Biznes Ludzie Pieniądze

Nie daj się wpisać na czarną listę nierzetelnych dłużników!

Maciej Samcik
17.11.2009 , aktualizacja: 17.11.2009 16:51
A A A Drukuj
Masz kłopot ze spłatą rat kredytu? Koniecznie zgłoś się do banku i negocjuj. Zrób wszystko, by nie trafić na czarną listę złych dłużników. Co ci grozi, gdy się już na niej znajdziesz?


Jeśli z powodu utraty pracy, choroby albo po prostu nierozsądnego zaciągania drogich kredytów ledwo wiążesz koniec z końcem, zaś na raty kredytów idzie już więcej niż połowa twojej pensji, powinieneś koniecznie coś z tym zrobić. I to od razu, nie czekając na to, aż zabraknie ci pieniędzy na spłatę rat kredytów, czynszu dla spółdzielni mieszkaniowej czy rachunków za telefon.

Wystarczy bowiem, że przez trzy miesiące nie będziesz regulował stałych płatności, a wystawca rachunków może cię zgłosić na tzw. listę złych dłużników. Co to takiego i jakie konsekwencje ci grożą, jeśli się na niej znajdziesz? Jak się z niej wypisać i czy trzeba za to płacić? Jak sprawdzić, czy jesteś na takiej czarnej liście? O tym czytaj w naszym dzisiejszym poradniku.

Czytaj też: Sposób na kryzys: wciskać drogie kredyty i niczym się nie przejmować

1. Kredyt dusi? Idź do banku

Nawet jeśli jeszcze spłacasz raty terminowo, ale przewidujesz spadek swoich dochodów, koniecznie zawiadom o tym banki, w których wziąłeś kredyty. I zaproponuj zmianę umowy. W każdej chwili masz prawo to zrobić - umowa wcale nie musi być spisana raz na zawsze. Czasy są tak trudne, że banki zdają sobie z tego sprawę i coraz chętniej rozmawiają o tzw. restrukturyzacji kredytu.

Podobnie powinieneś zareagować, jeśli widzisz, że nie masz pieniędzy na opłacanie czynszu za mieszkanie, czy rachunku za telefon. Idź do spółdzielni, firmy telekomunikacyjnej, dostawcy prądu lub gazu i poinformuj o kłopotach finansowych. Poproś o odroczenie terminu zapłaty lub zaproponuj, że przez pewien czas będziesz płacił np. tylko jedną trzecią należności. Wierzyciel będzie widział, że nie uchylasz się od obowiązku zapłacenia rachunku, ale po prostu nie masz teraz pieniędzy.

Jeśli masz kredyt hipoteczny i straciłeś pracę, możesz zwrócić się o rządową pożyczkę. Mając w ręku zaświadczenie o przyznaniu zasiłku dla bezrobotnych i kwitek z banku, że rata twojego kredytu wynosi tyle a tyle, możesz zgłosić się do rejonowego urzędu pracy i poprosić, żeby przez rok twój kredyt spłacało państwo. Rząd maksymalnie pokryje do 1200 zł, ale nie jest to bezzwrotna pomoc - pieniądze musisz zwrócić w ciągu ośmiu lat w ratach (ale przez dwa lata obowiązuje karencja, masz więc sporo czasu, by finansowo stanąć na nogi).

Czytaj też: Bankowi doradcy do klientów: ryzykujcie jak najbardziej!

Czytaj też: Kredyty konsolidacyjne: wielki kant?

Wszystkie nasze rady podporządkowane są temu, żebyś - nawet mając wielkie kłopoty finansowe - uniknął wpisania na czarną listę dłużników.

2. Co to takiego ta czarna lista?

Jeśli masz zaległe płatności, nie tylko z tytułu kredytów, ale też z tytułu innych niezapłaconych rachunków, możesz trafić na jedną z list nierzetelnych dłużników. Prowadzą je tzw. biura informacji gospodarczej (tzw. BIG-i). To prywatne przedsiębiorstwa, które zbierają dane o nierzetelnych płatnikach i sprzedają te informacje firmom oraz osobom prywatnym, które chcą wiedzieć, czy ich partner w interesach jest rzetelny.

Za możliwość sprawdzenia w bazie danych, czy dana osoba lub firma są na czarnej liście, chętnie płacą np. przedsiębiorcy przed podpisaniem ważnego kontraktu, banki przed udzieleniem kredytu, a coraz częściej także osoby prywatne, które chcą sprawdzić, czy np. partner w nowo zakładanej spółce nie ma za uszami jakichś grzeszków. W Polsce są trzy takie instytucje prowadzące bazy danych nierzetelnych płatników. To Krajowy Rejestr Długów (KRD), InfoMonitor oraz Europejski Rejestr Informacji Finansowej (ERIF).

Czytaj też: Prowizja za debet: tykająca bomba zegarowa

3. Co grozi za wpis na czarną listę?

Konsekwencje mogą być różne, wszystko zależy od tego, czy ktoś kupi w biurze informacji gospodarczej dane o tym, że masz jakieś niespłacone długi. Jeśli np. chcesz zaciągnąć szybki kredyt gotówkowy, a bank - pechowym zbiegiem okoliczności - ma podpisaną umowę z jakimś BIG-iem, to może ci tego kredytu odmówić. Podobnie może postąpić np. firma telekomunikacyjna, jeśli będziesz chciał kupić telefon na abonament. Sprzedawca może uznać, że "zasłużyłeś" tylko na pre-paida, bo nie ma gwarancji, że będziesz płacił rzetelnie abonament. Jeśli np. chcesz wynająć mieszkanie, a jego właściciel dowie się z czarnej listy, że masz jakieś długi, może nie chcieć podpisać z tobą umowy i poszukać pewniejszego lokatora.

