Cała afera zaczęła się na początku 2009 r., kiedy bank Raiffeisen oferował swoim VIP-owskim klientom obligacje poznańskiej firmy odzieżowej Semax. Klienci, którzy kupili papiery - w sumie za 20 mln zł - twierdzą, że doradcy bankowi zapewniali ich o tym, że inwestycja jest bezpieczna. Semax był wtedy właścicielem marek odzieżowych: Deep, Hot Oil oraz Vabbi Factory Outlet.
Niecały miesiąc po zakończeniu sprzedaży obligacji Semax złożył wniosek o upadłość. Dla osób, które włożyły po kilkaset tysięcy złotych w obligacje firmy, oznacza to prawdopodobieństwo utraty całego zainwestowanego kapitału (w masie upadłości posiadacze obligacji i akcji są ostatni w kolejce do spłaty przez
syndyka).
Klienci Raiffeisena złożyli wniosek o zbadanie sprawy przez prokuraturę. Ich zdaniem
Raiffeisen Bank nie mógł nie wiedzieć o kłopotach finansowych spółki, gdyż jednocześnie z prowadzeniem sprzedaży obligacji kredytował Semax. - Spółka musiała składać do banku comiesięczne sprawozdania w związku z udzielonymi kredytami. Tymczasem ostatnie obligacje Raiffeisen sprzedawał klientom na dwa dni przed ogłoszeniem przez spółkę wniosku o upadłość! - oburza się jedna z pechowych posiadaczek obligacji.
Jak wynika z naszych informacji, sprawa w prokuraturze nabiera tempa. W ostatnich tygodniach przesłuchano niektórych klientów Raiffeisena. Niektórzy z klientów twierdzą, że wypełniali w banku ankietę określającą ich profil inwestycyjny. I mimo że wynikało z tej ankiety, iż reprezentują profil klienta unikającego ryzyka, dostali propozycję zainwestowania w feralne obligacje.
Bank nie przyznaje się do winy. - Zarzuty wobec banku i jego pracowników w związku ze sprawą emisji obligacji są bezpodstawne. Bank zaprzestał oferowania papierów dłużnych natychmiast po uzyskaniu informacji, które wskazywały na brak możliwości spłaty zobowiązań przez spółkę. Bank również jest wierzycielem spółki i tym samym jest zainteresowany jej przetrwaniem i uregulowaniem przez nią zobowiązań - mówi rzecznik Raiffeisena Marcin Jedliński.
Jeden z klientów Raiffeisena i jednocześnie nabywca pechowych obligacji poinformował nas, że zgłosił się do niego przedstawiciel zarejestrowanej na Cyprze spółki, która - jak twierdził - przejęła własność Semaksu i jego długi. Spółka zaproponowała ugodę: zrzeczenie się przez klienta roszczenia dotyczącego wykupu obligacji w zamian za odzyskanie 30 proc. pieniędzy. - Odrzuciłem ofertę, uważam, że zostałem oszukany przez bank i od niego będę domagał się odszkodowania - powiedział nam klient.
Komentarz do sprawy Raiffeisena i obligacji Semaksu:
czytaj w blogu Macieja Samcika Czytaj też:
Obligacje skarbowe: zysk bez ryzyka?