Piotr Miączyński, Leszek Kostrzewski: W sobotę opisaliśmy w "Gazecie", jak oszuści polują na zdesperowanych przedsiębiorców, którzy w kryzysie popadli w długi. Do kilku firm, które ogłaszają w internecie, że kupują zadłużone spółki, wysłaliśmy zgłoszenie: "Chcemy sprzedać spółkę zadłużoną na ponad pół miliona. Mamy na karku wierzycieli, którzy zaraz pójdą do sądu. Do tego dochodzą długi w ZUS i skarbówce. Kupicie ją od nas?". Odpowiedzieli, że owszem, kupią, jeśli zapłacimy im 15-35 tys. zł. Jacek Świeca, radca prawny kancelarii Kalwas i wspólnicy: Często spotykam takie sytuacje, zwłaszcza w przypadku spółek z o.o., czyli z ograniczoną odpowiedzialnością. Klienci skarżą się, że zostali oszukani, bo próbowali prowadzić interesy ze spółką, która nie tylko okazała się niewypłacalna, ale po pewnym czasie została sprzedana dalej.
Potencjalni kupujący zapewniali: wszystkie długi bierzemy na siebie, na jutro możemy się umawiać do notariusza. - To tylko pozory. Jeżeli spółka traci płynność finansową, członkowie zarządu powinni złożyć wniosek o upadłość. Jeśli ktoś mimo wielkiego zadłużenia sprzedaje taką spółkę, narusza prawo upadłościowe. Za to grozić może do roku więzienia.
Sprzedaży towarzyszy zazwyczaj oszukańczy transfer majątku. Stary właściciel sprzedaje to, co sprzedać się da, albo przenosi własność co cenniejszych rzeczy na rodzinę i znajomych. To jest złamanie art. 300 kodeksu karnego. Grozi za to kara pozbawienia wolności nawet do ośmiu lat.
Wierzyciele mogą też skorzystać z instytucji tzw. skargi pauliańskiej. Mogą domagać się przed sądem unieważnienia umów przenoszących majątek spółki, czyli tego transferu majątku. Dodatkowo na podstawie art. 59 kodeksu cywilnego wierzyciele mogą się również domagać unieważnienia samej umowy sprzedaży spółki.
Co grozi nabywcy? - Zgodnie z prawem jest odpowiedzialny razem ze sprzedającym za długi do wartości spółki. To tzw. odpowiedzialność solidarna. Wierzyciel może domagać się spłaty długów zarówno od kupującego, jak i sprzedającego. Do wyboru.
Nabywcy oficjalnie nie mają nic. Kiedy jednego z nich komornik sprawdził w urzędzie skarbowym, okazało się, że w ciągu pięciu lat nie zarobił ani złotówki. Nic nie posiada, nie ma uposażenia, mimo że jest prezesem ponad 160 spółek. Niektóre z jego firm są za to zarejestrowane w miejskim szalecie. - W takim przypadku wierzyciele, komornicy,
windykatorzy będą ścigać poprzedniego właściciela spółki.
A on twierdzi, że odpowiada tylko do wysokości jego udziałów w spółce. Pat? - W polskim prawie, owszem, obowiązuje zasada, że udziałowcy spółki opowiadają tylko do wysokości udziału. Ale od tej zasady są wyjątki. Właściciele spółek z o.o. są z reguły ich członkami zarządu. Przy takiej transakcji, czyli przy zbyciu zadłużonej firmy, mimo że powinni złożyć wniosek o upadłość, członkowie zarządu odpowiadają za długi osobiście.
Czyli? - Całym swoim majątkiem.