Biznes Ludzie Pieniądze

Ośmiu chętnych na stocznie w Gdańsku i Szczecinie

Konrad Niklewicz
18.11.2009 , aktualizacja: 18.11.2009 20:47
A A A Drukuj
Licytacja majątku stoczni za tydzień. Z ośmiu inwestorów, którzy zgłosili się do powtórzonego przetargu, tylko jeden się do tego przyznał - Janusz Baran, właściciel Maritim Shipyard.
W przypadku majątku Stoczni Gdynia zgłosiło się i wpłaciło wadium (10 proc. licytowanego majątku) jedynie pięciu inwestorów. Aż 11 składników stoczni nie znalazło żadnego amatora. Jeszcze gorzej jest w Szczecinie: zgłosiło się tylko trzech nabywców. Dziewięć elementów stoczni nikt nie chce kupić. Łączna kwota wpłaconych wadiów nie przekroczyła 30 mln zł. Co gorsza, większość inwestorów jest zainteresowana tylko pojedynczymi elementami stoczni. Co prawdopodobnie oznacza, że nie planują w niej produkować statków.

Przetarg na majątek stoczni Gdynia ma się odbyć 26 listopada, dzień później - przetarg na majątek stoczni szczecińskiej. Przetargi odbędą się w formie elektronicznej, z zachowaniem tajności. I dlatego Agencja Rozwoju Przemysłu - która nadzoruje sprzedaż stoczniowego majątku - nie ujawniła w środę, kto wpłacił wadium upoważniające do udziału w przetargu. Jeden inwestor sam się do tego przyznał: Janusz Baran, właściciel prywatnej stoczni Maritim Shipyard w Gdańsku. Baran już w 2008 r. był zainteresowany kupnem gdyńskiej firmy, ale wiążącej oferty nigdy nie złożył.

Drugi przetarg na majątek stoczniowy okazał się potrzebny po tym, gdy pierwsza próba sprzedaży zakładów w Szczecinie i Gdyni, w maju zakończyła się klapą. Pojawiło się wtedy kilku inwestorów, ale tylko jeden - tajemniczy fundusz Stichting Particulier Fonds Greenrights - starał się o te części stoczni, które służą do produkcji statków (np. suchy dok). Wylicytował 380 mln zł, wpłacił ponad 36 mln zł wadium, ogłosił powołanie spółki Polskie Stocznie i zniknął, nie wpłacając w dwóch kolejnych terminach pieniędzy za stocznie. Zamieszanie wzrosło, gdy okazało się, że katarski fundusz QInvest (wbrew temu, co sugerował minister skarbu Aleksander Grad) nie jest gwarantem transakcji. A jej ratowaniem nie była zainteresowany nawet katarski rządowy fundusz QIA.

Polityczna awantura rozkręciła się w październiku, gdy były szef CBA Mariusz Kamiński oskarżył ekipę Grada o naruszenie interesów państwa przy prywatyzacji stoczniowego majątku. Z materiałów CBA - które przeciekły do mediów - wynikało, że cały przetarg był rzekomo ustawiony pod katarskiego inwestora z naruszeniem prawa.

Na szczęście dla rządu (i stoczni) Komisja Europejska zgodziła się na powtórzenie przetargu. Taka forma sprzedaży stoczniowego majątku miała być karą za to, że obie stocznie - w Gdyni i Szczecinie - przez lata otrzymywały nielegalną pomoc publiczną.

Nie czekając na wyniki drugiego przetargu, stoczniowi związkowcy zapowiadają demonstracje w Warszawie. Domagają się od rządu dodatkowych pieniędzy na przedłużenie "osłon socjalnych". Do tej pory, na mocy stoczniowej specustawy, dostali od 20 do 60 tys. zł odprawy plus ok. 2 tys. zł miesięcznie wynagrodzenia pomostowego do 10 grudnia. Te pieniądze miały pomóc ponad 8 tys. stoczniowców znaleźć nową pracę albo przeczekać czas, gdy zakłady w Szczecinie i Gdyni nie pracowały, czekając na nowego właściciela.

Teraz stoczniowcy chcą więcej pieniędzy. Zapowiadają, że ich protest nie będzie pokojowy. - Postaramy się wejść do budynku Rady Ministrów, bez względu na to, czy zostaniemy tam zaproszeni, czy nie - ostrzegł przewodniczący "Solidarności" Pomorza Zachodniego Mieczysław Jurek cytowany przez PAP.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos