Co ciekawe, podwyżkę Pawłowi Olechnowiczowi ma zapewnić... ustawa kominowa, na którą szefowie innych państwowych spółek narzekają, że ogranicza im
wynagrodzenia. Jednak ustawa kominowa obowiązuje w spółkach kontrolowanych przez skarb państwa. Tymczasem do połowy br. Lotos formalnie nie był kontrolowany przez Ministerstwo Skarbu. Kontrolny pakiet 51,9 proc. akcji należał do państwowej spółki Nafta
Polska, a resort skarbu bezpośrednio miał tylko 6,9 proc. akcji Lotosu. Zmieniło się to 24 lipca, kiedy skarb państwa przejął jego akcje od Nafty Polskiej i objął papiery z dodatkowej emisji. Od końca lipca resort ma 64 proc. akcji Lotosu.
Na tej "nacjonalizacji" skorzysta szef spółki. Dotąd zgodnie ze statutem zarabiał równowartość czterech średnich miesięcznych płac w sektorze przedsiębiorstw (dziś 13,2 tys. zł).
Zarząd Lotosu proponuje, aby zgodnie z ustawą kominową
pensja prezesa wynosiła równowartość sześciu średnich płac w sektorze przedsiębiorstw plus 50 proc. za kierowanie firmą o szczególnym znaczeniu dla państwa. Łącznie pensja prezesa Olechnowicza ma wzrosnąć do 29,9 tys. zł miesięcznie - z wyrównaniem od 24 lipca br. Także wiceprezesi Lotosu mają dostać podwyżkę wynagrodzeń z 3,9 do 6 miesięcznych płac w sektorze przedsiębiorstw, z wyrównaniem od końca lipca.
Dlaczego podwyżka ma być zatwierdzona dopiero na Gwiazdkę, niemal pół roku po przejęciu przez resort bezpośredniej kontroli nad spółką? - Dopiero 13 listopada rada nadzorcza podjęła uchwałę w tej sprawie - powiedział nam Mateusz Cabak z biura prasowego Lotosu. Nie udało nam się porozmawiać z Wacławem Skwarko, szefem rady nadzorczej Lotosu, a zarazem wiceprezesem Nafty Polskiej.
W 2008 r. zarząd Lotosu chciał większych podwyżek. Prezes Olechnowicz miał zarabiać 85 tys. zł miesięcznie plus premię równą rocznym zarobkom. WZA nie zajęło się tymi pomysłami, bo Ministerstwo Skarbu pracowało wtedy nad nowelizacją ustawy kominowej.