Już słychać tupot chińskich butów
Konrad Niklewicz
2009-11-19, ostatnia aktualizacja 2009-11-19 20:29
Unia Europejska najpewniej nie obroni naszych producentów przed zalewem chińskich butów. Polska, która domagała się utrzymania ceł antydumpingowych, nie przekonała państw Wspólnoty
ZOBACZ TAKŻE
- Cła antydumpingowe na azjatyckie obuwie przedłużone do 2011 r. (17-12-09, 19:29)
- Chińskie buty znów nas zaleją (19-11-09, 14:26)
- Zakaz sprzedaży Windows w Chinach. Za czcionki (18-11-09, 21:26)
- Unia decyduje o cłach antydumpingowych na obuwie z Chin (16-11-09, 21:12)
- Koniec ery "Made in China"? Nawet Chińczycy przenoszą się do Egiptu (09-11-09, 09:52)
- Chiński rząd wyraził zgodę na budowę Disneylandu (04-11-09, 11:12)
- Chińskie płyty gipsowo-kartonowe zagrażają zdrowiu (26-10-09, 14:41)
- Chińscy oszuści polują w Polsce na naiwnych przedsiębiorców (03-10-09, 09:51)
Po dwóch latach obowiązywania cła na buty z Chin i Wietnamu mogą zniknąć - i to już od Nowego Roku. W czwartek w trakcie głosowania na posiedzeniu unijnego komitetu ds. ceł i antydumpingu za zniesieniem barier handlowych opowiedziało się aż 15 państw.
- Niedobrze. To bardzo zła decyzja! - komentował na gorąco "Gazecie" wiceminister gospodarki Marcin Korolec. - Ale nie poddajemy się. Będziemy próbowali zmienić decyzję Unii na Radzie UE jeszcze w grudniu - dodaje.
Nie ma jednak gwarancji, że w kolejnym głosowaniu Polska zdoła przekonać kilka państw do zmiany stanowiska. Tym bardziej że - jak mówią "Gazecie" lobbyści w Brukseli - za zniesieniem ceł opowiedziały się też Niemcy.
Wprowadzone w 2006 r. cła miały chronić rodzimych, europejskich producentów butów przed nieuczciwą konkurencją z Azji. Średnia hurtowa cena butów sprowadzanych np. z Chin to zaledwie 8 euro. Chińscy i wietnamscy producenci obuwia stosowali takie mordercze stawki, bo potencjalne straty odbijali sobie na rynku rodzimym, chronionym cłami w wysokości kilkudziesięciu procent.
Wprowadzona przez Europę ochrona celna szybko przyniosła efekty. Jak twierdzi polskie Ministerstwo Gospodarki, po wprowadzeniu ceł nasza branża obuwnicza (podobnie jak np. rumuńska i słowacka) odżyła. Według obliczeń resortu obecnie zatrudnia ona łącznie 40 tys. osób, głównie w najbiedniejszych regionach Polski. - Gdy cła na chińskie buty znikną, te miejsca pracy mogą zniknąć wraz z nimi - straszy ministerstwo.
Potwierdzają to sami przedsiębiorcy. - Już dziś część naszej branży balansuje na granicy opłacalności. Jeśli cena obuwia z Chin spadnie teraz o 16 proc. [bo tyle wynosiło cło], to nasi producenci padną. Bo oni już nie mają marginesu na obniżkę cen. W Chinach producenci nie muszą płacić składek socjalnych, ZUS-u ani ponosić kosztów ochrony środowiska - skarży się Mariusz Babral, wiceprezes Polskiej Izby Przemysłu Skórzanego. - Pierwsze, negatywne konsekwencje zobaczymy szybko. Już teraz idą do Europy transporty butów, które będą rzucone na rynek po nowych, niższych cenach - przestrzega Babral.
Większość rządów unijnych wolała jednak wsłuchać się w inne argumenty suflowane przez lobby wielkich koncernów odzieżowych, takich jak np. Puma, Nike, Adidas, Reebok, Timberland, Ecco itp.
Firmy te już dawno temu przeniosły swoje fabryki do Chin i traciły na konieczności płacenia ceł. Jak twierdzi stowarzyszenie European Footwear Alliance, reprezentujące dużych producentów, od 2006 r. duże firmy musiały zapłacić 800 mln euro. Lobby przekonywało też, że utrzymywanie ceł antydumpingowych kłóci się z polityką otwierania handlu światowego, a co najważniejsze - szkodzi konsumentom europejskim, którzy niepotrzebnie płacą więcej za markowe buty.
Co prawda ten ostatni argument kontrowała Komisja Europejska, która przypominała, że stawki cła mogą nie mieć żadnego wpływu na cenę detaliczną, bo marże importerów i sprzedawców są na poziomie 30-50 proc. I że od 2005 r. ceny butów w UE wzrosły tylko o 2 proc., podczas gdy inflacja w tym samym czasie wyniosła 6 proc., ale i tak stanowisko wielkich koncernów przeważyło.