Oczywiście to tylko czarny scenariusz. Nawet jeśli trafisz na czarną listę, możesz nie ponieść żadnych konsekwencji. Nie wszystkie firmy sprawdzają swoich klientów w BIG-ach. A jeśli nawet, to zwykle mają podpisane umowy z jednym z nich. A twój dług może być zarejestrowany akurat w innej bazie. Nie zmienia to faktu, że lepiej na żadną taką listę nie trafić, bo nigdy nie wiadomo, kiedy wiadomość o twoich kłopotach w spłacaniu długów może wyjść na światło dzienne.

4. Czy za każdy rachunek trafię na czarną listę?

Oczywiście nie. To, czy bank, spółdzielnia mieszkaniowa, operator telekomunikacyjny, dostawca prądu lub gazu wpisze cię na czarną listę dłużników, zależy od tego, czy ma podpisaną umowę o współpracy z przynajmniej jednym BIG-iem. Takie umowy ma jednak coraz więcej dużych firm, bo dzięki temu można nie tylko wpisywać swoich dłużników do prowadzonego przez BIG rejestru, ale też po ulgowej cenie sprawdzać, czy dana osoba znajduje się w bazie.

5. Tu BIG, tam BIK. Która lista gorsza?

Niektórzy mylą biura informacji gospodarczej z Biurem Informacji Kredytowej (BIK) prowadzonym wspólnie przez banki. BIK zbiera informacje tylko z banków i tylko o twoich kredytach. Zarówno tych spłaconych w terminie, jak i tych zaległych. Baza BIK liczy kilkadziesiąt milionów informacji, są tam dane nawet o kredytach, które zaciągnąłeś pięć czy siedem lat temu. Z tego względu niezbyt chlubna historia w BIK może być bardziej niebezpieczna niż obecność na czarnej liście, bo nawet niespłacany terminowo kredyt sprzed wielu lat może zaważyć na decyzji kredytowej banku, jeśli zgłosisz się po kredyt dziś. Z drugiej jednak strony BIK to typowo bankowa baza danych - nie ma tam informacji o tym, czy rzetelnie płacisz rachunki za mieszkanie, telefon, prąd czy gaz.

6. W BIG-ach nie ma samowolki, ale...

Na żadną z trzech prowadzonych przez BIG-i czarnych list nierzetelnych dłużników nie trafisz bez powodu. BIG-i podlegają ścisłej kontroli państwa, ich działalność reguluje specjalna ustawa. Nie ma więc mowy o tym, by któryś z BIG-ów wpisał do bazy dłużnika tylko z powodu widzimisię banku lub firmy telekomunikacyjnej. Każdy BIG ma obowiązek dokładnie sprawdzić zgłoszenie firmy, która prosi o wpisanie swojego dłużnika na listę, pod kątem wymogów formalnych.

Żeby zostać wpisanym na listę dłużników, konsument musi zalegać przez 60 dni z kwotą co najmniej 200 zł. Nie ma więc mowy o tym, żebyś trafił na listę za jakąś groszową zaległość albo za spóźniony o tydzień rachunek. Zanim BIG wpisze cię na listę, jest zobowiązany przekazać ci z miesięcznym wyprzedzeniem ostrzeżenie na piśmie. Dostaniesz więc list z informacją, że BIG dostał od takiego a takiego wierzyciela wniosek o wpisanie ciebie na listę złych dłużników. Od tego momentu masz 30 dni na zapłacenie zaległego długu. Jeśli to zrobisz, BIG zapomina o sprawie.

Czy można trafić na czarną listę z powodu pomyłki? Niestety, można. Każdy BIG sprawdza wniosek wierzyciela tylko pod względem formalnym. To znaczy ustala, czy wartość zgłoszonego długu przekracza 200 zł i czy zadłużenie ma przynajmniej dwumiesięczny "staż". BIG-i nie sprawdzają, czy zgłoszenie jest zgodne z prawdą. Niestety, nie można więc wykluczyć, że jakiś bank albo operator telekomunikacyjny zgłosi do bazy klienta przez pomyłkę.

Jeśli więc dostałeś list z BIG-u, że ktoś chce cię wpisać na czarną listę, a nie masz żadnych przeterminowanych długów, czym prędzej zgłoś się do biura obsługi klienta firmy, która zgłosiła cię do BIG-u, i poproś o skorygowanie błędu.

7. Jak długo będziesz na liście?

Sprawą, wokół której narosło wiele mitów i która rozgrzewa fora internetowe, jest kwestia czasu, przez który BIG-i przechowują dane historyczne. Dobra wiadomość: jeśli uregulowałeś dług, twoje dane muszą zniknąć z BIG-u. Warto jednak sprawdzić, czy wierzyciel tego dopilnował - ma na to 14 dni od spłaty zadłużenia. Jeśli tego nie zrobi, grozi mu grzywna w wysokości 30 tys. zł. Raz na pół roku możesz bezpłatnie sprawdzić w dowolnym BIG-u swój status.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy