Wygląda na to, że Polska odkłada na kilka lat na półkę plany wielkich zmian. Ponieważ nie udało się obecnemu rządowi zwiększyć wpływów z prywatyzacji, przygotować gospodarki do euro, ani nawet uprościć przepisów dla przedsiębiorczości, zdaje się on koncentrować na już rozpoczętych projektach, takich jak budowa dróg, i pod koniec swojej kadencji znacznie spuścił z tonu.
Amerykański dziennik podkreśla, że może się to niekorzystnie odbić na polskim wzroście gospodarczym, który w najbliższych latach nie wypełni swego potencjału. Brak reform zmierzających do opanowania długu publicznego może oznaczać poważne ryzyko.
Program prywatyzacji stał się synonimem niemożności. Miał być przedstawiony w połowie ubiegłego roku, ale ujrzał światło dzienne dopiero w sierpniu 2009 roku. Tegoroczne wpływy z prywatyzacji sięgną około 7 mld zł, czyli nieco ponad połowę założonego celu.
Również plany przystąpienia do euro w 2012 roku zostały z powodu światowego kryzysu odłożone na półkę.
Setki godzin poświęcone w sejmowych komisjach na analizowanie prawa związanego z przedsiębiorczością nie zaowocowały żadnymi zmianami.