Tym bardziej że państwa Unii zobowiązały do likwidacji barier importowych dla produktów z państw rozwijających się. - To zwycięstwo dla wolnego handlu i europejskich konsumentów - cieszy się Manfred Junkert, szef niemieckiej federacji przemysłu obuwniczego.
Już teraz producenci butów z Chin i Wietnamu opanowali 30 proc. europejskiego rynku.
- Niedobrze. To bardzo zła decyzja! - komentował na gorąco "Gazecie" wiceminister gospodarki Marcin Korolec. - Ale nie poddajemy się. Będziemy próbowali zmienić decyzję Unii na Radzie UE jeszcze w grudniu - dodaje.
Nie ma jednak gwarancji, że w kolejnym głosowaniu Polska zdoła przekonać kilka państw do zmiany stanowiska. Tym bardziej że - jak mówią "Gazecie" lobbyści w Brukseli - za zniesieniem ceł opowiedziały się też Niemcy.
Wprowadzone w 2006 r. cła miały chronić rodzimych, europejskich producentów butów przed nieuczciwą konkurencją z Azji. Średnia hurtowa cena butów sprowadzanych np. z Chin to zaledwie 8 euro. Chińscy i wietnamscy producenci obuwia stosowali takie mordercze stawki, bo potencjalne straty odbijali sobie na rynku rodzimym, chronionym cłami w wysokości kilkudziesięciu procent.
Wprowadzona przez Europę ochrona celna szybko przyniosła efekty. Jak twierdzi polskie Ministerstwo Gospodarki, po wprowadzeniu ceł nasza branża obuwnicza (podobnie jak np. rumuńska i słowacka) odżyła. Według obliczeń resortu obecnie zatrudnia ona łącznie 40 tys. osób, głównie w najbiedniejszych regionach Polski. - Gdy cła na chińskie buty znikną, te miejsca pracy mogą zniknąć wraz z nimi - straszy ministerstwo.
Potwierdzają to sami przedsiębiorcy. - Już dziś część naszej branży balansuje na granicy opłacalności. Jeśli cena obuwia z Chin spadnie teraz o 16 proc. [bo tyle wynosiło cło], to nasi producenci padną. Bo oni już nie mają marginesu na obniżkę cen. W Chinach producenci nie muszą płacić składek socjalnych, ZUS-u ani ponosić kosztów ochrony środowiska - skarży się Mariusz Babral, wiceprezes Polskiej Izby Przemysłu Skórzanego. - Pierwsze, negatywne konsekwencje zobaczymy szybko. Już teraz idą do Europy transporty butów, które będą rzucone na rynek po nowych, niższych cenach - przestrzega Babral.
Większość rządów unijnych wolała jednak wsłuchać się w inne argumenty suflowane przez lobby wielkich koncernów odzieżowych, takich jak np. Puma, Nike, Adidas, Reebok, Timberland, Ecco itp.
Firmy te już dawno temu przeniosły swoje fabryki do Chin i traciły na konieczności płacenia ceł. Jak twierdzi stowarzyszenie European Footwear Alliance, reprezentujące dużych producentów, od 2006 r. duże firmy musiały zapłacić 800 mln euro. Lobby przekonywało też, że utrzymywanie ceł antydumpingowych kłóci się z polityką otwierania handlu światowego, a co najważniejsze - szkodzi konsumentom europejskim, którzy niepotrzebnie płacą więcej za markowe buty.
Co prawda ten ostatni argument kontrowała Komisja Europejska, która przypominała, że stawki cła mogą nie mieć żadnego wpływu na cenę detaliczną, bo marże importerów i sprzedawców są na poziomie 30-50 proc. I że od 2005 r. ceny butów w UE wzrosły tylko o 2 proc., podczas gdy inflacja w tym samym czasie wyniosła 6 proc., ale i tak stanowisko wielkich koncernów przeważyło.
Tym bardziej że państwa Unii zobowiązały do likwidacji barier importowych dla produktów z państw rozwijających się. - To zwycięstwo dla wolnego handlu i europejskich konsumentów - cieszy się Manfred Junkert, szef niemieckiej federacji przemysłu obuwniczego.
Już teraz producenci butów z Chin i Wietnamu opanowali 30 proc. europejskiego rynku.
Wyborcza.biz w Twoim iPhonie -
pobierz aplikację!
Ocena:
słabe
nic specjalnego
dobre
bardzo dobre
znakomite
1
1 głos
Przeczytaj 3 komentarze na Forum
Wyborcza.biz poleca
Biznes, Ludzie, Pieniądze

Azbest będzie przetwarzany i znów wykorzystywany
PRZEŚWIETLAMY REKLAMY

Pożyczka u Stefczyka: wygodne raty mogą nieco uwierać
KOBIETA SUKCESU

Ma 30 lat i zarządza majątkiem wartym 2 mld zł
SŁAWNI O FINANSACH







