- Ani w maju [gdy przeprowadzono pierwszy
przetarg na majątek obu zakładów] nie było chętnych na wszystkie aktywa, ani teraz nie ma. To pokazuje, że przemysł stoczniowy na świecie przeżywa kryzys. Nie ma chętnych, którzy chcieliby kupować w całości - powiedział Grad w telewizyjnej "Jedynce". Dodał, że na 18 ogłoszonych
przetargów jest siedem, które dotyczą tych części majątku stoczni, gdzie produkowało się statki, i interesuje się nimi pięciu inwestorów. Minister zaznaczył jednak, że nie wystarczy samo wpłacenie wadium, inwestor musi wziąć udział w
przetargu.
Pytany o sytuację stoczniowców Grad przypomniał, że rząd wydał pół miliarda złotych na odprawy i szkolenia dla stoczniowców. - Myśmy wspólnie się umówili ze stroną społeczną, ze związkami, że będziemy robili wszystko, by znaleźć inwestora, który będzie chciał budować statki. Ale to nie były gwarancje - powiedział.
Jego zdaniem "zdrowy rozsądek" nakazywał, by stoczniowcy korzystali z ofert pracy, które w tym czasie otrzymywali.
- Jest szansa, że ci, którzy wpłacili wadium i będą licytowali za dwa tygodnie ten majątek, będą tam tworzyli miejsca pracy - powiedział Grad. -
W środę zarządca kompensacji Roman Nojszewski z firmy Bud Bank Leasing, odpowiadającej za podział, wycenę i sprzedaż majątku stoczni w Gdyni i
Szczecinie, poinformował, że wadia uprawniające do udziału w przetargach na części majątku stoczni Gdynia wpłaciło pięć firm, a trzy - na aktywa szczecińskiego zakładu.
Majątek stoczni Gdynia wystawiono łącznie do 18 przetargów; inwestorzy zgłosili się do siedmiu
licytacji. W przypadku stoczni Szczecin chętni zgłosili się do czterech przetargów spośród 13 planowanych.
W maju katarski fundusz Stichting Particulier Fonds Greenrights wylicytował główne części majątku stoczni w Gdyni i Szczecinie. Inwestor, choć wpłacił wadium w wysokości 8 mln euro, nie zapłacił jednak całości pieniędzy. Później nad przejęciem aktywów stoczni zastanawiała się katarska rządowa agencja Qatar Investment Authority, ale ostatecznie wycofała się z inwestycji.