Wydatki
OFE na akwizycję rosną lawinowo. W pierwszym półroczu na
wynagrodzenia swoich akwizytorów fundusze wydały - według oficjalnych danych Komisji Nadzoru Finansowego - aż 206 mln zł. Jeszcze rok wcześniej było to o jedną piątą mniej. Do końca roku wydatki na pozyskiwanie nowych klientów mogą wynieść nawet pół miliarda złotych. Wszystko to za pieniądze przyszłych emerytów. W pierwszym półroczu uiścili oni OFE łącznie 995 mln zł opłat.
- Ale OFE naprawdę na akwizytorów wydają znacznie więcej - zdradza "Gazecie" prezes jednego z funduszy emerytalnych. Nie chce podawać nazwiska. Boi się reakcji innych funduszy.
Mechanizm jest prosty. OFE zamiast księgować koszty akwizycji jednorazowo, rozkładają je w czasie. Zwykle na dwa-trzy lata, ale zdarzają się i takie OFE, które rozpisują je na 40 lat. Akwizytor prowizję za zdobycie klienta dostaje od razu do ręki. Za to fundusze, zamiast księgować te pieniądze jako koszty akwizycji, zapisują je jako "długoterminowe rozliczenia międzyokresowe". - Zyskujemy, bo pokazujemy na papierze mniejsze koszty - tłumaczy nasz rozmówca.
Z informacji "Gazety" wynika, że robią tak OFE Amplico (dawniej AIG), Aegon, Allianz, Bankowy i Generali. W ostatnich latach wydały na akwizytorów o ponad 400 mln zł więcej, niż pokazały w oficjalnych sprawozdaniach.
- Koszty akwizycji rozkładają w czasie niemal wszystkie OFE - mówi Agnieszka Nogajczyk-Simeonow, prezes OFE Allianz. Tłumaczy, że jest to zgodne z prawem. - Tak robią również firmy ubezpieczeniowe i banki - dodaje. Tak samo tłumaczą się inne fundusze.
Co na to nadzór finansowy? - Ustawa o rachunkowości, niestety, daje w tym zakresie swobodę OFE - mówi Katarzyna Biela z KNF. Przyznaje, że nadzór jest zaniepokojony rosnącymi wydatkami na akwizycję.
OFE wydają coraz więcej, bo rośnie koszt zdobycia nowego klienta. Oficjalnie fundusze płacą średnio ok. 400 zł za jedną osobę. Faktycznie wydatki te są znacznie wyższe.
Za osobę rozpoczynającą pierwszą
pracę towarzystwa rzeczywiście płacą niewiele - 100 lub 200 zł. Dużo bardziej kosztowne jest wyciągnięcie klienta od konkurencji. Tu prowizja akwizytora sięga nawet 700 zł za osobę. Do tego trzeba jeszcze dodać procent od wysokości oszczędności, jakie taka osoba zgromadziła na swoim koncie emerytalnym. Tym sposobem do kieszeni akwizytora może trafić dodatkowy 1 tys. zł.
Efekt? Akwizytorzy dwoją się i troją, żeby namówić przyszłych emerytów na zmianę OFE - a ci robią to masowo. W tym roku na taki krok zdecydowało się aż 569 tys. osób, o 118 tys. więcej niż przed rokiem. Problem w tym, że nawet co druga osoba zmieniła fundusz na taki, który do tej pory gorzej pomnażał pieniądze swoich klientów.
Dlatego Ministerstwo Pracy, które pracuje nad dużą nowelizacją ustawy o OFE, planuje wprowadzenie całkowitego zakazu akwizycji. Akwizytorom chce zakazać zarówno zapisywania do OFE, jak i przenoszenia klientów z jednego funduszu do drugiego, bo agenci zamiast edukować przyszłych emerytów, wprowadzają ich w błąd i z każdym rokiem kosztują coraz więcej.
W zamian ministerstwo proponuje, żeby przyszli emeryci zapisywali się do funduszu samodzielnie: telefonicznie, listownie lub przez internet. Decyzje podejmowaliby na podstawie zestawienia z wynikami inwestycyjnymi wszystkich funduszy. Takie rozwiązanie popiera też Komisja Nadzoru Finansowego. Dodatkowo chce wysokich kar finansowych dla akwizytorów, którzy złamią zakaz i nadal będą namawiać klientów do zmiany OFE. Miałyby one sięgać nawet 2 mln zł.
Przeciwna zakazowi jest Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych, która zrzesza 12 spośród 14 działających OFE (bez Polsatu i Pocztyliona). - Taki zakaz tylko ograniczy konkurencję między funduszami - tłumaczyła Ewa Lewicka, szefowa IGTE. Jej zdaniem zamiast zakazywać akwizycji, trzeba ją ucywilizować. - Akwizytorzy powinni na nowo przejść szkolenia zakończone egzaminem z wiedzy o systemie emerytalnym - proponuje. Chce też, żeby nieuczciwi
sprzedawcy trafiali do jawnego rejestru prowadzonego przez KNF i same OFE.
Zdaniem części funduszy to nie wystarczy. Dwa największe OFE - Aviva i ING - chcą zakazać akwizytorom przepisywania klientów z jednego funduszu do drugiego. - Jesteśmy za zakazem akwizycji na rynku wtórnym - przyznaje Beata Zduńczyk-Skup, rzecznik ING. Wtóruje jej Paweł Pytel, p.o. prezesa towarzystwa Aviva. - Transfery między OFE powinny być ograniczone - przekonuje.
Bardziej radykalny jest Polsat, który domaga się całkowitego zakazu akwizycji. - Akwizytorzy znaleźli się poza wszelką kontrolą, trzeba ukrócić tę patologię! - mówi Anna Horsecka, szefowa towarzystwa. Z informacji "Gazety" wynika, że przeciw akwizycji są jeszcze co najmniej dwa towarzystwa emerytalne. Ich prezesi nie chcą jednak o tym mówić, bo boją się reakcji swoich agentów. - Ministerstwo Pracy zna nasze stanowisko, i to wystarczy - ucina rozmowę jeden z nich.