Biznes Ludzie Pieniądze

Polska pomaga innym krajom, choć sama ma dziurę budżetową

Agata Nowakowska
19.11.2009 , aktualizacja: 19.11.2009 20:42
A A A Drukuj
Polska pożycza pieniądze innym krajom w potrzebie, choć sama ma wielką dziurę w finansach. Czy w czasach kryzysu stać nas na taką filantropię?
Na początku roku, gdy kryzys się dopiero rozkręcał, Polska pożyczyła bankrutującej Islandii 200 mln dol. (pożyczały też bogatsze kraje skandynawskie, Wielka Brytania i Holandia). Kilka dni temu polski ambasador w Mołdowie podpisał umowę pożyczki dla tego kraju na 15 mln dolarów na finansowanie ich deficytu. Teraz finalizujemy umowę pożyczki dla Łotwy, także na 200 mln dol. Polska zgodziła się też dorzucić - w razie potrzeby - 5 mld dol. do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Fundusz chce powiększyć swoje zasoby z 250 mld do 750 mld dol., na co złoży się wiele krajów.

Czy Polskę, kraj wciąż na dorobku, stać na takie pożyczki? Minister finansów Jacek Rostowski jest tej pomocy orędownikiem.

- Na pomoc dla Islandii zdecydowaliśmy się, by pokazać, że kraje które popadają w kłopoty, mogą liczyć na wsparcie wspólnoty międzynarodowej. To był taki odruch solidarności. Chodziło także o uspokojenie rynków w kwestii wypłacalności wszystkich krajów, a już zwłaszcza tych, do których rynki mają mniejsze zaufanie. Takie lanie oleju na wzburzone wody - tłumaczy "Gazecie" minister finansów Jacek Rostowski.

Pomoc dla Łotwy ma pomóc zmniejszyć napięcia społeczne. - Łotwa sąsiaduje z Rosją, ma dużą mniejszość rosyjską, pomoc dla tego kraju jest strategicznym interesem Polski - uważa minister Rostowski.

Łotwie podały jeszcze pomocną dłoń kraje skandynawskie i Czechy.

Ekonomiści chwalą ministra za tę szczodrość. - W ekonomii jest takie zjawisko jak efekt zaburzenia, gdy w jakimś kraju zaczynają się problemy na rynku walutowym, to przenoszą się na kraj podobny. Gdyby na Łotwie doszło do kryzysu walutowego, dewaluacji łata, także w Polsce zwiększyłoby się ryzyko: mielibyśmy pewnie większe wahania na rynku walutowym, odpływ kapitału - ocenia ekonomista Invest Banku Jakub Borowski. Jego zdaniem warto w takiej "zrzutce" brać udział.

Polska zgodziła się także na przekazanie do puli MFW 5 mld dol., gdyby Fundusz tych pieniędzy potrzebował i nas o to poprosił. Wcześniej nasz kraj dostał otwartą linię kredytową na 20 mld dol. od tego samego Funduszu. Czy to nie dziwne?

- Szanse na to, że MFW poprosi nas o te 5 mld dol., są bardzo małe, podobnie jak to, że my skorzystamy z linii kredytowej MFW. Gdyby jednak Fundusz ich potrzebował, zwróci się do NBP o zamrożenie części rezerw walutowych - mówi "Gazecie" minister. Ta pożyczka nie obciążałaby więc w żadnym stopniu naszego budżetu, a nasz bank centralny dostałby od tej pożyczki niewielki procent.

Ale czy nie zmniejszy ona naszego bezpieczeństwa, gdyby jacyś spekulanci przypuścili atak na naszą walutę? NBP mógłby wtedy potrzebować tych środków. - Albo mamy solidarność, albo nie. Poza tym zabezpieczyliśmy się, otwierając linię kredytową w MFW na 20 mld dol. - mówi minister.

Według Borowskiego trudno sobie teraz wyobrazić potrzebę interwencji NBP na rynku walutowym. - Był taki moment, gdy za euro płaciliśmy 4,8 zł i banki centralne regionu pogroziły interwencją. To poskutkowało. Taka sytuacja nam już nie grozi - ocenia ekonomista Invest Banku.

W naszym regionie krajem najbardziej uzależnionym od pomocy MFW jest Ukraina.

- Bezpieczeństwo polityczne, a co za tym idzie - gospodarcze Ukrainy jest naszym celem strategicznym - mówi minister Rostowski. - Kryzys pokazał, że w Europie to kraje naszego regionu były postrzegane jako największe zagrożenie, z najniższą wiarygodnością. Jeden kraj mógł za sobą pociągnąć inne, dlatego musimy się wspierać - tłumaczy naszą hojność minister Rostowski.

Borowski: "Gdy sytuacja na Ukrainie uspokoi się, skorzysta na tym i Polska. Wzrośnie nasza wymiana handlowa". Jego zdaniem ta pomoc jest rodzajem walki rządu ze skutkami kryzysu, taką częścią pakietu antykryzysowego.

Nawet opozycja jest za pomocą. - Polska wielokrotnie korzystała z pomocy innych, nie możemy teraz udawać, że nie interesuje nas to, co dzieje się u naszych sąsiadów. Ponadto skoro sami chcemy, by przyszły budżet Unii Europejskiej był przygotowywany z zachowaniem zasady, że kraje bogatsze współfinansują rozwój, doganianie ich przez biedniejsze kraje Europy, to nie powinniśmy lekceważyć solidarności - powiedziała "Gazecie" posłanka Aleksandra Natalli-Świat (PiS).

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    25 głosów