założeniach: - W sektorze consumer finance zakładano, że nieważne jest to, ile ktoś zarabia, tylko to, czy chce spłacać, bo szara strefa jest duża, więc jakoś spłacą. To zaprowadziło nas wszystkich w ślepą uliczkę.

Koniec wojny o depozyty

Mniej kredytów, wysokie ryzyko kredytowe, niskie stopy procentowe - to wszystko sprawia, że batalia o nasze oszczędności wygasa. PKO BP, który rok temu rzucił konkurentom wyzwanie, oferując półtoraroczną lokatę (którą kontrowersyjnie promował pod hasłem 10,5 proc., chociaż faktyczne roczne oprocentowanie wynosiło tylko 7 proc.), teraz nie zamierza powtarzać ofensywy. - Nie zamierzamy być liderem dyktującym ceny depozytów. Chcemy zachować równowagę między zadowoleniem klientów i korzyścią akcjonariuszy - podkreśla Zbigniew Jagiełło.

Marcin Materna z DM Millennium tłumaczy, że w przyszłym roku banki nie będą musiały już tak agresywnie walczyć o oszczędności klientów, bo będą miały atrakcyjną alternatywę: - Za granicą rośnie popyt na obligacje korporacyjne, a wielu inwestorów chętnie kupi obligacje polskich banków.

Chcesz otrzymywać najnowsze wiadomości gospodarcze?

Zamów newsletter!

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4

3 głosy

Rynki

Indeksy
WIG20
WIG20