- Być może w przyszłości Gazprom będzie mógł dostarczać LNG do Singapuru - powiedział Choo Chian Beng, który brał udział w spotkaniu biznesmenów z Singapuru z prezydentem Rosji Dmitrijem Miedwiediewem. Choo dodał jednak, że o umowie z rosyjskim koncernem będzie można mówić dopiero wtedy, kiedy wygaśnie kontrakt, który daje wyłączność na dostawy LNG do Singapuru brytyjskiemu koncernowi BG. Choo nie ujawnił, kiedy to się stanie.
W czerwcu br. BG podpisało umowę z władzami Singapuru na dostawę przez 20 lat 3 mln ton LNG (4,5 mld m sześc.) rocznie. Koncern Keppel wykorzystuje ten surowiec w swojej elektrowni. Władze Singapuru zezwoliły już na jej rozbudowę z 500 do 1 400 MW i po zrealizowaniu inwestycji Keppel będzie potrzebować dodatkowych dostaw gazu.
Gazprom nie kryje, że bardzo zależy mu na umowie. - Singapur to dla nas brama do regionu Azji-Pacyfiku - powiedział Aleksander Miedwiediew, wiceprezes Gazpromu odpowiedzialny za
eksport.
Na początku br. Rosjanie zaczęli eksportować gaz z pierwszych w Rosji, a zarazem największych na świecie zakładów LNG na Sachalinie. Zakłady wybudował brytyjsko-holenderski Shell, ale potem pod groźbą zablokowania inwestycji przez władze Rosji, odstąpił Gazpromowi kontrolę nad nimi. Część gazu z Sachalina Rosjanie zamierzali eksportować do
USA, ale po kryzysie ceny gazu na tamtejszym rynku gwałtownie spadły i nie opłaca się eksportować LNG do Ameryki.
Nie jest pewne, czy Gazprom zarobi na dostawach LNG do Singapuru. Znany rosyjski analityk Michaił Korczemkin przypomniał w dzienniku "Kommiersant", że w tym roku za 1000 m sześc. gazu dostarczanego w postaci skroplonej
Chiny płacą 140-150 dol. i z takimi cenami - dwa, trzy razy niższymi niż w Europie - musi się liczyć także Gazprom.