Biznes Ludzie Pieniądze

Szczyt UE - Rosja pod znakiem obaw przed gazowym kryzysem

Andrzej Kublik
17.11.2009 , aktualizacja: 17.11.2009 21:32
A A A Drukuj
Obawy o stabilność dostaw energii zdominują kolejny szczyt UE - Rosja. To skutek propagandy Moskwy, która od trzech tygodni groziła Europie nowym kryzysem w tranzycie gazu przez Ukrainę.
Omawianie wspólnych działań w czasie kryzysu gospodarczego i działania na rzecz ochrony klimatu - to jedne z głównych tematów szczytu UE - Rosja, który odbędzie się w środę w stolicy Szwecji kierującej obecnie UE. - Relacje UE - Rosja nie są teraz kwitnące, nie ma więc wielkich oczekiwań co do wyników szczytu - powiedziała Carolin Vendil-Powell ze Szwedzkiej Agencji Studiów nad Obronnością, cytowana przez agencję AP.

Obserwatorzy szczytu będą jednak czekać, czy rozmowy szefa Komisji Europejskiej José Manuela Barrosa z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem dadzą impuls do wznowienia negocjacji w sprawie nowego traktatu UE - Rosja zamrożonych po wojnie Rosji z Gruzją w sierpniu 2008 r. Nazajutrz po szczycie z Rosją w Sztokholmie odbędzie się szczyt przywódców państw UE, którzy mają wybrać stałego przewodniczącego Rady Europejskiej, szefa unijnej dyplomacji oraz sekretarza generalnego Rady UE. Będą oni mieli wielki wpływ na europejską politykę zagraniczną już od grudnia, kiedy wejdzie z życie reforma UE uzgodniona w traktacie lizbońskim.

Kluczowym tematem rozmów liderów UE i Rosji w Sztokholmie będzie jednak współpraca energetyczna. Zadbał o to premier Rosji Władimir Putin, który od trzech tygodni ostrzegał, że najbliższej zimy Europa może mieć znowu problemy z dostawami gazu transportowanego przez ukraińskie rury, bo Kijów ma problemy z zapłatą za rosyjski gaz. Najpierw Putin zapowiadał, że Ukraina może już na początku listopada nie zapłacić Gazpromowi rachunku za surowiec dostarczony w październiku. Wtedy Gazprom mógłby zażądać karnych opłat od Kijowa, a to mogłoby zakłócić stabilny tranzyt gazu na Zachód. Kiedy Kijów zapłacił ten rachunek w terminie, korzystając z pieniędzy przyznanych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Putin zaczął ostrzegać przed kłopotami Ukrainy w następnych miesiącach.

Wizja kolejnego gazowego konfliktu na Wschodzie jest koszmarem dla UE po gazowym konflikcie w styczniu br. Wtedy Gazprom pierwszy raz w historii, i to aż na trzy tygodnie, wstrzymał tranzyt przez Ukrainę do UE, aby wymusić od Kijowa zgodę na drastyczną podwyżkę opłaty za gaz. Przez Ukrainę płynie tranzytem 80 proc. gazu eksportowanego z Rosji do UE i surowiec ten zaspokaja prawie jedną czwartą europejskiego zapotrzebowania.

Putin domagał się od UE, aby dała Ukrainie pieniądze na import gazu z Rosji. UE odmówiła. Ale ambasador Rosji przy UE Władimir Czyżow zapowiedział, że Moskwa na szczycie w Sztokholmie wróci do tematu. - Apelujemy do UE, aby wzięła aktywny udział w działaniach prewencyjnych, takich jak wsparcie finansowe, które zagwarantują stabilny tranzyt energii przez Ukrainę - powiedział Czyżow dziennikarzom w piątek.

Moskwa nie nakłoniła Brukseli do sponsorowaniu importu rosyjskiego gazu przez Ukrainę, ale za to Rosjanie odnieśli inne sukcesy.

Dwa tygodnie temu tego samego dnia rządy Szwecji i Finlandii zgodziły się, aby na wodach tych państw na Bałtyku zdominowane przez Gazprom konsorcjum Nord Stream ułożyło gazociąg z Rosji do Niemiec, omijając państwa UE w Europie Środkowej. Zdaniem analityków zgoda Szwecji i Finlandii przesądza o budowie Nord Streamu.

Moskwa zakończyła też polityczne negocjacje w sprawie budowy bliźniaczego wobec Nord Streamu gazociągu South Stream. Ta rura przez Morze Czarne ma dostarczać rosyjski gaz do Europy Południowej i Środkowej, zatwierdzając monopol Gazpromu na obszarze byłego bloku wschodniego.

W ostatnią sobotę porozumienie z rządem Rosji o współpracy przy South Streamie podpisał rząd Słowenii, a wcześniej takie umowy Rosja zawarła z Bułgarią, Serbią, Węgrami i Grecją. Wczoraj w Szwajcarii złożono dokumenty do rejestracji spółki Gazpromu i serbskiej firmy Srbijagas, która zajmie się budową i eksploatacją serbskiego odcinka South Streamu - głównego ogniwa w drodze do Europy Środkowej. W spółce z Serbami Gazprom ma kontrolny pakiet 51 proc. akcji, podczas gdy w spółkach z partnerami South Streamu z państw UE rosyjski koncern ma tylko 50 proc. I tylko spółkę z Serbami Gazprom rejestruje w Szwajcarii zamiast w kraju, przez który przejdzie rura. To wszystko sugeruje, że serbski odcinek South Streamu będzie działać na szczególnych warunkach, odgrywając rolę kurka Gazpromu w dostawach do Europy Środkowej.

W poniedziałek w Moskwie komisarz UE ds. energii Andris Piebalgs i rosyjski minister energetyki Siergiej Szmatko podpisali memorandum o stworzeniu mechanizmu wczesnego ostrzegania przed kryzysami w dostawach gazu, ropy i elektryczności. Według dziennika "Wiedomosti" ustalenia z tego porozumienia nie mają jednak mocy wiążącej umowy międzynarodowej i są tylko wyrazem dobrej woli sygnatariuszy.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy