Cyberwyścig zbrojeń to temat przewodni corocznego raportu na temat internetowej przestępczości wydawanego przez McAfee. Wizję wojen teleinformatycznych toczonych przez państwa roztaczają od lat przez autorzy science fiction oraz badacze i eksperci od bezpieczeństwa. - Ale dziś widzimy coraz więcej przykładów, że to zagrożenie staje się realne - mówi Dave DeWalt, szef McAfee.
Raport sporządził na podstawie wywiadów z ponad 20 ekspertami od stosunków międzynarodowych, bezpieczeństwa narodowego oraz teleinformatycznego Paul Kurtz, były doradca Białego Domu ds. bezpieczeństwa wewnętrznego.
- Nie sądzę, byśmy już mieli do czynienia z prawdziwych cyberdziałaniami wojennymi - mówi Dmitri Alperovitch z McAfee. - Dziś świat jest tak połączony, że kraje dysponujące odpowiednimi możliwościami nie chcą z nich korzystać, obawiając się, że atak uderzy w ich własną infrastrukturę. Jednak zaawansowane techniki cyberataków sugerują, że zimna cyberwojna mogła już się zacząć - dodaje. Do tych najbardziej zaawansowanych krajów raport zalicza
USA,
Izrael, Francję,
Chiny i Rosję.
Autorzy raportu podkreślają, że coraz częściej dochodzi do cyberataków umotywowanych politycznie, a nie z chęci zysku - przypominają np. paraliżowanie stron internetowych w 2007 r. w Estonii czy w ub.r., gdy rosyjskie wojsko zaatakowało Gruzję. Amerykańscy eksperci twierdzą wprost, że rosyjscy
hakerzy byli wspierani przez mafię, a akcja była skoordynowana z działaniami rosyjskiej armii.
Raport podaje też ciekawą tezę na temat ataków z 4 lipca wymierzonych w amerykańskie strony. Kilka dni potem zablokowano kilkanaście stron rządowych w Korei Płd., wykorzystując tę samą sieć 50 tys. komputerów. Alperovitch spekuluje, że ataki mogły być testem, czy da się sparaliżować komunikację między wojskami USA w Korei a Waszyngtonem i Hawajami.
- W ciągu najbliższych 20-30 lat cyberataki staną się coraz bardziej istotnym elementem wojny - mówi William Crowell, były zastępca dyrektora Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA). - Pytanie, czy sieci będą na tyle bezbronne, że będzie można prowadzić wojnę wyłącznie wirtualnie.
Ofiarą cyberstarcia dwóch mocarstw może paść też sektor prywatny. Tuż przed inwazją na Irak służby specjalne USA planowały atak na iracki system finansowy. Administracja Busha nie zdecydowała się na to - według nieoficjalnych źródeł uznano, że niosłoby to zbyt duże ryzyko dla bankowości na Bliskim Wschodzie, Europie, ale i USA.
- Niektóre kraje już badają czułe punkty infrastruktury - mówi jeden z ekspertów. - Dlatego tak ważne jest, aby rządy nie chowały swoich strategii za zamkniętymi drzwiami, sektor prywatny też musi się włączyć w te przygotowania.