Przed mundialem w Niemczech w 2006 r. i piłkarskim Euro w Austrii i Szwajcarii dwa lata później reklamy portali bukmacherskich wręcz biły po oczach. Na billboardach pojawił się m.in. najlepszy wtedy polski piłkarz Maciej Żurawski. I nikt nie przejmował się formalnym zakazem reklamy jakichkolwiek przedsięwzięć hazardowych, bo nie groziła za nią jakakolwiek kara.
Zachęceni e-bukmacherzy poczynali sobie coraz śmielej - maltański Expekt został sponsorem polskiej reprezentacji piłkarskiej, również maltański Unibet - sponsorem I ligi, a gracze Lecha
Poznań grają z logo Betclic na koszulkach. W sumie polskie kluby sportowe dostają od e-bukmacherów ok. 50 mln zł rocznie. "Twarzą" Betclica w internecie jest znany dziennikarz sportowy Mateusz Borek. Reklamują się także internetowe kasyna. -
Polska była dla tych firm atrakcyjnym rynkiem, bo tu prawo nie nadążało za biznesem. Na początku działy prawne największych portali patrzyły na takie zlecenia niechętnie, ale gdy okazało się, że najwięksi gracze mają do wydania nawet po 3 mln zł rocznie, opór szybko zelżał - opowiada pracownik jednego z największych domów mediowych w Polsce.
Według Marcina Woźniaka z firmy Next należącej do domu mediowego Starcom i zajmującej się planowaniem kampanii reklamowych w sieci najwięcej na reklamę w internecie wydają serwisy bukmacherskie. - Twardych danych nie ma, nikt tego nie monitorował, a wahania w tej branży są ogromne - zastrzega Woźniak.
Andrzej Szewczyk, dyrektor zarządzający firmy interaktywnej agencji reklamowej Artegence, twierdzi, że wielkość budżetów firm bukmacherskich jest porównywalna z internetowymi budżetami reklamowymi gigantów tzw. FMCG, czyli dóbr szybko zbywalnych (żywności, kosmetyków i detergentów). Według nieoficjalnych szacunków naszych rozmówców firmy bukmacherskie i internetowe kasyna wydają na reklamę w Polsce 10-20 mln zł rocznie. Wartość całego rynku reklamy internetowej wyniosła w 2008 r. 802,4 mln zł netto (szacunki domu mediowego Starlink).
Jedyna nadzieja internetowych hazardzistów to Komisja Europejska Ale niedługo dolce vita może się skończyć. W rządowym projekcie zmian w hazardzie, którym we wtorek wieczorem po raz pierwszy zajął się Sejm, zakaz reklamy został opatrzony solidnymi sankcjami. Karze grzywny do kilkuset tysięcy złotych będzie podlegał każdy, "kto zleca lub prowadzi" reklamę hazardu, a także ten, kto czerpie z niej korzyści. Karani mogą być nawet dziennikarze, którzy napiszą, że jakiś klub jest sponsorowany przez firmę z branży hazardowej, bo sankcje grożą także za rozprzestrzenianie takiej informacji.
A jeżeli jakimś cudem jakaś polska drużyna awansuje do Ligi Mistrzów i trafi na
Real Madryt lub
AC Milan, które grają z logo Bwin na koszulkach? - Będą musiały zmienić koszulki - zapowiada wiceminister finansów Jacek Kapica. Takie przypadki miały już miejsce w Szwajcarii i Francji.
Co na to e-bukmacherzy? - Większość zabezpieczyła się przed zmianami w prawie. W każdej umowie sponsorskiej czy reklamowej są klauzule pozwalające je wypowiedzieć na wypadek zaostrzenia ustawy - opowiada menedżer jednej z firm. Ale portale internetowe też są gotowe. Np. Onet przygotował już w 2006 r. stronę internetową betspace.pl. Spółka, która go prowadzi, jest zarejestrowana na Malcie. "Za pośrednictwem wortalu Grupa Onet będzie oferować usługi o charakterze reklamy i promocji internetowej" - czytamy na stronach Onetu. Na portalu nie można grać, ale są tam linki do e-bukmacherów, wiadomości sportowe, liga najlepszych typerów itp.
Rząd chce zostawić furtkę dla zakładów sportowych w sieci. Ci, którzy się zarejestrują w Polsce i będą płacić podatki, dostaną nawet prawo informowania o sponsorowaniu klubów. Ale do marchewki dołączony jest bardzo gruby kij. Podatek od zysku bukmacherów ma wynosić aż 50 proc., podczas gdy w UE najwyższy sięga 15 proc. - Nie sądzę, żeby jakakolwiek firma zgodziła się płacić takie kwoty - mówi menedżer z e-hazardowego potentata.
Strony internetowe firm, które nie zarejestrują się w Polsce, mają być blokowane. Ale musi się jeszcze na to zgodzić Komisja Europejska. Uchwalenie ustawy potrwa przynajmniej pół roku, na razie więc kluby sportowe, gracze i firmy reklamowe mogą jeszcze liczyć zyski.