Nieliczne niezależne od władz gazety w Rosji nie kryły wczoraj oburzenia. "Niewinny z prawnego punktu widzenia człowiek zmarł w więzieniu w najbardziej średniowieczny sposób" - napisał w komentarzu od redakcji
dziennik "Wiedomosti". Tym niewinnym człowiekiem był Siergiej Magnitskij, 37-letni partner kancelarii Firestone Duncan, założonej w Moskwie po rozpadzie ZSRR przez amerykańskich i rosyjskich prawników.
W poniedziałek wieczorem Magnitskij zmarł z powodu niewydolności serca w więzieniu, w którym siedział bez wyroku prawie rok. Został oskarżony w śledztwie prowadzonym w sprawie nadużyć podatkowych, jakich miał się dopuści
fundusz inwestycyjny Hermitage Capital. Zmarły od miesięcy skarżył się, że jest przetrzymywany w nieludzkich warunkach, w celi bez toalety, która zimą nie miała szyby w oknie, bez lekarstw zalecanych nawet przez więziennego lekarza. Fotokopie jego skarg opublikowała agencja Interfax, zaprzeczając twierdzeniom rosyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych, że ich nie było.
Jamison Firestone, dotychczasowy szef Magnitskiego, uważa, że prawnik był przetrzymywany w więzieniu celowo. - Trzymali go 11 miesięcy, bo chcieli go zmusić do złożenia sfabrykowanych oskarżeń wobec Hermitage. Im bardziej odmawiał, tym gorsze miał warunki w więzieniu - powiedział Firestone cytowany przez "Wiedomosti".
Magnitskiego zatrzymano pod zarzutem pomocy funduszowi Hermitage w wyłudzeniu od fiskusa 17 mln dol. podatku. Fundusz zaprzeczał tym zarzutom - jednym z wielu, które spadły w Rosji na tego inwestora.
Hermitage był przez lata największym zachodnim funduszem w Rosji, inwestując tam 4 mld dol. Założyli go w 1996 r. słynny bankier Eduard Safra oraz William Browder - wiceprezes banku inwestycyjnego Salomon Bros, a zarazem wnuk Earla Browdera, czołowego działacza amerykańskiej partii komunistycznej do końca II wojny światowej.
W 1999 r. Safra zginął w tajemniczym pożarze swojego apartamentu w Monte Carlo, a funduszem od tego czasu kierował Browder.
Hermitage inwestował w wielkie rosyjskie koncerny, takie jak Gazprom, i słynął ze sporów, jakie prowadził z tymi koncernami w obronie interesów mniejszościowych akcjonariuszy. Wreszcie miarka się przebrała i cztery lata temu po przylocie do Moskwy Browder dowiedział się, że odebrano mu prawo wjazdu do Rosji. Ale to był dopiero początek problemów.
W połowie 2007 r. rosyjscy śledczy zarzucili Hermitage, że nie zapłacił 45 mln dol. podatków, transferując do rajów podatkowych dochody ze sprzedaży akcji Gazpromu. Minęło kilka miesięcy i przedstawiciele Hermitage dowiedzieli się, że rosyjskie sądy zasądziły od spółek funduszu 376 mln dol. odszkodowania, bo nie wykonały umów, o których w Hermitage nigdy nie słyszeli. Spółki odszkodowań nie płaciły i były przejmowane przez nieznane nikomu firmy z zapadłych rejonów Rosji.
Przedstawiciele Hermitage twierdzili, że padli ofiarą oszustów, którym pomagali przedstawiciele resortów siłowych, bo podczas wcześniejszego śledztwa o zaległości podatkowe w biurach funduszu zarekwirowano wypisy z rejestrów sądowych, statuty i pieczęcie niezbędne do dokonania zmian w dokumentach, które pozwalały przedstawić oszustwa jako w pełni legalne działania.
Na dodatek przejęte przez nowych właścicieli spółki Hermitage zwróciły się o zwrot prawie 200 mln dol. podatków i błyskawicznie go dostały, a po kilku miesiącach wszczęto śledztwo o wyłudzenie tych pieniędzy, oskarżając o to Browdera. Ten o sfabrykowanie zarzutów i wyłudzenie pieniędzy oskarżył urzędników MSW. W tej właśnie sprawie finansistę reprezentował Magnitskij. I - jak twierdzi Browder - kilka miesięcy później postawiono Hermitage zarzuty kolejnych machinacji finansowych, stawiając jednocześnie zarzuty Magnitskiemu.